Chcą być jak Obama
To ma być ostry finisz kampanii przed pierwszą turą wyborów. Intensywnie będą działać sami kandydaci. Ale kto wie, czy więcej nie będzie zależało od ludzi dla nich pracujących.
Bronisław Komorowski do tej pory jeździł po Polsce, ale często był w Warszawie w związku z wypełnianiem funkcji prezydenta czy marszałka Sejmu. Teraz poświęci się jedynie kampanii. Wczoraj niespodziewanie stawił się w studiu TVP 1, by debatować z kandydatami pozostałych ugrupowań parlamentarnych. Choć incydentalnie dochodziło do wymiany zdań między kandydatami, nie usłyszeliśmy niczego nowego.
Od dziś obaj kandydaci wracają do maratonu. Komorowski będzie w Poznaniu i Koszalinie, a w kolejnych dniach na Pomorzu i w Małopolsce. Podobny maraton czeka Jarosława Kaczyńskiego. W poniedziałek i wtorek szef PiS będzie na Mazowszu. Potem Wielkopolska, Małopolska i Pomorze.
Ale zarówno Komorowski, jak Kaczyński spotykać się bedą tam z tysiącami osób, gra natomiast idzie o dziesiątki i setki tysięcy. Głównie o tych niezdecydowanych, którzy na wiecach się nie pojawiają. O tych zawalczą wolontariusze, którzy będą zachęcać, by ludzie w ogóle poszli zagłosować. Ich trzeba jeszcze przekonać, by poparli właśnie tego, a nie innego kandydata. Ten styl kampanii święcił triumfy w ostatnich wyborach w USA. Dzięki temu zaangażowaniu wygrał Barack Obama.
Poseł PO Michał Marcinkiewicz w sztabie marszałka Komorowskiego odpowiada za kampanię door to door. Twierdzi, że w przeciwieństwie częstych do tej pory kampanii ulotkowych, gdzie skuteczność wynosi jeden do stu, bezpośredni kontakt z wyborcą daje dziesięciokrotnie większy efekt.
To szacunki oparte na badaniach marketingowych. Ale nikt nie wie, jaka jest skuteczność tego rodzaju metod w polityce. - To zjawisko specyficzne kulturowo i ono może dawać różny wydźwięk w różnych krajach - mówi politolog prof. Radosław Markowski. Dodaje, że wpływ takich metod na kampanię może się okazać decydujący, jeśli różnice między kandydatami nie są duże. - Większość wyborców ma skrystalizowane opinie, ale jest grupa wahających się i to może być około 20 procent, z czego jakieś 12 proc. można namówić do udziału w wyborach - mówi politolog.
Poligonem doświadczalnym dla tych metod w Polsce były ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego. Tam metody takie jak door to door czy call center stosowano, bo były najtańszymi metodami dotarcia do wyborcy.
O zastosowaniu tych właśnie metod w obecnej kampanii kosztem starej "tyle masz głosów, ile rąk uściśniesz w kampanii", zdecydował krótki czas i intensywność wyborczego pojedynku. Sztaby nie są w stanie ocenić efektywności stosowanych metod. Właśnie z braku czasu. Do tego wszystkie kampanijne chwyty związane z mediami czy reklamą elektroniczną zostały ograne w trakcie poprzednich wyborczych pojedynków. W kampanii w 2005 roku były billboardy Donalda Tuska, które pozwoliły wyjść mu na prowadzenie stawki. Ale też wyborcze spoty PiS z pustą lodówką i pluszakiem, które odebrały głosy Tuskowi. Trzy lata temu PiS wypuściło szereg spotów o "walce z układem", które stały się motywem przewodnim kampanii pod hasłem "Mordo ty moja". Ale o jej wyniku ostatecznie zdecydowały debaty z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i Aleksandra Kwaśniewskiego.
W każdej z kolejnych kampanii pojawiały się nowinki internetowe. Tyle że te są dostępne w podobnym stopniu dla wszystkich kandydatów. - Każda partia musi być przedsiębiorstwem i powinna być zdolna do elastycznego reagowania na sytuację oraz wypróbowania iluś metod naraz - uważa politolog dr Rafał Chwedoruk. Duże partie szukały więc czegoś, co pomoże im jeszcze zwiększyć przewagę nad resztą stawki. Jaki będzie wynik tych akcji, dowiemy się już w najbliższą niedzielę.
@RY1@i02/2010/113/i02.2010.113.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Adam Chełstowski/Forum
Jarosław Kaczyński w wyborczym call center Prawa i Sprawiedliwości
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu