Odizolowany starszy pan jako władca absolutny
U rzędujący w biurze przy Nowogrodzkiej w Warszawie Jarosław Kaczyński zwolniony z całego mnóstwa politycznych rozstrzygnięć ma mnóstwo czasu. Produktem samotnego siedzenia stała się jedyna rzecz, z którą jest dziś kojarzony: upór, aby jednak przeprowadzić wybory prezydenckie 10 m aja.
Od razu były to deklaracje twarde, niepozostawiające pola manewru. Po raz pierwszy wygłosił taką w RMF. Apogeum jego wysiłków stało się wprowadzenie, chyłkiem, w żenujących okolicznościach, bez debaty, zmian w kodeksie wyborczym. Chodziło o umożliwienie ludziom po sześćdziesiątce i w kwarantannie głosowania korespondencyjnego. Zmian nie wprowadzono „w ogóle”, ale dla konkretnej akcji przepychania wyborów kolanem.
Pytam ważnego polityka PiS, czy wierzy, aby 8 milionów wyborców po sześćdziesiątce dostało na czas wyborcze zestawy i było potem w stanie je wysłać. A jak docierałyby komisje do ludzi w kwarantannie? Odpowiada mi, że w tej chwili właściwie nikt już w te wybory 10 maja nie wierzy. „Może poza prezesem”. I wygląda na to, że czołowi liderzy partii nie wierzyli w nie już wtedy, kiedy przechodziła w Sejmie wyborcza poprawka. Ale jak wyćwiczone wojsko wykonywali polecenie jednej osoby.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.