Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy łatwo kupić ustawę?

3 lipca 2018

Ivan Krastev: problem z korupcją polityczną w społeczeństwach wschodniej Europy jest pochodną braku zaufania do elit. Aby się go pozbyć, trzeba naprawić klasę polityczną, a nie tworzyć kolejne antykorupcyjne służby, jak polskie CBA

Pozbycie się politycznej korupcji jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Ale może po prostu trzeba inaczej spojrzeć na ten problem. Zacznijmy od historii. Wiele z zachowań, które kiedyś uchodziły za całkowicie normalne, dziś uznajemy za sprzeczne z normami. Przypomnijmy, że 100 czy 150 lat temu we wzorcowej demokracji, jaką dziś jest Wielka Brytania, nagminnie kupowano urzędy. Nasze postrzeganie tego, co jest, a co nie jest polityczną korupcją, cały czas jest bardzo płynne. Dopiero w ostatnich kilkudziesięciu latach problem stał się kwestią moralności.

Nie, ale myślę, że sprawy się mają lepiej, niż się powszechnie przyjmuje. Zrobiliśmy w Bułgarii badanie, którego wyniki okazały się zaskakujące. Dwa z zadanych przez nas pytań brzmiały: "Ile razy dał pan łapówkę?" i "Ile razy został pan poproszony o łapówkę?". Potem pytaliśmy, jak bardzo bułgarskie społeczeństwo jest zdaniem respondentów skorumpowane. Nie znaleźliśmy żadnej korelacji między tymi dwoma pytaniami. Ludzie w sumie dają łapówki względnie rzadko, a jednocześnie ogólną sytuację oceniają bardzo źle.

Owszem, ale prawdziwy problem z korupcją w naszych systemach politycznych nie bierze się z oburzenia moralnego. Chodzi raczej o powszechny brak zaufania do instytucji państwowych i polityków.

Ludzie nie czują, że są reprezentowani, nie czują, że mają cokolwiek do powiedzenia w polityce. W ich mniemaniu zatem wszystko, co dzieje się w sferze publicznej, jest po prostu korupcją. Pod nazwą "korupcja" rozumiemy po prostu całokształt mechanizmów naszej polityki. Problem nie jest zatem w liczbie aktów rzeczywistej korupcji, a w ich odbiorze społecznym. Szczególnie w takich krajach, jak Bułgaria i najpewniej też Polska.

Tak. Ludzie są tak uprzedzeni, że z miejsca będą uważać każdą nową ustawę za skutek korupcji. Od razu zadają sobie pytania: A dla kogo to? Kto zapłacił? W czyim to interesie? W konsekwencji elity polityczne stają się coraz bardziej cyniczne. To samonakręcający się mechanizm. Jeśli i tak będziesz oskarżony o korupcję, cokolwiek robisz, to w tej sytuacji bardziej ci się opłaca rzeczywiście brać łapówki. Klasy polityczne od zawsze będą się starały zalegalizować pewne formy politycznej korupcji, np. lobbing, więc od razu mamy do czynienia z konfliktem interesów. Tym samym zawód polityka stał się profesją dla cwaniaczków. Normalni ludzie w naszym regionie kulturowym nie myślą o polityce. Selekcja jest negatywna. To czasami poraża estetycznie. Po ostatnich wyborach w Bułgarii na jaw wychodzą różne przekręty poprzedniej władzy. Ich skala finansowa nie jest wcale duża. Zaskakuje za to, jak głupio i bezczelnie były one robione.

Polskiej sytuacji komentować nie będę, bo dobrze jej nie znam, zresztą nie wypada mi. Podam za to bułgarski przykład. U nas też powołano specjalną agencję antykorupcyjną. Teraz po wyborach okazało się, że ta agencja była niezwykle podatna na polityczne wpływy, służyła inżynierii społecznej tych, którzy akurat mieli nad nią kontrolę. I kolekcjonowaniu negatywnych materiałów na temat opozycji. Jestem bardzo sceptyczny wobec tego, by centralnie zarządzana walka z korupcją mogła być odpolityczniona. Zawsze łatwiej nam będzie winić przeciwników politycznych niż samych siebie. Rząd będzie o tyle skuteczny w walce z korupcją, o ile będzie skłonny rozliczać własnych przedstawicieli i członków własnego stronnictwa, a nie opozycję.

Upolitycznienie będzie jej zawsze towarzyszyć. W efekcie generalne zaufanie do instytucji pozostanie bardzo niskie. Znam jeden przypadek, kiedy udało się powołać skuteczną instytucję tego rodzaju. To było w Hongkongu. Różnica polega na tym, że tę agencję od podstaw zbudowali emerytowani funkcjonariusze Scotland Yardu, czyli ludzie zupełnie z zewnątrz. I zdaje się, że ten wyjątek potwierdza regułę.

