Stoczniowcy ważniejsi niż stocznie
Rusza kolejny przetarg na stocznie. A właściwie tylko na ich majątek. Dziś nikt już chyba nie ma wątpliwości: w Gdyni i Szczecinie nikt statków budować nie będzie. Być może powstaną nowe osiedla mieszkaniowe, luksusowe mariny lub magazyny cargo. Jeśli w ogóle, bo przecież nie ma żadnej pewności, że znajdzie się nabywca, który będzie chciał kupić majątek którejś stoczni w całości. To dobrze, że tym razem regulamin przetargu będzie bardziej precyzyjny, by uniemożliwić kupującemu wycofanie się w ostatniej chwili, tak jak poprzednio. Ale czy trafi się w ogóle jakiś klient?
Polska przegrała walkę ze światowym kryzysem i załama niem produkcji statków. Ale także z krótkowzrocznością kolejnych rządów programowo zaniedbujących podejmowanie strategicznych decyzji. Wiara w to, że "jakoś się uda", że nie ma co się narażać potężnym zagranicznym koncernom dyktującym warunki w całej Unii, przekonanie, że przecież ktoś nam jakoś pomoże i problem sam się rozwiąże - to wszystko skazało stocznie na smutny koniec. Teraz rząd Donalda Tuska będzie sobie musiał pora dzić z tym, co zostało. A to tysiące ludzi tracących pracę i niemogących liczyć na zatrudnienie w swoim zawodzie.
To wyzwanie jeszcze trudniejsze niż przetarg, wprost przekładające się na wyniki wyborcze i notowania polityczne. Może dzięki temu politycy przejmą się losem stoczniowców bardziej niż samych stoczni.
@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.000.002c.101.jpg@RY2@
Zuzanna Dąbrowska
Zuzanna Dąbrowska
zuzanna.dabrowska@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu