Ministrze, proszę ujawnić pełną listę
Ł u kasz Szumowski miał stać się symbolem odbudowy państwowej egzekutywy. Taranem przełamującym imposybilizm, który według PiS skończył się „Polską w ruinie”. Minister zdrowia doskonale radził sobie na konferencjach prasowych. W czasach, gdy niewielu miało wiążące informacje o zagrożeniu, on wiedział, o czym mówi. Obok niego występował prowadzący kampanię wyborczą prezydent Andrzej Duda. Jego słów z uwagą słuchał premier Mateusz Morawiecki. Minister miał spójny przekaz. Był zdeterminowany. Budził zaufanie. Nie kluczył w sprawie zamknięcia państwa, tylko dość szybko zdecydował się na podjęcie trafnych decyzji. Udało mu się wypłaszczyć krzywą zakażeń i uchronić system ochrony zdrowia przed pewną zapaścią, gdyby choroba postępowała w tempie znanym z zachodniej i południowej Europy. Mechanizm budowania legendy właśnie się zaciął. To, co do tej pory działało na jego korzyść, okazało się obciążeniem. Wystarczyły trzy dni, aby podważyć jego autorytet.
fot. Paweł Supernak/PAP
Ostatnie dni podważyły autorytet ministra Łukasza Szumowskiego
„Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst o dziwnym układzie towarzyskim przy zakupie maseczek w poniedziałek. Dzień później Sejm przyjął ustawę o wyborach, która jest sprzeczna z rekomendacjami Łukasza Szumowskiego. Zakłada ona głosowanie w lokalach wyborczych i mimo odważnych zapewnień o znacznej roli ministra w ustalaniu zasad, na jakich ma się ono odbywać ‒ nie da się uniknąć wrażenia, że w ten sposób po prostu pominięto rekomendacje resortu zdrowia. Te były jednoznaczne: przez kolejne dwa lata możliwe są tylko wybory korespondencyjne. Jakby tego było mało, ustawę głosowano w dniu, w którym zanotowano rekordową liczbę zakażeń na Śląsku. Tym samym nie dało się szyć narracji, że w zasadzie to problem epidemii jest opanowany, ludzie chodzą do centrów handlowych i grillują, zatem można zapomnieć o stanowczych rekomendacjach ministra.
Nie najlepiej na morale osób, którym nakazano noszenie maseczek, wpłynęły też słowa Łukasza Szumowskiego w Polsat News o tym, że on sam nie nosi jej, bo nie ma objawów i jest zdrowy, a poza tym pamięta, aby nie dotykać twarzy. Polacy takiego wyboru nie mieli. Nawet jeśli również pamiętają o higienie i wiedzą, że znaczna część zakażeń pochodzi od osób bezobjawowo przechodzących chorobę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.