Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Wypłacić czy nie? Oto jest pytanie

2 stycznia 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

S prawie rozliczenia kampanii wyborczej PiS za wybory z 2023 r. przyglądamy się w DGP od samego początku. Opisywaliśmy wątpliwości związane z działaniami polityków Zjednoczonej Prawicy, analizowaliśmy krok po kroku działania PKW. Ujawniliśmy również kilka dokumentów, w tym m.in. kluczową analizę sporządzoną przez zespół Krzysztofa Lorentza, jednego z najbardziej cenionych ekspertów od prawa wyborczego, pracującego w Krajowym Biurze Wyborczym.

Wspominam o tym nie bez powodu. Od początku wiadome było, że odebranie PiS-owi pieniędzy może być niezwykle trudne. I nie jest to efekt rzekomej nieprzychylności przewodniczącego Sylwestra Marciniaka czy domniemanego spisku w PKW. Wynika wyłącznie z przepisów prawa. Rolą PKW nie jest analiza wszystkich wydarzeń mających wpływ na kampanię, wchodzenie w buty prokuratora i stawianie zarzutów nieuczciwym politykom. Pisał o tym m.in. wspomniany Krzysztof Lorentz. „Działania podmiotów innych niż komitety wyborcze nie podlegają kontroli ani ocenie dokonywanej przez PKW” – wskazywał w analizie dyrektor z KBW. I dalej: „nie może być podstawą odrzucenia sprawozdania ani wskazania uchybienia obiektywny wpływ działań innego podmiotu na polepszenie szans wyborczych komitetu wyborczego, o ile działania te dokonywane były bez porozumienia z komitetem”.

Czy taka sytuacja jest właściwa? Oczywiście, że nie. Kodeks wyborczy wymaga doprecyzowania, w jaki sposób karać polityków, którzy nie grają fair. Problem nie pojawił się jednak ostatnio. Sylwester Marciniak w rozmowie z DGP mówił, że na niektóre nieprawidłowości PKW zwracała uwagę już w 2015 r., gdy Sejmem zarządzał jeszcze marszałek Radosław Sikorski. „Niestety nie było woli, aby się nad tym pochylić” – podkreślał szef PKW.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.