Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Miały być ustawki i żenady, wyszło dobrze

18 kwietnia 2025
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Popularne staje się wybrzydzanie, że predebaty w Trzaskowskich Końskich zmieniły się w „cyrk”, „żałosne widowisko” albo w inne nieapetyczne coś. Czyżby? Kandydaci, owszem, bywało, stosowali triki niewyszukane, a na niektóre pytania odpowiadali, jakby deklamowali kabaretowe numery. I cóż? W porównaniu z tym, co słyszymy w Sejmie, w programach z udziałem polityków (ba! też nieraz z udziałem publicystów), co czytamy X czy Instagramie, było na pewno lepiej. Na przykład zupełnie śladowo wystąpił wątek agentów. Bodaj tylko Szymon Hołownia przypiął się do jednego z egzotyczny kandydatów na prezydenta, ale, z ręką na sercu, ten kandydat faktycznie deklamował podstawowe tezy propagandy białoruskiej, jakby był hologramem sędziego Szmydta. Może był? W każdym razie insynuowanie agenturalne roli politykowi, który trzyma mentalnie z ruskimi i powiela, co powinien powielać szanujący się agencina ze Wschodu, nie jest aż tak grube.

Okazało się, że w debacie, w której istnieje tryb wyborczy i w której wypowiedziane słowa mają konsekwencje, jakoś temat agenturalizmu nie zażarł. Trzaskowski, szpieg Berlina? Nawrocki, TW Moskwy? Hołownia, agent wpływu Pekinu? Biejat, śpioch Watykanu? Wszystko fajnie, ale trzeba by mieć papiery. Nie, nie te, które zwalniają z odpowiedzialności za słowo, choć wiążą się z obowiązkiem stałej porady lekarskiej, tylko te z dowodami. Nie tylko dwie predebaty z Końskich, ale i trzecia, zorganizowana przez Telewizję Republika pokazały standard wyższy, a nie niższy, niż ten, do którego przyzwyczajają nas od lat programy z udziałem kilku (ba! wystarczy i para) polityków. Mniej „ja pani nie przerywałem”, mniej niczym niepopartych inwektyw, mniej kuku na muniu.

Oby był to pierwszy morał z debat: niech zastąpią młockę formatem młocki light. A drugi to ten, że nieoczekiwanym rozgłosem cieszą się wypowiedzi mniej uładzone, za to wskazujące na autentyczność przemyśleń. Joanna Senyszyn i Krzysztof Stanowski, jak wyraźnie słychać, mają coś w głowach poukładane i po prostu chcą to poukładanie wypowiedzieć. Czy jest to sposób na zdobycie głosów? Nie. Czy jest to sposób na skupienie uwagi widzów? Tak. Kiedy przemawiają kandydaci ze szczytu tabeli, to, noblesse oblige, są zmuszeni tak przemawiać, aby licznik głosów wydawał nieustanne miłe dzyń-dzyń. Ci zaś, którzy mają za cel powiedzieć, a nie mówić dla zysku, brzmią świeżo i ciekawie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.