Porażka Pitery, nie będzie ustawy antykorupcyjnej
Projekt ustawy Prawo antykorupcyjne przygotowany przez minister Julię Piterę wylądował po cichu w legislacyjnym koszu.
Najradykalniejsza w ostatnich latach ustawa antykorupcyjna została przygotowana ponad pół roku temu. Od 12 maja czeka na dopuszczenie pod obrady komitetu stałego Rady Ministrów. Kiedy to się wreszcie stanie? - Proszę pytać minister Pitery - powiedział nam wczoraj szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. - To nie ja ustalam harmonogram pracy komitetu stałego - odpowiada Pitera.
- Cichą umową w kancelarii jest niepodejmowanie tego tematu - przyznaje jeden z ministrów w kancelarii premiera. Jego zdaniem nie ma szans, by kiedykolwiek projekt w obecnej postaci stał się przedmiotem obrad komitetu stałego Rady Ministrów. Dlaczego? Bo Pitera nie zamierza uwzględnić blisko trzydziestu uwag zgłoszonych przez różne ministerstwa, instytucje czy służby. Jakie to uwagi? Przykładowo minister infrastruktury postulował, by posługiwać się w tekście ustawy wyrażeniami pochodzącymi z istniejących już aktów prawnych, a nie używanymi w mowie potocznej. A Urząd Komitetu Integracji Europejskiej zwracał uwagę, że niektóre rozwiązania mogą być sprzeczne z prawem unijnym.
Co na to minister Pitera? Twierdzi, że projekt jest gotowy. - Moja praca została wykonana, i to wykonana dobrze - mówiła w sobotę w RMF FM. Ale przekonywała też wówczas, że Krajowa Rada Sądownictwa nie zgłosiła uwag do ostatecznej wersji projektu. A to nieprawda. W piśmie z 5 czerwca przewodniczący KRS napisał, że rada podtrzymuje negatywną opinię o części projektu dotyczącej sędziów i prokuratorów, a innych propozycji opiniować nie może. Premier Donald Tusk broni swojej minister. - Często formułuje się wobec niej zbyt daleko idące oczekiwania - stwierdził wczoraj. I zapewniał, że praca Pitery "jest potrzebna, by oceniać, gdy coś nie dzieje się tak, jak powinno, by wyciągać z tego wnioski także o charakterze legislacyjnym". Zapowiedział też, że w niedługim czasie poprosi ją o ocenę ostatnich wydarzeń związanych m.in. z aferą hazardową. - To będzie w jakimś sensie testem - stwierdził szef rządu.
Julia Pitera od dwóch lat jest sekretarzem stanu w kancelarii premiera. Zasłynęła dwoma raportami. Jeden dotyczył nadużyć poprzedniego rządu w wykorzystywaniu służbowych kart płatniczych. Jego symbolem stała się pozycja: "porcja dorsza kupiona przez ministra gospodarki morskiej za 8,16 zł". Drugi oceniał pracę szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Upubliczniony dopiero po roku, był obiektem drwin opozycji. Krytykował go nawet premier Tusk. Ale nie zdecydował się na dymisję Pitery, argumentując, że pracuje ona nad ustawą Prawo antykorupcyjne.
Co miesiąc utrzymywanie pełnomocnika ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych kosztuje podatnika ponad 18,5 tys. zł brutto. To pensja sekretarza stanu plus koszty podróży samochodem służbowym, które sama Pitera wyceniła w czerwcu 2008 roku na 5830 zł miesięcznie. - Ale telefon mam prywatny, nie mam gabinetu politycznego ani laptopa, a moja sekretarka to stażystka opłacana przez urząd pracy - mówiła wówczas pani minister.
@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.000.006a.001.jpg@RY2@
Julia Pitera
Wojciech Kurczewski/Forum
Mikołaj Wójcik
mikołaj.wojcik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu