Campus Polska, czyli powódź ładnych formułek
Zg romadzenie tysiąca młodych ludzi w olsztyńskim miasteczku akademickim na imprezie o nazwie Campus Polska nabrało nowego znaczenia. Kilka miesięcy temu było zapowiadane jako okazja do ogłoszenia ruchu społecznego. Jako twarz ruchu wskazywano Rafała Trzaskowskiego.
Nie był to pomysł jasny, jak zresztą wszystkie aktywności hamletycznego Trzaskowskiego. Ale kryła się w tym wiara w przynajmniej częściowe zgubienie tradycyjnej platformerskiej etykietki z jej odpowiedzialnością za III RP. W międzyczasie do Polski wrócił Donald Tusk i szyld Platformy jako najsilniejszej partii opozycji znów nabrał wagi. W efekcie na początku Campusu odegrano przed młodzieżą spektakl godzenia Tuska z Trzaskowskim. Obaj opowiadali, jak są sobie bliscy i się dopełniają.
Nie było w tym dramatu. Zapamiętaliśmy, prawda, smutną twarz Trzaskowskiego, kiedy Tuska spiesznie intronizowano na lidera. Ale nie krył się za tym spójny plan polityczny ani nadmiernie buzujące ambicje. Trzaskowski miał wciąż problem ze zmobilizowaniem się do czynu. Nie wymyślił formuły na pogodzenie choćby swojej ogólnopolskiej aktywności z rolą prezydenta Warszawy. Teraz Tusk zdjął mu kłopot z barków. Do pewnego stopnia naprawdę się zresztą dopełniają. Trzaskowski jest młodszy, sprawia wrażenie bardziej szczerego. Zarazem uczy się od Tuska choćby bardziej agresywnego języka wobec rządzących, co było widać, kiedy odpowiadali na pytania audytorium.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.