Jestem wobec nich bardzo sceptyczny. Podstawowym argumentem przeciw nim jest to, że wszelakie antykorupcyjne misje zasadniczo zwiększają upolitycznienie wszystkich służb specjalnych, nie tylko tych, które się zajmują łapówkarstwem. A dla krajów takich jak nasz i wasz, mających niedobre doświadczenia z tym, jak funkcjonują aparaty specsłużb, a gdzie dodatkowo establishment polityczny jest bardzo słaby, powstawanie takich instytucji może nawet być groźne. Może dojść do zasadniczego przesunięcia wpływów do służb wywiadowczych. I powiedzmy to sobie otwarcie: agenci takich instytucji wcale nie są moralnie lepsi od polityków ani specjalnie predestynowani do tego, by tym drugim wytykać nieetyczność.

To bardzo prosta sprawa, wynika z powszechnego doświadczenia. W Bułgarii większość gangsterów to byli policjanci, zarówno z okresu komunistycznego, jak i postkomunistycznego. Większość ludzi, którzy dziś handlują narkotykami, kiedyś z narkobiznesem walczyła. Czemu mielibyśmy ufać policjantom, jeżeli rzeczywistość dowodzi, że nie ma to sensu? Nie sądzę, by problem korupcji udało się rozwiązać w tak prosty sposób, stosując tak doraźne metody jak zakładanie agencji antykorupcyjnych wewnątrz państwowego aparatu.

Problem leży głębiej. Musimy skupić się na legitymacji do sprawowania władzy, jaką mają elity polityczne, i na tym, jak one funkcjonują. Powinniśmy poprawić poziom sprawiedliwości, sprawić, by ludzie czuli się bezpieczniej i przestali wszędzie widzieć korupcję. Jeśli to się nie zmieni, to wpadniemy w błędne koło. Będą powstawać placówki jak CBA, one będą generować skandale, a skandale będą osłabiać system polityczny jeszcze bardziej. Moim zdaniem trzeba dać fory politykom, skredytować zaufanie dla nich, inaczej będą gorsi, niż są teraz. Wiem też jednak, że w luźnej rozmowie łatwo się o tym mówi, a przenieść to w życie to zupełnie inna sprawa.

Na krótką metę to jest do zrobienia. W Bułgarii mamy z tym pewne doświadczenia. Brytyjska prywatna firma dostała zlecenie na opiekę nad systemem celnym i egzekwowaniem należności. Można coś takiego zrobić pod trzema warunkami: po pierwsze, jeżeli ludzie będą gotowi zaufać europejskim instytucjom bardziej niż własnym elitom. Po drugie, czy takie instytucje miałyby wystarczające kompetencje do przeprowadzenia takiej operacji - przecież dla ludzi, którzy nawet nie mówią w waszym języku, byłoby to trudne. I po trzecie, to, że ktoś jest obcokrajowcem, nie przesądza - co banalne - że sam nie jest podatny na korupcję. Mamy przykłady, że różnie z tym bywa. W miejscach takich jak Kosowo nie wiemy, kto jest bardziej skorumpowany - lokalni politycy czy przedstawiciele organizacji międzynarodowych.

Pewnym krokiem do wyczyszczenia systemu byłoby stworzenie konkurencji między agencjami. Coś w rodzaju wolnego rynku wśród służb. Najgorszy jest monopol jednej specsłużby antykorupcyjnej. Biura takie mają jeszcze jedną wadę. Są podatne na plotkę. W kulturze donosu po prostu ludzie robią sobie świństwa.

Nie. Media mają obsesję na tym punkcie. Na samym wierzchu jest sprawa smaku. Na pewno nie podoba mi się to estetycznie. Są dwa typy rynków medialnych. Pierwszy to mocno zideologizowany, typu lewica/prawica. Wybucha afera korupcyjna. Czytasz jedną gazetę, czytasz drugą i możesz dojść do prawdy. Ale drugi typ rynku, znacznie gorszy i coraz popularniejszy, to 4 gazety idące w stronę tabloidu, które walczą o czytelnika. Dla nich nie jest problemem odkrycie drugiego dna albo prawdy drugiej strony, ale opowiedzenie sensacji. Gazety giną w szaleństwie newsa. Im mniej trzeźwej polityki w gazetach, tym mniej obiektywności. I tym trudniej rozwiązuje się sprawy korupcyjne.

@RY1@i02/2009/224/i02.2009.224.000.0012.001.jpg@RY2@

Krastev: zawód polityka stał się profesją dla cwaniaków

Artur Hojny

, dyrektor Centrum Strategii Liberalnych w Sofii, członek Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) i redaktor naczelny bułgarskiej edycji pisma Foreign Policy

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.