Nierówności są odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy i różnicy w poziomie zarobków
Gertruda Uścińska: O dyskryminacji mówilibyśmy wtedy, gdyby ustawodawca przyjął a priori założenie, że jedna z płci będzie miała gorzej od drugiej. A takiego założenia nie ma
fot. Materiały prasowe
Prof. Gertruda Uścińska prezes ZUS
Procedowana jest właśnie ustawa o emeryturach dla matek czwórki dzieci. Można odnieść wrażenie, że w tej ustawie interesy ojców zostały zaniedbane.
Rodzicielskie świadczenie uzupełniające w obecnym kształcie kierowane jest głównie do kobiet. Wynika to zapewne z realiów – to kobiety częściej rezygnują z pracy zarobkowej, aby wychowywać kilkoro dzieci. Było tak zwłaszcza w przeszłości, kilka dekad temu. To wtedy uprawnienia nabywały osoby, które po uchwaleniu ustawy jako pierwsze będą mogły skorzystać z nowego świadczenia. W ustalonym w ustawie zakresie interesy ojców zostały jednak uwzględnione.
W niewielkim. Mogą oni liczyć na emeryturę tylko wtedy, gdy matka zmarła, porzuciła dzieci albo w ogóle nie zajmowała się nimi. Natomiast jeśli to ona utrzymywała dom ze swej pensji, a ojciec wychowywał dzieci, to on nie może liczyć na nowe świadczenie.
Projekt ustawy jest obecnie procedowany w parlamencie, a więc ustawodawca ma możliwość otwartej dyskusji, wprowadzenia ewentualnych zmian i przygotowania optymalnego kształtu tego aktu prawnego.
A czy pani się to podoba?
Prace nad nowym świadczeniem ruszyły w wyniku zidentyfikowania problemu ok. 86 tys. kobiet, którym obowiązki rodzinne przy wychowaniu licznego potomstwa znacząco utrudniły zarobkowanie i tym samym gromadzenie uprawnień emerytalnych.
Ale z czego to wynika? Ktoś przygotowuje projekt ustawy i nie traktuje równo obu płci...
ZUS przekazywał szacunki skutków finansowych, a także uwagi do projektu ustawy. Zakres podmiotowy powinien być dobrze uzasadniony i uzgodniony. Pamiętajmy też, że mówimy o szczególnych uprawnieniach finansowanych z budżetu państwa i to do ustawodawcy należy ich odpowiednie ukształtowanie. A przede wszystkim trzeba docenić, że państwo uzupełnia system emerytalny o rozwiązania rekompensujące społecznie uzasadnioną nieaktywność zawodową.
A nie ma pani wrażenia, że polski system ubezpieczeń społecznych, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie emerytalne, uprzywilejowuje kobiety kosztem mężczyzn? Choćby wiek emerytalny…
Każde państwo przyjmuje własne regulacje w tym zakresie. Międzynarodowa Organizacja Pracy dopuszcza różnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Trybunał Konstytucyjny nie doszukał się w nim niekonstytucyjności. Trzeba także zadać pytanie, czy to zróżnicowanie na pewno stanowi względem kobiet preferencję, zwłaszcza jeśli spojrzymy na różnicę w wysokości przyznawanych emerytur. Efekt wydłużenia okresu pobierania świadczenia względem mężczyzn, wynikający z niższego wieku emerytalnego, jest dodatkowo pogłębiany różnicą w długości życia obu płci. Tablice trwania życia publikowane przez GUS wskazują, że przeciętne oczekiwane dalsze trwanie życia dla 60-letnich mężczyzn wynosi 19,2 roku, a kobiet – 24,3 roku, czyli o 5 lat więcej.
Czyli statystycznie 60-latek będzie żył do 79. roku życia, a 60-latka dożyje 84 lat?
Tak, ale to szacunek dla 60-latków. Z biegiem życia danej osoby jej przewidywane dalsze trwanie życia zmniejszy się, ale wolniej, niż by to wynikało z upływu czasu. Średnie dalsze trwanie życia 65-letnich mężczyzn wynosi 15,9 roku, a kobiet – 20,2 roku. Kobiety będą więc pobierać emeryturę przeciętnie o ponad osiem lat dłużej niż mężczyźni, z czego pięć lat otrzymują na starcie, dzięki niższemu wiekowi emerytalnemu. Biorąc pod uwagę zasadę zdefiniowanej składki, odbija się to na wysokości świadczeń.
Sugeruje więc pani, że tu kobiety są dyskryminowane?
