„Andrzej oszalał”, ale dopiął swego. A prezes nadwyrężył opinię, że jest wszechwładny
D ecyzję w sprawie podpisania ustawy o dofinansowaniu mediów publicznych prezydent Andrzej Duda ogłosił w ostatniej chwili. Dlaczego? Bo nie chciał się zadowolić samą zapowiedzią Jacka Kurskiego, że odejdzie z funkcji prezesa TVP. Żądał uruchomienia mechanizmu odwołania go w Radzie Mediów Narodowych. I uzyskał spełnienie swojego ultimatum.
Oczywiście, ostateczne decyzje podejmował, jak zawsze, Jarosław Kaczyński. Trzy dni wcześniej uparł się bronić Kurskiego nawet za cenę owego weta i otwartej niezgody wewnątrz obozu w apogeum kampanii prezydenckiej. Swoim współpracownikom powtarzał, że „Andrzej oszalał”. A jednak, przekonywany przez takich rzeczników zgody w obozie jak Joachim Brudziński, cofnął się.
Dlaczego? Lapidarnie wyłożył to politolog Antoni Dudek. „Telewizję Kurskiego można robić bez Kurskiego, natomiast ciężko utrzymać byłoby rządy PiS bez Dudy”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.