Premier do posłów: wyborcy nie wybaczą nam porażki z PiS
Według szefa rządu w partii nie ma miejsca dla ludzi, którzy są uwikłani w niejasne układy i konflikty interesów.
Donald Tusk stawia wszystko na jedną kartę. Na wczorajszym posiedzeniu klubu parlamentarnego tłumaczył, że Platforma z obecnego kryzysu ma szansę wyjść z twarzą i szansą na wygraną, jeżeli będzie determinacja do wyjaśnienia afery hazardowej. I decyzja, by nie wykorzystywać jej do wewnętrznych rozgrywek.
@RY1@i02/2009/196/i02.2009.196.000.003a.001.jpg@RY2@
Minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna
BRYKCZYŃSKI/REPORTER
Kilkanaście minut po tym, jak "Fakty" TVN podały informację o spodziewanej dymisji Grzegorza Schetyny, w TVN 24 wicepremier nie zaprzeczał tej informacji. Mówił jedynie, że o decyzjach personalnych dzisiaj o godzinie 14 poinformuje sam premier. Dopytywany, czy są formalne powody do jego dymisji, tłumaczył: - Nie ma powodów formalnych i to nie jest kwestia tego, że ja się trzymam kurczowo, tylko pewnego politycznego planu. Jak pokazać, że Platforma chce oczyścić tę sytuację, chce być wiarygodną i wszystko wyjaśnić.
Bo skłamał premierowi
Gdy mówił te słowa, prokuratura była już w posiadaniu wszystkich materiałów operacyjnych z CBA w sprawie afery hazardowej.
Czy są w nich dowody na nielegalne działania Schetyny?
- On nie leci wcale za aferę hazardową - zapewniał nas wieczorem wpływowy polityk PO. A za co? - Bo pytany przez Tuska, czy miał kontakty z Ryszardem Sobiesiakiem, skłamał - wyjaśnia nasz rozmówca.
Politycy PO tłumaczą, że Schetyna musi zostać poświęcony w jednym celu: uratowania prezydentury Donalda Tuska. Ale sam premier mówi o większym planie. - Jeśli energia będzie poświęcona, by sprawę wyjaśnić, to PO wyjdzie wzmocniona - zapewniał wieczorem parlamentarzystów podczas posiedzenia klubu. Mówił, że nie widzi w partii miejsca dla ludzi, którzy są umoczeni albo wykorzystują sytuację do własnych celów.
Nie wybaczą nam fałszu
Premier nie zostawił suchej nitki na CBA i Mariuszu Kamińskim. - Ta sprawa ma cechy politycznej prowokacji, ale każe każdemu z nas się zastanowić - przestrzegał.
I mówił, że wyborcy są gotowi zostać przy PO, pod warunkiem że "za jakiś czas zobaczą, że znów jesteśmy tacy jak dawniej". - Nie wybaczą nam fałszu, braku autentycznej skruchy i nieprzyznania się do prawdy. Nie wybaczą nam, jeśli przez to przegramy wybory i oddamy władzę Kaczyńskim - przekonywał podczas zamkniętego posiedzenia. I powtórzył: - Jeśli za kilkanaście miesięcy przegramy wybory i oddamy władzę Kaczyńskim, tego ludzie nam nie wybaczą.
To dlatego Tusk podczas nocnych poniedziałkowych narad zdecydował się na gruntowne cięcia w rządowej i parlamentarnej strukturze. - Obowiązuje domniemanie winy. Mamy być uczciwi do cna, jak nikt dotąd w polskiej polityce - wyjaśnia osoba z otoczenia premiera.
Zdaniem naszych rozmówców cel, jaki Tusk stawia teraz przed PO, jest jasny: zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. - Stawiamy wszystko na jedną kartę - przekonuje uczestnik poniedziałkowego spotkania w kancelarii premiera.
Jak wczoraj wieczorem tłumaczyli nam najbliżsi współpracownicy premiera, sytuacja jest dynamiczna i tak naprawdę wszystko może się jeszcze zdarzyć do godziny 14.
- Rozważamy wiele wariantów. Przymierzamy kilka garniturów naraz i patrzymy, w którym najlepiej wyglądamy. Wybierzemy taki, w którym dobrze będziemy wyglądać, wrzucając kartkę do urny w wyborach prezydenckich - twierdzi nasz rozmówca z rządu.
Także w poniedziałek zapadła decyzja, że PO zgodzi się na powołanie komisji śledczej. - Trudno będzie ją przeżyć, ale nie przeżyjemy bez niej - tłumaczył premier swoim posłom, z których większość wypowiadała się przeciw powoływaniu tego gremium.
Marcin Graczyk
marcin.graczyk@infor.pl
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
Mikołaj Wójcik
mikolaj.wojcik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu