Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Celiński: polskie partie lewicowe nie mają nic wspólnego z lewicowością

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

ROZMOWA:

Lewicy w sensie partyjnym w Polsce nie ma. Partie, które nazywają się lewicowymi, z lewicowością mają tyle wspólnego, co nic. Jedynie szyld oznajmia o ich lewicowości.

Jest. Jesteśmy, obok Irlandii, drugim państwem w Europie, w którym ludzie wyznający poglądy lewicowe nie mają swej reprezentacji w parlamencie. Albo w najlepszym przypadku mają ją, ale jest ona strasznie ułomna. Ciąży na lewicy wdeptanie w ziemię, w czasach PRL, tradycji i wartości niepodległościowych i demokratycznych PPS. SLD nie chce i nie potrafi do tej tradycji nawiązać. Nie chodzi o słowa zresztą, chodzi o postawę, program, wartości. Którym na co dzień się świadczy.

Trybunał orzekł jedynie, że rozporządzenie ówczesnego ministra edukacji pana Romana Giertycha w sprawie ocen z religii na świadectwach szkolnych jest zgodne z porządkiem prawnym RP. Później w rozmowie telewizyjnej pan Giertych oświadczył, że zmiany tego rozporządzenia być nie może, na mocy konkordatu, bez zgody Kościoła. Być może tak jest. Polityk lewicowy odpowie na to, że państwo w takiej sytuacji jest ubezwłasnowolnione w prowadzeniu polityki. Powinno więc rozpatrzyć kwestię wypowiedzenia konkordatu. Czyż nie?! To jest kwestia suwerenności. A także praw człowieka. Ja, akurat inaczej niż ówczesny SLD, mimo że było mi trudniej, bo mój klub forsował konkordat, głosowałem konsekwentnie do swoich poglądów przeciwko podpisaniu konkordatu. Nawiasem, dzisiaj żaden z liderów tzw. lewicy tej kwestii nie podejmuje. Jaka to więc lewica?

Tu nie może być mowy o wojnie ideologicznej. Konkordat to umowa pomiędzy państwami. Kiedy w latach 70. w sposób zorganizowany wypowiedzieliśmy posłuszeństwu bezprawiu komuny, to też nie był dobry czas. Tym bardziej kiedy Jacek Kuroń i Karol Modzelewski w 1964 roku pisali swój manifest sprzeciwu, w czasie apogeum tzw. małej stabilizacji, w 1964 roku. Walka o dobro wymaga niekiedy odrobiny osobistego ryzyka i jakiejś perspektywy. Dla ludzi, którzy w oczach mają tylko pieniądze, nie będzie to zrozumiałe. Ale - powiedzmy to kiedyś otwarcie - narody, które nie tworzą i nie szanują szaleńców patrzących poza czubek własnego nosa, przegrywają. Polacy dzisiaj, przez zgodę na bezideowość swoich elit politycznych, budują sobie grób. Polska potrzebuje wielkiej modernizacji, a nie zadufanej w sobie zaściankowości. Bezideowością i oportunizmem budujemy sobie pozycję ostatniego w długim szeregu społeczeństw zjednoczonej Europy.

Nie liczy się. Liczą się ci, którzy mogą coś załatwić. Czysty klientelizm. Deficyt demokracji. Nie prawo, lecz układy. Wielkie, cieszące się niemałym autorytetem instytucje ignorują prawa człowieka, ich filozofię i wymiar prawny, w przypadku ich naruszania pozostają obojętne. Krzywda kobiet ciężko doświadczonych atrofią prawa w wyniku ideologizacji państwa - to wstyd dla wszystkich, którzy milcząc, dają przyzwolenie bezprawiu. Dla Kościoła katolickiego i związków zawodowych! Kościoła milczącego, kiedy dzieje się krzywda, i związków zawodowych utrwalających korporacjonistyczny model społeczeństwa. Z Solidarności 1980/1981 roku nic już tam nie ma. Filozofia praw człowieka wynika z przeświadczenia, że nawet najbardziej mocarna jednostka przegrać musi z najsłabszym nawet państwem. Stąd waga orzeczenia Trybunału w Strasburgu w sprawie krzyża w tej włoskiej szkole. Tyle że 2/3 posłów w naszym Sejmie, delikatnie rzecz ujmując, po prostu tego nie rozumie. Tabula rasa. Nic. Zero. Oni po prostu nie rozumieją fundamentów praw człowieka. A są jeszcze tacy, którzy rozumieją, ale strach przed utratą posady zamyka im usta. Bo jak zachować posadę z nadania partii prawicowej, narażając się biskupowi?

Wiem. Lecz zaakceptowanie prostej w gruncie rzeczy prawdy - że demokracja to nie prawo większości do stanowienia tego, co chce, lecz prawo stanowienia tego, co się chce stanowić, ograniczone naturalnym prawem osoby ludzkiej, które, jeśli tylko nie wchodzi w domenę praw drugiego człowieka, jest święte - otwiera nam drogę rozwoju. Brak akceptacji dla tej fundamentalnej prawdy drogę rozwoju dramatycznie zawęża. Racja nie wynika z woli większości, lecz z prawa. Proste, a takie trudne! W końcu to większość stanowi prawo. Ale nie dowolnie. I to właśnie tak bardzo komplikuje nam świat. O świat prosty, pozbawiony komplikacji, apelowali, niestety skutecznie, ci, którzy w końcu Europę doprowadzili do katastrofy. Z doświadczenia tej katastrofy wyrosły pędy filozofii praw człowieka.

Rozmawiamy o szkołach publicznych. Nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie.

Orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu dotyczy konkretnej skargi obywatelskiej. Nikogo do niczego, poza tym włoskim przypadkiem, nie zobowiązuje. Nie stanowi w sensie prawnym precedensu. Kropka.

Jest oczywiste, że to orzeczenie wywołuje debatę na temat relacji pomiędzy człowiekiem a wspólnotą. W szczególności zaś pomiędzy nienaruszalnymi prawami jednostki a prawami większości i państwem. Byłoby nam łatwiej żyć ze sobą, gdybyśmy w kwestiach symboli religijnych w przestrzeni publicznej - myślę w szczególności o zamkniętych przestrzeniach, instytucjach, miejscach wspólnych dla wszystkich obywateli i opłacanych z zasady przez wszystkich obywateli - obowiązywała zasada dyskrecji, braku ostentacji. To, co jest pomiędzy Bogiem a człowiekiem, jeśli jest, jest czymś nadzwyczaj intymnym. Jednostka ginie wobec większości, która jest motywowana przeżyciem religijnym. Zwłaszcza w tłumie. Przynajmniej jeśli chodzi o przestrzeń otwartą, ogólnie dostępną, państwo ma obowiązek chronić jednostkę. Co innego w miejscach kultu. W otwartej przestrzeni nie dzieje się nic zagrażającego jednostce, jeśli w sytuacji wyjątkowej staje się ona miejscem sprawowania kultu, ale to nie powinno być regułą, lecz dowolnością.

Niepotrzebnie. Nie ma w Polsce ani wewnętrznego, ani zewnętrznego zagrożenia dla krzyża. Żadna partia, także lewicowa (tak naprawdę nie ma takich w Sejmie), żadna poważnie licząca się siła społeczna nie jest dzisiaj motorem sekularyzacji. To już raczej Kościół katolicki, o paradoksie!, jest dzisiaj w Polsce motorem i przyczyną tendencji sekularyzacyjnych. Jest brudna strona medalu w tej wojnie o krzyże. Odpowiada za nią przede wszystkim kościół.

Nie znam ich. Ale widziałem ich twarze na zdjęciach. Te zdjęcia pokazują twarze ludzi nieobojętnych wobec otoczenia. Tam się rozpętała po ich wystąpieniu wielka awantura. Ale daj Boże każdej wspólnocie w Polsce, a może i w Europie, ludzi tak autentycznie zaangażowanych w sprawę, którą uznają za ważną. Nie są tłumem. Są obywatelami. Tak akurat myślącymi. Profesorowie, ministrowie od edukacji, także biskupi (wszak to nauczycielskie powołanie) powinni zrozumieć, że wiek dojrzewania charakteryzuje się buntem. Jeśli ktokolwiek będzie zmuszać tę młodzież, która nie chce krzyża na ścianie swojej klasy, do akceptacji krzyża, to w akcie buntu młodzi, jak nie ci, to inni, będą wywieszać znaki satanistów. Taki będzie efekt walki o krzyże. Jaki ma to związek z Bogiem? Z wiarą?

Nie Kościół, tylko kościół. Kto narzuci język, ten narzuci i myślenie. To jest właśnie ta brudna strona medalu. Kościołowi w tym akcie tej walki nie o krzyż chodzi, lecz o przywilej polityczny, materialny i moralny. Gdyby chodziło o krzyż, gdyby nie występował ten brudny kontekst, gdyby młodzież nie widziała zgorszenia powszedniego w tym naszym kościele, nie byłoby tego aktu. Albo musiałby być sterowany przez jakąś SB. Dzisiaj mamy do czynienia z oczywistą nachalnością indoktrynacji, z dzieleniem i naznaczaniem ludzi. Wciąż jeszcze, mimo doświadczeń, słyszymy spod ołtarzy o Polaku koniecznie katoliku. Wciąż jest to wypychanie ludzi, którzy nie są katolikami, poza nawias narodu. Ja nie jestem katolikiem, zdawało mi się, że coś dobrego starałem się dla Polski zrobić, ryzykowałem może bardziej niż niektórzy, są świadectwa tego ryzyka, i czuję się wypychany, słyszę na co dzień, że Polak to katolik. Ja katolikiem nie jestem! A Polakiem tak! Żaden biskup swoim niemądrym gadaniem polskości mi nie odbierze. Chyba że nie o to mu chodzi, lecz o to, by podburzyć tłum. Idzie o przywilej, a nie o obronę krzyża. Krzyż nie jest w Polsce zagrożony.

A proszę bardzo: udział księży w kampaniach wyborczych w dniu wyborów, dość częste i najzupełniej bezkarne wskazywanie w niedzielnych kazaniach, kto dobry, a kto zły, dawna sprawa ceł na auta w diecezji lubelskiej zakończona procesem, finansowanie z budżetu państwa rozmaitych dzieł Kościoła, takich nawet, do których nie można zastosować żadnego paragrafu zezwalającego na użycie pieniędzy podatników, domaganie się specjalnego traktowania w postępowaniach przed organami sprawiedliwości, nadużycia idące w setki milionów złotych w procesie tzw. restytucji dóbr kościelnych, fałszywa postawa wobec lustracji: jej bezwarunkowe poparcie, kiedy zdawało się, że nie będzie dotyczyć księży, i gwałtowne wycofanie, kiedy jednak papiery na księży odnalazły się w archiwach.

Bunt uczniów we Wrocławiu jest zapewne sprzeciwem przeciwko temu rozpasaniu i przywilejom. Krzyż, walka o krzyż jest sposobem pokazania czegoś innego, krzyż jest w jakiejś mierze ofiarą sytuacji, okoliczności. W jakiej mierze idzie o krzyż, ale też o coś innego. Tak samo jak w latach 50., 60., kiedy sprawa krzyża w miejscach publicznych ogniskowała walczących o podstawowe prawa ludzkie, tak dzisiaj bywa instrumentem protestu przeciwko naruszaniu wolności. Wtedy przez państwo, dzisiaj przez kościół. Pamiętam, jak na początku lat 60. przyłączaliśmy się do naszych rodziców, zresztą nie zawsze wierzących, którzy protestowali przeciwko nakazowi zdjęcia krzyży w szkołach. Dzisiaj nachalność indoktrynacji jest przyczyną walki o coś najzupełniej przeciwnego. Zdaje mi się, że ci wrocławscy uczniowie to w sensie metafizycznym tacy sami ludzie jak ja, w czasach komuny. Bo wolność jest powietrzem dla ludzi wolnych.

@RY1@i02/2009/244/i02.2009.244.000.0014.001.jpg@RY2@

Andrzej Celiński: w Polsce nie liczy się głos mniejszości

Marcin Kaliński

, w czasach PRL członek KOR i działacz opozycji, później polityk UW, następnie SLD i SdPl. Dziś bezpartyjny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.