Nie, bo emerytura to prawo, a nie przymus, nawet jeśli w praktyce ponad 80 proc. ubezpieczonych korzysta z uprawnień natychmiast po ich nabyciu. Ale przejście na emeryturę w wieku 65 zamiast 60 lat powoduje przyrost świadczenia aż o 20 proc. z samego tytułu zmiany wskaźnika dalszego trwania życia. To duża różnica.
Czyli w wysokości emerytur kobiety są poszkodowane?
Jest to cena za wcześniejsze skorzystanie z uprawnień. Do tych 20 proc., wynikających ze średniego dalszego trwania życia przyjmowanego do obliczeń, dochodzi efekt pięciu lat waloryzacji składek, która zwykle jest korzystniejsza niż waloryzacja emerytur, a także efekt odprowadzania nowych składek, jeśli kontynuowano zarobkowanie.
A gdyby stosować przeciętne dalsze trwanie życia odrębnie dla płci?
Obecnie korzystamy z tablicy uśrednionej dla obu płci. Jeżeli obliczając emeryturę, bralibyśmy pod uwagę tablice dla nich oddzielne, różnice w wysokości tego świadczenia byłyby jeszcze większe niż obecnie. Emerytury dla mężczyzn byłyby wyższe o 14 proc., dla kobiet zaś niższe o 10 proc. Jeśli zaś spojrzymy na strukturę poziomu świadczeń, to zobaczymy, że udział kobiet otrzymujących świadczenia w przedziale od 0 do 2000 zł jest dominujący. W przedziale 2000–2200 zł udział obu płci jest równy, z kolei w przedziale 2200–3000 zł udział kobiet silnie spada, powyżej 3000 zł – jest zaś już znikomy. Mało tego: gdyby popatrzeć na strukturę emerytur w wysokości niższej niż minimalna, to 90 proc. z nich wypłacana jest kobietom. Pamięta pan redaktor, jak rozmawialiśmy o tym, że nowo przyznawane emerytury z reformy obniżenia wieku emerytalnego są w przypadku kobiet o 1000 zł niższe niż dla mężczyzn. Czyli mimo niższego wieku emerytalnego i stosowania tablic tzw. unisex kobiety mają dużo niższe świadczenia, choć oczywiście pobierają je przez znacznie dłuższy okres.
A czy to nie jest argument za zmianami w systemie?
System o zdefiniowanej składce jest co do zasady ubezpieczeniowo neutralny. Oddaje nam na emeryturze tyle, ile do niego włożyliśmy, bez względu na płeć. Zauważmy przy tym, że obowiązki składkowe są identyczne dla obu płci, niższy wiek emerytalny pozwala zaś kobietom na pewien kompromis między wysokością emerytury a okresem jej pobierania. W pozostałym zakresie nierówności nie wynikają z kształtu systemu emerytalnego, lecz są odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy, różnicy w poziomie zatrudnienia kobiet i mężczyzn oraz wypracowywanych w całej karierze zarobków.
A gdzie jeszcze występuje zróżnicowanie sytuacji kobiet i mężczyzn w systemie ubezpieczeń?
Między innymi przy nabywaniu prawa do minimalnej renty i emerytury. Tu mamy zróżnicowanie w stażu uprawniającym do świadczeń gwarantowanych – 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn.
A to jest jakoś uzasadnione?
W wielu krajach staż ten wynosi 15 lat bez względu na płeć. U nas zróżnicowanie na 20 i 25 lat ma swoją tradycję, podobnie jak w przypadku wieku emerytalnego. Z uwagi na społecznie uzasadnione przerwy w karierze zawodowej trudniej kobietom uzbierać wymagany staż pracy. Potwierdzają to dane na temat przeciętnego stażu osób przechodzących na emeryturę. W 2012 r. u kobiet było to 32 lata i 3 miesiące, u mężczyzn zaś 36 lat i 9 miesięcy. Co jednak ciekawe, od 2012 do 2017 roku ta różnica spadła z 4,6 do 3,8 roku. W 2017 r. średni staż wyniósł u mężczyzn 37 lat i 2 miesiące, u kobiet zaś 33 lata i 4 miesiące. Proszę też zauważyć, że długość aktywności ekonomicznej rośnie dla obu płci.
Czyli chodzi o to, że kobiety krócej pracują, bo wychowują dzieci…
Niewątpliwie takie przerwy w życiu zawodowym kobiet występują. Z danych dotyczących zasiłków macierzyńskich wynika, że kobiety w okresach przerw w pracy zawodowej związanych z opieką nad dzieckiem w ponad 90 proc. korzystają ze świadczeń. W tym czasie od zasiłku, a także w okresie urlopu wychowawczego, opłacana jest składka emerytalna finansowana z budżetu państwa. Natomiast gdy popatrzymy na udział mężczyzn w pobieraniu takich zasiłków, to zauważymy, że w ostatnich latach nastąpił tutaj wzrost. Z kolei w świadczeniach z tytułu opieki nad chorym członkiem rodziny, najczęściej dzieckiem, widać znaczącą różnicę między kobietami i mężczyznami. W ubiegłym roku blisko 700 tys. kobiet było łącznie przez 7,7 mln dni na zasiłku opiekuńczym. W tym czasie jedynie nieco ponad 300 tys. mężczyzn skorzystało z tego świadczenia i przebywało na nim 3,2 mln dni. Również w Europie systematycznie dąży się do większego udziału w świadczeniach wychowawczych po stronie mężczyzn.
