Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Komisja wezwie prezydenta?

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Platforma Obywatelska rozważa możliwość wezwania prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed komisję śledczą, która zbada aferę hazardową.

Komisja ta ma zostać powołana w Sejmie jeszcze w tym tygodniu.

Pomysł ten miałby zrównoważyć negatywny efekt spotkania z komisją premiera Donalda Tuska. A takie przesłuchanie jest prawie pewne.

Pretekstem do przesłuchania Lecha Kaczyńskiego mógłby stać się jego rzekomy lobbing w sprawie wideoloterii, w czasach gdy był ministrem sprawiedliwości.

Ale czy wezwanie prezydenta przed komisję śledczą jest w ogóle możliwe? Jednoznacznej wykładni prawnej nie ma, nie wiadomo nawet, czy prezydent przed komisją może w ogóle zeznawać. - W świetle dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego i praktyki komisja śledcza raczej nie może liczyć na skuteczne wezwanie prezydenta do stawienia się w celu złożenia zeznań - podkreśla konstytucjonalista Ryszard Piotrowski.

Praktyka jest rzeczywiście niekorzystna dla PO. Do tej pory żadnej z komisji śledczych nie udało się przesłuchać urzędującego prezydenta.

Aleksandra Kwaśniewskiego wzywała tzw. komisja Rywina (wtedy Kwaśniewski mówił, że woli zatańczyć), dwukrotnie próbowała to zrobić także tzw. komisja orlenowska (równie bezskutecznie). Za drugim razem padł nawet wniosek o ukaranie Kwaśniewskiego grzywną, ale większość komisji go nie poparła. Trudno też sobie wyobrazić, by w przypadku odmowy zeznań przez głowę państwa przed komisję prezydenta doprowadziła policja. Przeszkodą byłaby choćby ochrona BOR.

To oznacza, że jeżeli sam prezydent nie zechce zeznawać, to nikt go nie zmusi.

Zdaniem specjalistów od wizerunku politycznego nie przyniosłoby to zresztą PO żadnych pozytywnych efektów w kampanii prezydenckiej.

- To nie jest dobry pomysł. Ludzie czytają gazety i wiedzą, kto się z kim spotykał na cmentarzu - przekonuje Wojciech Jabłoński z UW. I dodaje, że więcej korzyści z tego przesłuchania wyniósłby Kaczyński. Dostałby w mediach od PO darmowy czas na własną promocję. Platforma się jednak upiera. - Jeśli są wątpliwości, to trzeba je wyjaśnić - podkreśla nasz rozmówca z kierownictwa klubu PO. I dodaje: - Mamy informacje, że Kaczyński jeszcze jako minister sprawiedliwości lobbował na rzecz jednej z firm zajmujących się wideoloteriami, mówiła o tym między innymi ówczesna minister skarbu Aldona Kamela-Sowińska - mówi nasz rozmówca. Kamela-Sowińska jednak zaprzecza. - To są jakieś bzdury. Nigdy nic takiego nie mówiłam - podkreśla. Jedyne dotychczas znane informacje łączące prezydenta z hazardem pochodziły z 2006 r. Media opisywały wtedy, że Lech Kaczyński spotkał się z Józefem Blassem, konsultantem amerykańskiej firmy G-Tech, który za doprowadzenie w 2001 roku do kontraktu tej firmy z Totalizatorem Sportowym dostał 20 mln dolarów. Twierdził potem, że była to suma przeznaczona na "monitorowanie polskiego rządu".

W 2003 roku komisja śledcza badająca aferę Rywina chciała powołać na świadka Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten oświadczył jednak: - Ja mogę się stawić. Mogę zaśpiewać i zatańczyć, tylko po co? - I przed komisją ostatecznie się nie pojawił. Dwa lata później prezydenta Kwaśniewskiego chciała przesłuchać komisja ds. Orlenu, znów się jednak nie udało. - W komisji mamy do czynienia z głęboką demoralizacją. (...) Odmawiam uczestnictwa w politycznej awanturze - oświadczył w marcu 2005 r. Kwaśniewski, na dzień przed zaplanowanym przesłuchaniem. Po raz kolejny były prezydent miał stanąć w 2005 r. przed komisją badającą prywatyzację banków. Jednak wcześniejsze wybory parlamentarne zakończyły jej pracę.

@RY1@i02/2009/215/i02.2009.215.000.007a.001.jpg@RY2@

Lech Kaczyński

Wojciech Grzędziński

marcin.graczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.