Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

A może tak reset polsko-unijny

2 kwietnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

S treścić naszą politykę w UE można mniej więcej tak: nie damy zjeść się w kaszy. Za takim podejściem stoi przekonanie, że możni chcą nas zjeść i nie zapłacić za obiad. A jeżeli naprawdę w końcu nie zechcą? Jeżeli panika wywołana pandemią doprowadzi do spadku wspólnotowych ambicji i w tamtych stolicach zatriumfuje idea „ratuj się kto może”?

Ujrzymy wtedy cyniczne, krótkowzroczne i egoistyczne porzucenie kłopotów z Węgrami, z Polską, z jakąś korupcją w Rumunii, z rosyjskimi zakusami na państwa nadbałtyckie, Gruzję, Ukrainę. Z jakimś rozszerzaniem, z jakimś monitorowaniem. Kiedy to nie o nas będą zabiegać, tylko my będziemy znowu musieli zabiegać o Unię, rzeczywiście, będziemy mieli znowu jakiś cel. Szkoda, że znowu malutki – ssać cycek, a niech tam, że mleczka popłynie połowę tego, co kiedyś, byle kapało.

W latach Rządów Naszych Poprzedników kierunek brukselskiej polityki był tyleż oczywisty, co irytujący – być w dobrych relacjach, nie zadzierać nosa, uśmiechać się. Kiedy premier Donald Tusk, przyznajmy mu, w pierwszym roku urzędowania stawiał Unii opór w sprawie antywęglowej presji, część warszawki była w panice. Co sobie wujkowie z Brukseli pomyślą?! Generalnie grana była jednak uległość wobec możnych Europejczyków.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.