Oglądanie na żądanie
Kino i telewizja nie są już niezbędne do oglądania filmów i seriali. A jednak nie umierają w zapomnieniu
43-letni Dawid chętnie korzysta z nowych technologii, chociaż należy do pokolenia, które siedzi okrakiem na granicy oddzielającej świat analogowy od cyfrowego. Pamięta telewizory z kineskopem, czarno-biały obraz i dwa kanały w telewizji. Dziś ma w salonie 40-calową plazmę, dwa iPhony (jeden prywatny, drugi służbowy), laptop do pracy w domu i podręcznego notebooka do oglądania filmów. Na kanapie przed telewizorem spogląda od czasu do czasu na serwisy informacyjne, a w łóżku przed snem strumieniuje najnowsze seriale dostępne na platformach cyfrowych, leżąc wygodne z notebookiem na piersiach.
– Korzystam głównie z oferty Netflixa i HBO GO. Jestem świeżo po obejrzeniu ponad 60 odcinków „Breaking Bad”. Mam za sobą wszystkie sezony „House of Cards”. Bardzo wciągnęły mnie „Czarnobyl” i „Wataha”, a teraz jestem w trakcie „Iwana Groźnego z Treblinki”. Nie zaliczam wszystkiego ciurkiem. Co wieczór rezerwuję sobie czas na obejrzenie dwóch odcinków. Dostęp do internetowej telewizji jest tani i nieograniczony. Korzystanie z Netflixa kosztuje mnie miesięcznie 40 zł, a jako że w telewizji mam HBO, to za abonament HBO GO płacę grosze, ledwie 5 zł. Co mam nie oglądać? – patrzy na mnie pytająco Dawid.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.