Chochoł i paradoks fikcji
W filozofii mówi się czasem o paradoksie fikcji: bo czy to nie paradoksalne, że człowiek aż tak się przejmuje losami postaci filmowych lub literackich? Niech każdy, kto kiedykolwiek płakał przy Sapkowskim, wyjaśni mi, czemu smucą go trudne losy Wiedźmina, skoro Wiedźmin, przepraszam za brutalność, najzwyczajniej w świecie nie istnieje. Niech każdy, kto trzymał kciuki za małżeństwo Grażynki czy innego Rysia z „Klanu”, wyjaśni: po cóż to robił, skoro Grażynka nie jest prawdziwa? Jest coś doprawdy dziwnego w tym, że nasze inwestycje emocjonalne w nicość potrafią być aż tak duże. Siedzą sobie ludziska na sali kinowej i płaczą, śmiechem się zanoszą, denerwują, a to wszystko w pustkę, bo za ekranem nie ma przecież nic. Filozof Colin Radford twierdził wręcz, że nasza zdolność do emocji związanych z fikcją jest „nieracjonalna, wewnętrznie sprzeczna i niespójna”.
Tak mi się przypomniał ów paradoks tydzień temu. W czasach, kiedy news jest gatunkiem bardziej efemerycznym niż muszka owocówka, muszę najpierw zapytać: pamiętają państwo te zamierzchłe czasy sprzed siedmiu dni, kiedy FB nasz powszedni miał awarię? Najstarsi górale jeszcze pamiętają: przez kilka godzin można było sprawdzić, kto edytuje wpisy na fanpage’ach tej platformy. Onet przeprowadził wtedy mikrośledztwo, z którego wynikło, co następuje: szczęśliwy beneficjent szczodrobliwej Polskiej Fundacji Narodowej Edmund Janniger, którego świeże lico miało zniknąć z polskiej polityki na zawsze, wciąż jest wśród nas, choć incognito, i edytuje stronę Antoniego Macierewicza; dyrektor marketingu sportowego w banku PKO BP Mariusz Chłopik pracuje nad sympatycznym fejsbukowym wizerunkiem premiera Morawieckiego, a podejrzany o sianie nienawiści Dariusz Matecki poleruje wizerunek Zbigniewa Ziobry.
To historia, jak sądzę, niezwykle ciekawa. I to z kilku powodów. Punkt pierwszy i oczywisty: jest politycznie niekomfortowa. Jasne, że nikt nie może takiemu Jannigerowi na przykład zabronić działalności hobbystyczno-aktywistycznej w postaci grzebania przy stronie Macierewicza. Nikt nie może też Macierewiczowi zabronić otwarcia podwojów swej strony przed Jannigerem. Ale jednak niesmak pozostaje, bowiem jak pamiętamy, młody znajomy byłego ministra obrony pobierał rządowe pieniądze za nic (a przynajmniej za nic, co dałoby się sensownie wyjaśnić opinii publicznej) i plan był taki, żeby ową relację ukryć, aby naród o Jannigerze jak najszybciej zapomniał. A tu proszę, niczym szpieg z Krainy Deszczowców Janniger dalej czai się w czeluściach internetu (karramba!).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.