Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Drony obudziły lęk

12 września 2025
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Masowe wtargnięcie rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną otwiera nowy sezon w polskiej polityce. Dotyczy to zarówno relacji z NATO i naszymi sojusznikami, jak i spraw wewnętrznych. Niezależnie od tego, czy Federacja Rosyjska zdecyduje się na eskalację, możemy się spodziewać dużej zmiany społecznej. Do naszej świadomości powróci lęk przed wojną. To zaś znacząco wpłynie na całą scenę polityczną. Możliwe są przetasowania i zmiany trendów.

Polskie społeczeństwo funkcjonowało w atmosferze strachu przez wieki. Nie tylko w czasie zaborów, wojen światowych czy okupacji (także tej sowieckiej w okresie PRL), lecz także w okresie międzywojnia i transformacji ustrojowej. W latach 90. XX w. ludzie żyli w zawieszeniu między dwoma skrajnymi emocjami: z jednej strony były euforia i nadzieja związane z procesem integracji z NATO i Unią Europejską oraz transformacją gospodarczą; z drugiej – lęk wynikający z niestabilnej sytuacji ekonomicznej, a także niepewność, czy Zachód nas do siebie przyjmie. Powszechny strach wywołał atak na World Trade Center. Po 11 września 2001 r. w badaniach CBOS odsetek Polaków obawiających się o swoje bezpieczeństwo wyraźnie przewyższał odsetek tych, którzy nie odczuwali zagrożenia.

Na początku XXI w. sytuacja zmieniła się radykalnie – z dwóch powodów. Po pierwsze, przystępując do organizacji uosabiających mityczny Zachód, staliśmy się częścią bezpiecznego, spokojnego świata. Kiedy w 2004 r. w Ukrainie wybuchła pomarańczowa rewolucja, Polska odgrywała rolę obserwatora i mediatora. Co prawda kupowaliśmy F-16 oraz walczyliśmy u boku Amerykanów w Afganistanie i Iraku, ale nie miało to namacalnego wpływu na życie przeciętnego Polaka. Nie odczuwaliśmy tak silnych emocji jak podczas wojny w byłej Jugosławii, choć nawet ten konflikt dość szybko znormalizowaliśmy. Po drugie, wejście do UE i napływ zagranicznego kapitału spowodowały bezprecedensową poprawę sytuacji ekonomicznej. Nawet przez globalny kryzys finansowy 2008 r. przeszliśmy prawie suchą stopą, zachowując w zbiorowej pamięci obraz zielonej wyspy. Później było jeszcze lepiej: Euro 2012 i turboprzyśpieszenie naszej gospodarki w drugiej dekadzie XXI w. Płace realne wzrosły o kilkadziesiąt procent, a pod względem dochodu rozporządzalnego mierzonego parytetem siły nabywczej przegoniliśmy Greków, Portugalczyków czy Czechów. Świetnie obrazują tę zmianę wspomniane już badania CBOS – w 2006 r. odsetek Polaków obawiających się o swoje bezpieczeństwo spadł poniżej 50 proc. Od tego czasu wskaźnik ten dalej się obniżał, by pod koniec drugiej dekady XXI w. osiągnąć poziom... 8 proc. Można powiedzieć, że staliśmy się społeczeństwem bezlękowym.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.