Pranie serc
Zawiłe pytanie – z dwiema tezami, które mało się zazębiały – z ostatniej debaty prezydenckiej TVP (zwyczajowo mówimy o niej „publiczna”): „Polska wyludnia się w dramatycznym tempie. Prognozy mówią, że za 75 lat populacja może spaść poniżej 20 mln. Jednocześnie wiele kobiet rezygnuje z macierzyństwa, bo obawia się obowiązujących przepisów aborcyjnych, które mogą zagrażać ich zdrowiu i życiu. W jaki sposób zamierza pan/pani odwrócić ten trend?”. Hmm... jego treść obrazuje nie tylko kłopoty, jakie potrafi sprawić wymóg zwartości trafnego dziennikarskiego pytania. Przede wszystkim prowokuje do kreatywnego myślenia.
Bo co by było, gdyby wypowiadający się kandydaci „teatr swój widzieli ogromny” i naprawdę nakreślili ambitne, prezydenckie plany zapobieżenia depopulacji Polski? Dajmy na to: „W pierwszych stu dniach mojego urzędowania powołam Ministerstwo Promocji Seksu bez Zabezpieczeń, poprzez MSZ uruchomię projekt migracyjny «Azja-Polska Ekspres», a Państwowemu Instytutowi Sztuki Filmowej zlecę produkcję dziesięciu filmów o dziarskiej rozrodczości”. Czy coś tam podobnego...
Otóż żaden prezydent nie udźwignie takich planów z najprostszego powodu na świecie – braku środków. Żyjemy, na dobre i na złe, w systemie parlamentarnym. O wydatkach państwa decydują posłanki i posłowie. Między innymi w ich rękach pozostaje wielkość budżetu samej kancelarii prezydenta. O budżecie prezydenckich ministerstw nie decydują tylko dlatego, że takich ministerstw nie ma. I nie będzie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.