Małe ptaszki i oczy krokodyla
P e wien komentator porównał dwóch Jarosławów – Kaczyńskiego i Gowina – do pary straceńców pędzących naprzeciw siebie w samochodach, w niesamowitym sprawdzianie, który pierwszy skręci. Autor tej metafory zapomniał dodać, że prezes PiS jedzie wozem pancernym, a były wicepremier starą limuzyną. Symbolem dysproporcji sił jest lista polityków Porozumienia zatrudnionych lub zależnych od państwa, w razie czego przeznaczonych do zwolnienia. Sporządzono ją dla Kaczyńskiego.
Owszem, Gowin występuje też w plotkach jako kandydat do organizowania nowej większości w Sejmie. Podpisał się pod tymi wieściami mało poważny senator Jan Filip Libicki, dziś w PSL. Plotkami opozycja rekompensuje sobie żal, że nie panuje nad sytuacją. Sam Gowin, zbesztany przez pisowskiego twardziela Ryszarda Terleckiego, niczego nie komentuje. Może w złudnym przekonaniu, że nawet jeśli Kaczyński w taki scenariusz do końca nie wierzy, potraktuje go jak zawodnika nie całkiem pozbawionego oręża. I może w ostatniej chwili zgodzi się na przesunięcie wyborów chociaż na sierpień lub wrzesień.
PiS także nęka opozycję plotkami, choćby o stanie wyjątkowym, jeżeli ustawa o głosowaniu korespondencyjnym padnie po wyjściu z Senatu. Możliwe, że w roznoszeniu takich wieści uczestniczą także co bardziej panikarscy politycy opozycyjni. Kiedy obie strony wykładają swoje racje, dostajemy dwie odrębne prawdy, produkty totalnego braku zaufania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.