Polska, kraj będący pod specjalnym nadzorem
Kancelaria premiera i resort sprawiedliwości miały rozbieżne zdania co do treści odpowiedzi, jaką trzeba wysłać Komisji Europejskiej w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
Rząd przyjął z zaskoczeniem ponaglenie wysłane przez Brukselę 7 września, bo od wydania orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE nie minęły wówczas jeszcze dwa miesiące, a zazwyczaj na wykonanie takich decyzji jest więcej czasu. Tym razem jednak chodzi o organ, którego funkcjonowanie jest na cenzurowanym od ponad dwóch lat. Jeśli Komisja Europejska uzna odpowiedź w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego za niesatysfakcjonującą, może znów wnieść sprawę do TSUE. A to oznacza groźbę nałożenia kolejnych kar, tym razem za niewykonanie wyroku (500 tys. euro za Turów i 1 mln za ID SN dotyczyło niezastosowania się do środków tymczasowych wprowadzonych do czasu wydania ostatecznego orzeczenia).
W konstruowaniu odpowiedzi dla Brukseli pierwsze skrzypce chcą grać ziobryści. – Mamy przygotowane założenia przyjęte przez komitet ds. europejskich – przekonuje jeden z nich. Inaczej było w sierpniu, gdy Polska na innym etapie postępowania była zobowiązana do udzielenia odpowiedzi w tej sprawie. Ziobryści nie brali udziału w przygotowywaniu odpowiedzi, a wręcz czuli się pomijani przez kancelarię premiera. Po wysłaniu odpowiedzi rząd nie opublikował treści pisma, lecz komunikat o treści akceptowalnej dla ziobrystów. DGP dotarł jednak do samego listu, którego wydźwięk był bardziej wyważony. Tym razem ma być inaczej, bo resortowi sprawiedliwości zależy na utrzymaniu twardego kursu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.