Czy antytrumpizm zwalnia z myślenia?
Pamiętacie, drodzy czytelnicy, mój cykl o podstawach trumponomiki? Wiedzcie, że sprawa ma ciąg dalszy. W Ameryce ożywili się ci ekonomiczni komentatorzy, którzy uważają, że już sama rozmowa o racjonalnych argumentach polityki Trumpa winna być zabroniona. A każdy, kto ośmiela się takich argumentów doszukiwać w ruchu MAGA, powinien być jak najszybciej usunięty z debaty ekonomicznej. Myślicie, że przesadzam? To posłuchajcie.
Adam Tooze to jeden z ważniejszych głosów w liberalnej amerykańskiej publicystyce ostatnich lat. Ten wykładowca Uniwersytetu Columbia napisał całą masę ciekawych rzeczy, np. o ekonomicznym kontekście wojny w Ukrainie. Niestety, wygląda na to, że i jemu antytrumpowska panika moralna odebrała rozsądek.
Ostatnio Tooze zamieścił na swoim mikroblogu kawałek pod tytułem „Syndrom sztokholmski w wersji Mar-a-Lago”. Rzecz jest soczystą krytyką skierowaną pod adresem tych wszystkich, którzy ośmielają się czytać to, co pisze Steve Miran, doradca Trumpa ds. ekonomicznych. Mowa oczywiście o tekście (tym, którego główne założenia relacjonowałem na łamach tej kolumny), w którym Miran wykłada podstawowe cele dyplomacji i polityki gospodarczej Białego Domu: dążenie do trwałego osłabienia dolara, cła i gwarancje geo polityczne są kartą przetargową wobec partnerów/rywali handlowych USA; i cel najważniejszy, czyli doprowadzenie Chin, Unii Europejskiej, Kanady i innych do stołu rokowań (hasło „układ z Mar-a-Lago”), przy którym ułoży się nowy porządek handlowy na następne dekady.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.