Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy wygra Komorowski czy Kaczyński, koniecznych reform i tak nie będzie

3 lipca 2018

Prezydent Komorowski nie będzie wielkim reformatorem. Prezydent Kaczyński nie będzie wielkim hamulcowym. Rząd nie da im na to szansy. Będzie myślał tylko o tym, jak wygrać przyszłoroczne wybory parlamentarne. Odważniejsze reformy będą musiały poczekać.

Radykalne zmiany w finansach publicznych, systemie emerytalnym i w służbie zdrowia - to dzisiaj, po niezłym wyniku Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich, zaczyna brzmieć jak bajka. Gabinet Tuska utwierdzi się w swojej taktyce ograniczenia wzrostu wydatków oraz czekania na lepszą koniunkturę i drugą kadencję. Wszystko po to, aby nie podpaść elektoratowi przed wyborami do Sejmu.

Będzie to tym łatwiejsze, że rząd nie przedstawił projektów żadnych fundamentalnych posunięć.

Jego jedynym sukcesem na reformatorskim polu pozostają emerytury pomostowe. KRUS? Podobno projekt będzie pod koniec wakacji. Emerytury mundurowe? Cisza. Zmiany w służbie zdrowia? Minister Ewa Kopacz ciągle się nad nimi biedzi. Głębsze zmiany w systemie świadczeń społecznych, w tym rent? Podwyższenie wieku emerytalnego? O tym mówi się tylko półgłosem.

Ani prezydent Komorowski, ani prezydent Kaczyński nie będą mieli zatem nawet możliwości, żeby w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy udowodnić swoje pro- lub antyreformatorskie nastawienia.

Jest jeden drobny wyjątek: projekt budżetu, który ma trafić do Sejmu we wrześniu, a z nim pierwsze ustawy reformujące finanse publiczne. Zakres zmian będzie niewielki - reguła budżetowa i upłynnienie finansów państwa. Wprowadzenie reguły ma dać ok. 3 mld zł oszczędności w budżecie na 2011 r. Upłynnienie wydatków to kilkanaście miliardów, ale oznacza to nie tyle oszczędności, ile po prostu przesunięcie emisji papierów dłużnych. Kilka miliardów mają też przynieść wspólne zakupy usług i produktów w administracji rządowej.

Problem w tym, że żadna z tych propozycji nie jest kontrowersyjna i podpisze je każdy, kto zostanie prezydentem, wycofujący się z liberalizmu Komorowski czy solidarny Kaczyński.

Dla ekonomistów jest jednak jasne: aby Polska dalej miała się czy chwalić wobec dołującej gospodarczo Europy niezbędne są radykalne zmiany. Dziś deficyt naszego sektora finansów wynosi ponad 7 proc., czyli około 100 mld zł. Według scenariusza rządu Donalda Tuska ma się on zmniejszyć do wymaganych przez Unię 3 procent w 2013 r.

Lekarstwem ma być spodziewany wzrost gospodarczy. Odżywająca po kryzysie gospodarka ma przynieść budżetowi wzrost dochodów, a wzmocniona kontrola wydatków sprawi, że różnica między dochodami a wydatkami zacznie maleć.

Tyle że Europa zaczęła się reformować na wyścigi. Zarówno chora finansowo Hiszpania, jak i zaledwie przeziębione Niemcy. Przez Stary Kontynent przetacza się walec drastycznych oszczędności czy niewyobrażalnych wcześniej zmian dotyczących rynku pracy. My czekamy.

Tę bierność może zmienić tylko pogarszająca się sytuacja w gospodarce. Jeśli wzrost PKB będzie mniejszy od zakładanego, Platforma albo zostanie zmuszona do radykalnych cięć, albo wyborca nie da jej szans na wielkie reformy po 2011 roku.

Wyborcy już się obawiają złych scenariuszy: według badań Pentora w ciągu roku odsetek Polaków spodziewających się poprawy sytuacji gospodarczej zmniejszył się z 40 do 37, a wzrosła grupa obawiających się pogorszenia: z 19 do 24 proc.

Jeśli złe rokowania się sprawdzą, to sytuacja wymusi na rządzie reformy. Jak nie na tym, to na kolejnym. Dopiero wtedy dobra współpraca z prezydentem będzie niezbędna.

@RY1@i02/2010/118/i02.2010.118.000.002a.001.jpg@RY2@

Wybory 2010

@RY1@i02/2010/118/i02.2010.118.000.002a.002.jpg@RY2@

Fot. Leszek Szymański/PAP

Komisje liczą głosy. W pierwszej turze lepszy Komorowski

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.