Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Rząd PO najlepiej zna się na psychologii społecznej

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Śpiewak: rząd Tuska wygrywa w sondażach dzięki temu, że jego postawa wobec świata odzwierciedla powszechne nastroje

ROZMOWA

AGNIESZKA SOPIŃSKA:

PAWEŁ ŚPIEWAK*:

Żyje mi się lepiej z dwóch powodów: po pierwsze, bo nie jestem już posłem Platformy Obywatelskiej, a po drugie, bo nie rządzi PiS. Pierwszy powód jest oczywisty. Będąc członkiem klubu PO, musiałem mieć partyjną mentalność. Natomiast wraz z odejściem PiS od władzy skończyło się awanturnictwo polityczne na scenie publicznej.

Styl rządzenia PiS nie był najlepszy. Działy się rzeczy skandaliczne. To przecież za czasów tamtej koalicji minister edukacji zastępował na liście lektur obowiązkowych Gombrowicza Dobraczyńskim. A minister sprawiedliwości podsłuchiwał swojego wicepremiera i urządzał spektakl pod tytułem: wicepremier kłamie. To rzeczy wręcz niebywałe, nie do zaakceptowania. Ale siła Platformy nie wynika tylko z niechęci Polaków do PiS. Należy pamiętać, że każdy rząd musi mieć legitymizację. Oprócz poparcia wyborców, co daje określoną liczbę miejsc w parlamencie, musi mieć jakąś ideę, na podstawie której rządzi. Mam wrażenie, że PiS jest jedną z podstaw legitymizacji PO. Na przykład po wybuchu afery hazardowej Donald Tusk nie mówił: skończymy z korupcją, tylko mówił: skończymy z PiS.

Ten strach jest bardzo silny. Ale nie sądzę, by siła Platformy wynikała tylko z tego. PO jest silna, bo niespecjalnie dużo wymaga od ludzi, a dodatkowo trafiła na dobrą koniunkturę nastrojów społecznych. PiS chciało dokonać kolejnej rewolucji w Polsce. Mówili, że zmiany przeprowadzone po 1989 r. były niewystarczające. Zatem potrzebne jest moralne odrodzenie, usprawnienie państwa, mówiono o ciągnięciu za cugle, walce z korupcją. Okazało się, że ludziom nie odpowiada ten typ rewolucjonizmu. Natomiast Platforma mówi, że minione 20 lat było bardzo dobre. Jest dużo akceptacji siebie, narodu, społeczeństwa. Ten rodzaj postawy PO wobec świata jest zgodny z nastrojem społecznym.

Platforma nie wymaga od ludzi, by dokonywali jakichś moralnych oczyszczeń, by byli bardziej narodowi, niż są, i żeby byli tacy, siacy czy owacy. Nie, Platforma mówi: bądźcie tacy, jacy jesteście.

Z badań społecznych wynika, że Polacy jak nigdy wcześniej akceptują siebie. Są dumni z tego, co się dokonało w Polsce w minionych latach. Po raz pierwszy w historii tak zdecydowanie akceptują kapitalizm. Są bardziej optymistyczni. Mniej jest narzekania. Ten nastrój pewności i akceptacji siebie jest dominujący. A to wpisuje się w mentalność PO. Do tego dochodzi jeszcze jeden element. Mianowicie dziś dominuje kultura miejska. Tak zwana Polska B, zapóźniona, katolicka i słabsza, oczywiście gdzieś istnieje, ale dziś stanowi jedną trzecią społeczeństwa.

Dokładnie tak. To może trochę wyglądać na takie czepialstwo. Ale żeby nie było wątpliwości: uważam, że należy rozliczać rząd. Na tym powinna polegać kultura polityczna. Jeżeli polityk się do czegoś zobowiązuje, to po latach należy sprawdzić, jakich zobowiązań nie udało mu się spełnić i dlaczego tak się stało. To powinno być podstawą zaufania między wyborcą a politykiem. W Polsce taki rodzaj rozliczeń nie istnieje. A Platforma jest królową łamania obietnic. A mimo to Polacy nadal ją lubią. Działa tu pewien klucz psychologiczno-moralny. To znaczy, jeżeli nie są łamane standardy, to właściwie politycy mogą zrobić bardzo dużo złego i głupiego. A poza tym polityk, który reprezentuje Polaków, musi pokazywać pewien rodzaj psychologicznej klasy, musi być wewnętrznie poskładany, budzić zaufanie. Siła PO wynika także z zaufania do Tuska.

Z punktu widzenia wyborcy to nie jest ważne. Dzieje się tak oczywiście do momentu, gdy na własnej kieszeni nie odczuje braku tych reform. Jest coś takiego w Lechu i Jarosławie Kaczyńskich, że mają bardzo negatywny elektorat. Pewnie niektórzy nie akceptują ich zajadłości, braku poczucia humoru, nieumiejętności rozmawiania z ludźmi. To taki rodzaj obecności w świecie publicznym, który nie wywołuje sympatii.

Nie wiemy, do czego jest zdolny. Natomiast na pewno Tusk ma niewiarygodny kapitał.

Wewnętrznie już zatrzęsła. Oni bardzo się wystraszyli tej sytuacji. Ale ten strach skończył się tym, że Donald Tusk wzmocnił swoją władzę. Wszystkich, których uważał za niepewnych, wyrzucił ze swojego najbliższego otoczenia. Nigdy nie wiadomo, kiedy nawet najbliższy partner stanie się największym konkurentem, więc Tusk odsunął nawet Grzegorza Schetynę. Świadczy to o tym, że Donald Tusk chce przede wszystkim władzy dla siebie. I chce, żeby był znak równości między nim a Platformą.

Od lat następuje proces oligarchizacji polityki. Trudno wyobrazić sobie PiS bez Kaczyńskiego. SLD nie istnieje, bo nie ma swojego Kaczyńskiego czy Tuska. Taki model polityki oligarchiczno-wodzowski wytworzył się w Polsce. Innymi słowy oznacza to, że parlament jest całkowicie partyjny. Jego rola zostaje zmarginalizowana, a władza przenosi się do jakiegoś ośrodka przyrządowego.

Nie do Rady Ministrów. To raczej krąg osób skupionych wokół premiera, który podejmuje główne decyzje strategiczne, a ministrowie je wykonują. W 2004 r. pisałem tekst o demokracji dekoracyjnej, wtedy wydawało mi się, że właśnie tak wygląda demokracja w SLD. Ale tu się nic nie zmieniło. Mamy ten sam typ demokracji. O tyle jest teraz silniejszy, że Platforma ma dziś więcej władzy.

Potraktowałbym te propozycje poważnie. Choć Platforma nie ma szans na ich wprowadzenie, skoro nawet PSL jest im przeciwne. Ciekawa jest jednak sama intencja Donalda Tuska. Odczytuję ją dyktatorsko. Nie znaczy to, że Tusk chce być dyktatorem. Ale chce mieć bardzo dużo władzy, która mogłaby być porównywalna tylko z władzą premiera Wielkiej Brytanii czy niemieckiego kanclerza. Pytanie jest takie, czy ta siła władzy - w Polsce, przy słabości innych instytucji - może zagrozić ludzkiej wolności. To moje pierwsze pytanie. Drugie jest takie: czy takie zmiany rzeczywiście zwiększą efektywność rządzenia? Bo gdzie tkwi problem efektywności rządzenia? Czy w tym, że premier nie ma dość władzy? Czy może raczej tkwi w tym, że państwo jest źle zorganizowane? Na te pytania propozycja Donalda Tuska nie odpowiada. Jestem liberałem, tak jak niegdyś liberałem był Donald Tusk - jako lider Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Uważam, że istotą konstytucji jest zasada równowagi władz, bo władze muszą się kontrolować, musi być jakiś mechanizm, który nie pozwoli, że władza się wyrodzi i stanie się niebezpieczna. W wypadku tych propozycji istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak może się stać. Zakładają one, że partia większościowa ma wszystko: prezydenta, rząd i jednoizbowy parlament. I nie ma żadnej instytucji, która może ją kontrolować i hamować. Paradoksalnie wcale nie jest tak, że jak ktoś ma więcej władzy, to lepiej rządzi. Nie ma żadnego dowodu na to, że tak silna władza jest efektywna.

Dobry jak każdy inny. Po latach dobrze jest się zastanowić, czy prawo dobrze działa. Czy konflikt między Tuskiem a Lechem Kaczyńskim jest spowodowany przez niejasne przepisy konstytucji? Moim zdaniem to konflikt zupełnie sztuczny. Jest w dużej mierze wywoływany przez Tuska.

Oczywiście, że tak.

@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.0013.001.jpg@RY2@

Paweł Śpiewak

Marcin Łobaczewski

, socjolog, były poseł Platformy Obywatelskiej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.