Działacze partii chcą odwołać Piskorskiego
Bunt w Stronnictwie Demokratycznym. Starzy działacze chcą pozbawić władzy Pawła Piskorskiego.
Rada naczelna SD chciała w sobotę zawiesić swojego lidera na miesiąc, by w listopadzie odwołać go z tej funkcji. Piskorski uratował się, opuszczając obrady wraz z grupą bliskich mu działaczy. Skąd ten konflikt? Chodzi o majątek partii. Żeby mieć szanse na dobry wynik wyborczy, SD musi mieć pieniądze na kampanię wyborczą, a potem otrzymać subwencje z budżetu państwa. Dlatego musi się pozbyć nieruchomości, które posiada. Oficjalnie szacuje się, że wartość wszystkich to nawet 120 mln zł.
Gdyby udało się sprzedać ten majątek, SD natychmiast stałoby się najbardziej majętną partią polityczną w Polsce. Problem w tym, że chętnych na budynki, nierzadko kamienice w centrach dużych polskich miast, nie ma. Jeden z naszych rozmówców z SD precyzuje: - Są, ale nie za tyle, ile są warte, bo jest kryzys.
I to wywołuje spory. Po pierwsze właśnie o pomysł na sprzedaż. Większość starych działaczy nie chce, by sprzedawać majątek za bezcen. Po drugie nie widzą zysków z objęcia przez Piskorskiego władzy w ugrupowaniu. W sondażach SD nie przekracza 2 proc., a często w ogóle nie jest notowane.
Zwolennicy Piskorskiego twierdzą natomiast, że jedynym powodem niechęci wobec Piskorskiego jest zbliżający się termin sprzedaży partyjnych nieruchomości. - PRL-owski beton boi się utraty partyjnych lokali, w których mieszka - mówi poseł Stronnictwa Demokratycznego Bogdan Lis.
Mikołaj Wójcik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu