Miała być bomba, wyszedł kapiszon
G enerał dywizji i dwóch ministrów na tle bliżej nieokreślonego mężczyzny odbywającego stosunek z klaczą to jednak przesada, która nie może przynieść zakładanych korzyści propagandowych. MSWiA od początku tygodnia z uporem maniaka próbuje budować przekaz, według którego napierający na polską granicę migranci to terroryści, pedofile i zoofile. Jak zawsze w przypadku ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego hiperbola stosowana bez znajomości sztuki kompromituje całą narrację. Nadmierna przesada i histeria powodują, że istota problemu zostaje w cieniu. Na pierwszym planie na zawsze już pozostaną ministrowie i generał ze zwierzyną w tle.
Jeszcze w ubiegłym tygodniu, gdy Maciej Wąsik zapowiadał odpalenie bomby granicznej, zakładałem, że polscy specjaliści od patomorfologii ustalili, czym Alaksandr Łukaszenka podtruwa migrantów. Zamiast tego wyprowadzono klacz. Czy jednak można się temu dziwić?
Podobnie było przecież w przypadku doktora G. w 2007 r. Głośna konferencja ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry puściła w świat komunikat o panu, który już nigdy nikogo nie pozbawi życia. W tle było 50 zarzutów. Ostatecznie z wielkiej sprawy mordercy z Wołoskiej zostały kwestie korupcyjne. Ważne, ale jednak nie o kalibrze zabójstwa. W styczniu 2013 r. sąd rejonowy skazał dr. G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów. Ziobro przegrał za to proces cywilny z G., w którym mówił o lekarzu jako zabójcy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.