Czy w związku z tym powinniśmy podejmować jakieś dodatkowe działania?
Raczej nie legislacyjne, a w sferze edukowania. Powinniśmy uświadamiać, że skoro przerwy związane z opieką nad dzieckiem nastąpiły we wcześniejszym okresie, to należałoby wydłużać późniejszy okres pracy zawodowej. Przy czym ten późniejszy wiek przechodzenia na emeryturę nie musi być zadekretowany w ustawie, np. na 70 lat. Taki formalizm nie ma już racji bytu. Nasz system emerytalny w swoich założeniach skłania do faktycznego wydłużania tego okresu.
Czyli kobiety powinny przechodzić później na emeryturę? Skoro mężczyźni nie mogą wcześniej?
Z naszych danych wynika, że faktyczny wiek przechodzenia na emeryturę cały czas się przesuwa. Po części jest to zasługą wprowadzenia w ZUS doradców emerytalnych, którzy radzą, kiedy najlepiej zakończyć aktywność zawodową. Według metodologii zarządzania wiekiem, w tym wiekiem emerytalnym, niewątpliwie pozytywnym zjawiskiem jest sytuacja, w której mimo że w danym państwie wyznacza się jakąś granicę legalną dla uzyskania uprawnień emerytalnych, to jednak następuje jej przekroczenie w faktycznym przechodzeniu na emeryturę. To już się w Polsce powoli dzieje.
Ale dużo wcześniej zlikwidowano możliwość przechodzenia na emerytury wcześniejsze…
Jednak obserwujemy też to, że wzrasta nam liczba osób uprawnionych do emerytury, które nadal pozostają w ubezpieczeniu emerytalno-rentowym i zdrowotnym. Mamy ponad 700 tys. tych, którzy wciąż pracują, mimo że pobierają już emeryturę.
To w takim razie ile wynosi teraz wiek faktycznego przechodzenia na emeryturę?
W 2017 r. było to 61,0 lat w przypadku kobiet i 64,6 lat w przypadku mężczyzn.
Wielokrotnie wspominała pani, że zamiast wieku można by ustalić minimalny kapitał jako warunek przejścia na emeryturę. Czy pani zdaniem, skoro istnieje zróżnicowanie w stażu kobiet i mężczyzn, taki kapitał również powinien być zróżnicowany z racji tego, że kobiety mają niższe płace albo krótszą karierę zawodową z powodu macierzyństwa?
Kryterium kapitału musiałoby zapewniać emeryturę na pewnym minimalnym poziomie bez względu na płeć. Natomiast państwo musiałoby rozstrzygnąć o jeszcze innych kwestiach, np. o opiece zdrowotnej czy gwarancjach wypłaty. Emerytura jest świadczeniem, które otwiera dyskusję nad wszystkimi dodatkowymi aspektami życia seniora. Częściowo były one omawiane po przeglądzie emerytalnym w 2016 r.
A widzi pani takie miejsca w systemie ubezpieczeń społecznych, gdzie jest sytuacja odwrotna – tj. mężczyźni są uprzywilejowani w jakiś sposób?
Co byśmy mężczyznom w ten sposób chcieli zagwarantować? Wszak wyższy wiek emerytalny skutkujący późniejszym przechodzeniem na emeryturę powoduje, że mają oni wyższe świadczenia.
Jednym słowem: czy mężczyzna jest dyskryminowany?
Nie, nie jest. O dyskryminacji mówilibyśmy wtedy, gdyby ustawodawca przyjął a priori założenie, że jedna z płci będzie miała gorzej od drugiej. A takiego założenia nie ma. Przyjęto natomiast, zgodnie z zasadą solidarności, że ubezpieczonym trzeba zagwarantować ochronę, ponieważ część nie osiągnie minimum emerytalnego i będzie w gorszej sytuacji. Taki mamy model ubezpieczenia emerytalnego i on się przekłada na to, że bardziej rygorystyczne są wymagania wobec mężczyzn. Ale późniejszy wiek przechodzenia na emeryturę powoduje, że są w lepszej sytuacji ekonomicznej.©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu