Tusk niczego i nikomunie zabrał
Były przewodniczący PO wraca do partii skłóconej, z kontestowanym przywództwem i poparciem na poziomie 15 proc. Jeśli ktokolwiek w tej sytuacji ryzykuje, to Tusk, nie platforma
Publicysta nie powinien zapewne rozpoczynać tekstu od przyznania się do niewiedzy, ale w tym wypadku muszę zrobić wyjątek. Nie wiem, jak się potoczą losy Donalda Tuska w polskiej polityce. Nie czuję się jednak osamotniony, bo patrząc na reakcje innych komentatorów, jest jasne, że oni także nie mają pojęcia.
Jedni co prawda twierdzą, że Tusk musi przegrać, bo poparcia nie ma w żadnej grupie elektoratu. Starsi powszechnie go nienawidzą za podniesienie wieku emerytalnego, zaś ewentualnych wyborców w tym gronie ma jedynie wśród nielicznych kombatantów Komitetu Obrony Demokracji. Z kolei młodzi Tuska nie poprą, bo albo w ogóle go nie pamiętają, albo na odwrót – pamiętają doskonale, że za jego rządów nie wprowadzono związków partnerskich, splajtowało Amber Gold, a do szkoły chciano posłać sześciolatki. I tego mu nie wybaczą. Wreszcie elektorat w średnim wieku, który pragnąc przełamania podziału PO-PiS, szuka na scenie politycznych swoich rówieśników, nie „dziadersów”. Jednym słowem, gdzie nie spojrzeć, klęska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.