Kampania obietnic nie na temat
Nie jest prawdą (jak czasem się słyszy), że prezydent „nic nie może”. Jego realne możliwości są jednak ograniczone. Od uchwalenia konstytucji III RP minęło 28 lat i pięć prezydenckich elekcji. Prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego czy Andrzeja Dudy pokazywały, że głowa państwa ma niewielką rolę sprawczą. Czego oczekujemy po wyborach prezydenckich? Naprostowania polskich spraw czy tylko zagospodarowania emocji?
Kampania 2025 roku pod tym względem wydaje się porażką, że przekaz kandydatów jest ponownie pełen miraży: wybierzcie mnie, a zmienię Polskę. Mieszkania, elektrownie jądrowe, myśliwce i przychodnie sypią się kandydatom jak z rękawa, a przecież to przekaz zupełnie oderwany od rzeczywistości. Czym kończy się tkwienie we własnych projekcjach, pokazał krótkotrwały pomysł rozważany w sztabie Rafała Trzaskowskiego – niech kandydat uroczyście złoży obietnicę, że zaraz po wygranej zgłosi sto ustaw „do natychmiastowej realizacji”. Partia, której Trzaskowski jest wiceprzewodniczącym, już zdążyła w 2023 roku złożyć katalog obietnic na pierwsze sto dni rządów i właśnie przepastny rozdźwięk między obietnicami a realizacją sprawia rządowi Tuska najwięcej wizerunkowych kłopotów...
Idea, by wybrany za chwilę prezydent składał „do natychmiastowej realizacji” projekty ustaw zbawiających Polskę, popularna była wśród wielu kandydatów. W przypadku Rafała Trzaskowskiego składanie zobowiązań powyborczych ma jakiś uchwytny sens – skoro wspierająca go PO ma większość w rządzącej koalicji. Propozycje jego rywali nie mają szans. Gdyby kandydaci traktowali swój przekaz na serio, to ich wypowiedzi kręciłyby się w kółko wokół jednego problemu: jak sobie przyszły prezydent wyobraża skuteczne współdziałanie z parlamentem. Prezydent bez poparcia w sejmie znaczy bardzo mało. Pamiętam, jak podśmiewano się z prezydenta Dudy, kiedy ze stosownym hałasem wysunął projekt referendum ustrojowego w 2018 roku. „Jego” PiS nawet nie zareagował na propozycję „swego” prezydenta i zamiast referendum mieliśmy drwiny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.