Parlament Europejski otworzy w Polsce drugie biuro
Zagraniczni eksperci będą musieli pomóc w rozstrzygnięciu, gdzie powinno powstać drugie, po Warszawie, biuro Parlamentu Europejskiego w naszym kraju.
Polscy europosłowie nie są w stanie sami się porozumieć, które z 11 zgłoszonych miast najlepiej mogłoby odegrać tę rolę.
Cierpliwość stracił już nawet przewodniczący europerlamentu Jerzy Buzek. Z przewodniczącymi trzech polskich klubów: Jackiem Saryuszem-Wolskim (PO i PSL), Ryszardem Legutko (PiS) i Bogusławem Liberadzkim (SLD) właśnie ustalił, że termin zgłaszania kandydatur musi upłynąć już 3 listopada. Potem atuty każdego ośrodka ocenią nie krajowi, tylko zagraniczni eksperci. To jedyny sposób na bezstronne przeanalizowanie atutów każdego z miast. Co prawda ostateczna decyzja będzie należała do polskiego klubu i prezydium europarlamentu, ale zapadnie już na podstawie rekomendacji zagranicznych ekspertów, którą trudno będzie zlekceważyć.
- Zaproponowałem rozwiązanie tego sporu poprzez losowanie. Ale ten wniosek nie przeszedł - mówi na wpół serio Jacek Saryusz-Wolski.
Parlament Europejski ma, poza stolicami, drugie przedstawicielstwo w największych krajach Unii: Francji (Marsylia), Niemczech (Monachium), Wielkiej Brytanii (Edynburg) i Hiszpanii (Barcelona). W przypadku każdego z tych państw z wyborem drugiej siedziby biura nie było problemu: zawsze lokowano ją w najważniejszej, po głównej metropolii, aglomeracji.
Ale z Polską tak łatwo nie jest. Każdy z europosłów zgłosił swoje miasto, aby zyskać punkty wśród wyborców. Kryteria merytoryczne miały mniejsze znaczenie - przyznaje nam polski dyplomata.
Jednym z faworytów jest Kraków, który popiera m.in. Lena Kolarska-Bobińska. Wskazuje nie tylko na rolę historyczną, naukową i kulturową miasta, ale także na to, że jest ono drugim pod względem ludności miastem w Polsce.
- Zależy, w jakich się liczy granicach - replikuje Jacek Saryusz-Wolski, twierdząc, że aglomeracja łódzka, z której on sam został wybrany (razem z miastami satelickimi), ma więcej mieszkańców.
Sławomir Nitras i Bogusław Liberadzki zaczęli promować Szczecin, Janusz Lewandowski - Gdańsk. Ryszard Czarnecki uznał, że najlepszą siedzibą biura byłby Toruń. Zwolennicy Białegostoku zaczęli kusić możliwością udostępnienia na biuro PE części Pałacu Branickich. Z kolei europosłowie z Katowic, Lublina i Rzeszowa uznali, że wybór ich miast byłby częścią wyrównywania opóźnień cywilizacyjnych w najbiedniejszych częściach kraju.
Walka nie toczy się jednak o wiele więcej niż prestiż wśród lokalnych wyborców. Nowe biuro będzie bowiem zatrudniać zaledwie 2 - 3 osoby, a jego budżet pozostanie nad wyraz skromny. Głównym zadaniem ośrodka ma być organizacja seminariów z prawa europejskiego, zajęć w szkołach, czasem spotkań z eurodeputowanymi. Wpływ na wydawanie funduszy unijnych nowego biura pozostanie jednak minimalny. Może ono np. zaopiniować podział rocznego funduszu Komisji Europejskiej na rzecz mediów regionalnych o rocznej wartości około 200 tys. euro. Jednak nawet w tym przypadku ostateczną decyzję podejmie Bruksela.
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu