Demokratyczne państwo jako laboratorium partycypacji
P rawie cztery lata pracy dziesiątek osób i instytucji oraz 7 mln zł dofinansowania NCBR – to tylko część rachunku za kolejny dokument strategiczny, który w niezależnej ocenie kilku naszych dobrze znających realia pracy nad tego rodzaju projektami rozmówców co najwyżej nieznacznie wykracza poza możliwości Chat GPT. Obiekt niewielkiego zainteresowania kierownictwa odpowiedzialnego resortu, w który jednak postanowiono zaangażować polityczny kapitał, niezbędny, by nadać bieg miesiącami nieaktywnemu przedsięwzięciu (konsultacje zakończyły się ubiegłej jesieni). Planistyczny drogowskaz dla rządu, który cieszy się mniejszym uznaniem jego centralnego ośrodka niż rekompensaty za przedłużający się zakaz połowu dorsza na Morzu Bałtyckim (z całym szacunkiem dla bezpośrednio zainteresowanych pomocą).
Nie w tym rzecz, żeby podważać sens podejmowania przez państwo wysiłków planistycznych albo żałować na nie środków. Wręcz przeciwnie, nawet wówczas, kiedy sytuacja staje się tak dynamiczna, że znaczącym błędem obarczone są nawet prognozy krótkoterminowe, w ocenie niżej podpisanego, jest to działalność tyleż niewdzięczna, co i z punktu widzenia państwa konieczna. Jest jednak kilka warunków. Po pierwsze, wizje i plany powinny być narzędziem użytecznym dla władzy wykonawczej. Po drugie, być poparte wolą polityczną, by je realizować lub, tam, gdzie to potrzebne, poprawiać. Niestety, w wypełnienie obu można wątpić, gdy politycy treścią dokumentów strategicznych nie interesują się nawet na etapie ich przyjmowania lub w najlepszym wypadku patrzą na nie jako na potencjalne ryzyko wizerunkowe. Kiedy jedyną strategią firmy pod nazwą Rzeczpospolita Polska jest – jak mówi nam Piotr Arak – to, czego w danym momencie chce jej zarząd. W sytuacji, w której filozofia władzy sprowadza się do tego, by nie wiązać sobie rąk albo ewentualnie nie dać się za nie złapać – i z tego punktu widzenia patrzy na plany, sens łożenia na strategie zaczyna budzić wątpliwości i staje się sztuką dla sztuki, zajęciem dla pasjonatów.
I chyba z owocem takiego właśnie podejścia, swoistym ćwiczeniem z wizji mamy do czynienia w tym przypadku. Czy jednak ćwiczeniem udanym?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.