Palikot wywalczył miejsce w klubie u boku Schetyny
Na wieczornym posiedzeniu klubu PO posłowie i senatorowie wybierali nowe władze. Wbrew wcześniejszym ustaleniom zamiast sześciu Platforma wybrała aż ośmiu wiceszefów klubu.
Do ostatniej chwili o miejsce w prezydium walczył Janusz Palikot. Ostatecznie został wiceszefem klubu, ale podczas głosowania dostał najmniej - 155 na 241 ważnych głosów. Waldy Dzikowski, Rafał Grupiński, Sławomir Nowak, Grzegorz Dolniak i Sławomir Rybicki mogli być spokojni: ich wejście do prezydium klubu było praktycznie przesądzone. Niespodzianką była rekomendacja dla Ireneusza Rasia oraz Mirosława Sekuły.
Jednak największą niewiadomą był Palikot. Jak usłyszeliśmy od jednego z ważnych posłów PO duża część klubu wcale nie zmierzała go popierać. Miała to być kara za wyjście przed szereg i samodzielne ogłoszenie dziennikarzom propozycji Grzegorza Schetyny. - Warto, by Janusz sprawdził, czy pozycję polityczną rzeczywiście buduje się w telewizji, jak chyba uważa - mówił nam jeszcze przed południem jeden z rozmówców z zarządu PO. Palikot naraził się partyjnym kolegom tym, że w zeszłym tygodniu, tuż po tym, gdy Schetyna został szefem klubu, publicznie ogłosił, że właśnie otrzymał od niego propozycję zostania wiceszefem klubu i ją przyjął.
Wydawało się, że nikomu to nie przeszkadza. Jednak we wtorek, gdy posłowie zjechali do Sejmu, okazało się, że większość z nich jest oburzona zachowaniem Palikota. - To był cios nie tyle w Schetynę, co w demokratyczne reguły rządzące naszym klubem - podkreślał jeden z posłów. I dodał: - Januszowi trzeba utrzeć nosa, wrócił już na fotel szefa Przyjaznego Państwa i wystarczy. Takich krytycznych wypowiedzi było znacznie więcej, posłowie partii Donalda Tuska rozmawiali o tym praktycznie przez cały dzień. Informacja dotarła też do samego zainteresowanego i choć po sejmowych korytarzach chodził, triumfując po powrocie do przewodniczenia komisji Przyjazne Państwo, to pytany o klub przyznawał, że łatwo nie będzie. - Wiem, że będą próbowali mnie zablokować, ale mam nadzieję, że przekonam klub i zdobędę większość - zapewniał. Inną niewiadomą był Jarosław Gowin. Polityk dostał propozycję zasiadania w prezydium klubu.
Gorączkowe namowy, by Gowin zgodził się zostać wiceszefem, trwały niemal do ostatniej chwili. Rozmawiali z nim między innymi Janusz Palikot i Sławomir Nowak. Gowin odmawiał. Dopiero wieczorem, za zamkniętymi drzwiami okazało się, że konserwatywne skrzydło PO będzie reprezentować Raś - polityk bliski Gowinowi. Posłowie i senatorowie zdecydowali również, że fotel sekretarza klubu nadal należeć będzie do Sebastiana Karpiniuka. Zaś funkcja skarbnika ponownie przypadła Iwonie Śledzińskiej-Katarasińskiej. Wybór kierownictwa to niejedyny punkt wczorajszego posiedzenia. Politycy PO po raz kolejny rozmawiali o kształcie i celach komisji śledczej, która ma wyjaśniać aferę hazardową. Mirosław Sekuła został kandydatem na szefa tej komisji. Delegatami Platformy oprócz niego będą Jarosław Urbaniak, Sebastian Karpiniuk. Jeden z najbliższych współpracowników szefa klubu Grzegorza Schetyny mówił wczoraj o Sekule tak: - Ma ogromną wiedzę, nie budzi wątpliwości, był szefem NIK. Nawet opozycja nie znajduje w nim żadnej wady, poza tą, że jest z PO.
Kolejna zmiana: Andrzej Czuma, były minister sprawiedliwości zastąpi Sebastiana Karpiniuka w komisji śledczej ds. nacisków.
Marcin Graczyk, Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu