Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Nie wystarczy przeskalować termometru

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Sytuacja finansów publicznych musi być tragiczna, skoro Jan Vincent Rostowski, profesor ekonomii, znany w środowisku ekonomistów w przeszłości z daleko idących propozycji reform finansów publicznych, w dwa lata po objęciu funkcji ministra finansów postuluje zmiany, które psują państwo, zamiast je reformować.

Dlatego wystarczyło zaledwie kilka godzin, żeby zebrać kilkadziesiąt podpisów pod listem ekonomistów do premiera, który wzywał do wycofania się z pomysłów rozmontowania systemu emerytalnego w celu ratowania budżetu kosztem przyszłych pokoleń. Te pomysły to przekazanie środków z OFE do ZUS i pozbawienie środków finansowych Funduszu Rezerwy Demograficznej. W podobnie ostrym tonie o pomysłach rządu wypowiedziało się OECD w swoim niedawnym raporcie.

Ponieważ nie ma pewności, czy te szkodliwe dla Polski pomysły zostały zarzucone, ekonomiści zaczęli zastanawiać się, jak pomóc rządowi rozwiązać problem przekroczenia kolejnych poziomów ostrożnościowych relacji długu publicznego do PKB (55 proc. i 60 proc.) w warunkach zbliżających się wyborów. Jedną z rekomendacji było radykalne przyspieszenie prywatyzacji, co na razie udało się w sposób umiarkowany.

Kolejna propozycja to zmiana sposobu liczenia długu publicznego zaprezentowana w DGP przez Marka Górę, Agnieszkę Chłoń-Domińczak i Macieja Bukowskiego. Autorzy proponują zmianę sposobu liczenia długu publicznego, w szczególności wprowadzenie definicji nieemerytalnego długu publicznego, w ramach której od ogólnej wartości bonów, obligacji i innych zobowiązań sektora finansów publicznych odjęto by obligacje w posiadaniu otwartych funduszy emerytalnych. Tak liczony dług publiczny byłby porównywany z poziomami ostrożnościowymi 55 proc. i 60 proc., a ponieważ jego poziom wynosiłby około 45 proc. PKB, progi ostrożnościowe oddaliłyby się i rząd straciłby motywację do nasilania procederu kreatywnego budżetowania i psucia państwa.

Głównym argumentem wspierającym propozycję zmiany definicji długu publicznego jest to, że wiele krajów Unii nie przeprowadziło reform emerytalnych, przez co cały dług wobec przyszłych pokoleń jest ukryty. U nas część tego długu została ujawniona dzięki reformie emerytalnej, więc Polska jest poszkodowana w statystykach długu publicznego. Zatem żeby doprowadzić do pełnej porównywalności, trzeba odjąć od naszego długu efekty reformy emerytalnej. To jest słuszny argument i warto rozpocząć proces dyskusji w celu dokonania odpowiednich zmian.

Jednak powyższa propozycja trojga autorów ma również inny wymiar. Wszyscy wiedzą, że finanse publiczne są w stanie ciężkiej choroby, a poziom długu publicznego jest jak temperatura na termometrze pokazująca wysoką gorączkę. W świetle tej propozycji przesuwamy skalę na termometrze, co prowadzi do poprawy samopoczucia. Ale choroba pozostaje.

Propozycja trojga autorów sprowadza się do realizacji następującego scenariusza: finanse publiczne są w zapaści, z powodu wyborów nie będzie żadnych reform, więc rząd zaczyna panikować i robić głupstwa. Żeby powstrzymać rząd przez robieniem głupstw, zmieńmy definicję długu publicznego, to da rządowi dwa lata oddechu, a po wygranych wyborach w 2010 i 2011 r. zostanie przeprowadzony prawdziwy pakiet reform, czyli reforma KRUS, wydłużenie wieku emerytalnego, zniesienie przywilejów branżowych, poprawa otoczenia prawno-regulacyjnego biznesu i wiele innych.

Bardzo bym chciał, żeby taki właśnie scenariusz reform się zrealizował. Ale gdy patrzę na dokonania rządu w minionych dwóch latach, to wcale nie jestem przekonany, czy to jest najbardziej prawdopodobny scenariusz. Poza bardzo sprawną działalnością PR-owską nie zostały przeprowadzone prawie żadne reformy ze sfery gospodarczej.

Ekonomiści przedstawiali rządowi propozycje reform od wielu miesięcy. W przypadku reform systemu emerytalnego propozycje były prezentowane zarówno publicznie, jak i w postaci analiz przekazywanych bezpośrednio ministrom rządu Donalda Tuska jeszcze w kwietniu 2009 r. Jeszcze wcześniej - w 2008 r. - specjalny raport na ten temat przedstawiła Komisja Nadzoru Finansowego. Te propozycje dotyczyły ograniczenia kosztów systemu, zwiększenia efektywności inwestowania, ograniczenia ryzyka dzięki profesjonalizacji mechanizmów inwestowania i większej dywersyfikacji aktywów. Niestety rząd pozostał na to głuchy.

W PO coraz silniejsze są głosy, że naród jest zmęczony reformami i trzeba odpuścić. Na razie ta strategia przynosi świetne rezultaty polityczne, poparcie dla PO oscyluje wokół 50 proc.

Jednak Polskę czeka wiele wyzwań cywilizacyjnych, opisanych w dokumencie rządowym Polska 2030. Sam dobry polityczny PR nie wystarczy, żeby sobie z tymi wyzwaniami poradzić. Osobiście podejrzewam, że PO straciła ducha reform i że wcale nie można liczyć, iż zostaną one przeprowadzone po 2011 r. Dlatego zanim poprzemy pomysł zmiany skali na termometrze, musimy uzyskać podpisany krwią premiera cyrograf przeprowadzenia reform. Bez takiego cyrografu nie należy popierać pomysłu zmiany definicji długu publicznego, bo nie będzie ani bezpieczników, ani reform.

Krzysztof Rybiński

ekonomista, profesor SGH, członek rady Polskiego Forum Obywatelskiego, w latach 2004 - 2008 wiceprezes NBP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.