Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Murphy: Rodzina w kampanii nie decyduje o wyniku. Wyborca nie kieruje się sentymentem

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Zwykło się uważać, że tak. Ale to legenda, że my, specjaliści od marketingu politycznego, molestujemy polityków, by fotografowali się ze swoimi rodzinami. Doświadczenie uczy, że w ostatecznym rozrachunku ocieplanie wizerunku poprzez udział w kampanii rodziny nie ma decydującego znaczenia. Wyborcy nie kierują się sentymentami w takim stopniu, jak chciałyby tego tabloidy i media obrazkowe.

Media oczywiście interesują się rodzinami polityków, chcą pokazywać kandydata od innej, nieszablonowej, ludzkiej strony. Polityczni doradcy starają się kierować tutaj zdrową równowagą: jeżeli kandydat ma efektowną żonę albo ładne dzieci, pokazujemy je. Jeśli nie, trudno. Jest jeszcze jeden ważny aspekt: wprowadzanie do kampanii rodziny musi być szczegółowo przemyślane i autentyczne. Ludzie łatwo wychwytują fałsz. W obecnych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii żony polityków Samantha Cameron czy Sarah Brown odgrywają oczywiście bardzo widoczną rolę. Media ekscytują się ich sukienkami i wypowiedziami. Nie zawsze jednak tak było. Na przykład w czasie kampanii wyborczej Margaret Thatcher, przy której pracowałem, mąż pani premier sir Denis prawie się nie pojawiał.

Pani Thatcher nie chciała tego i uznaliśmy, że niezbyt pasuje to do wizerunku kandydatki. Należy jednak odróżnić dwie sprawy: Denis Thatcher nie pozował do zdjęć i nie uczestniczył w wyborczych spotkaniach, ale był blisko żony. I wszyscy wiedzieli, że jest dla niej wsparciem. Z kolei żonę bardzo świadomie wprowadził do kampanii lider Partii Pracy Neil Kinnock w wyborach 1992 roku. Było to jednak o tyle uzasadnione, że pani Glenys Kinnock sama była ważnym laburzystowskim politykiem. Podobnie było z Tonym Blairem i jego ambitną żoną Cherie.

W Wielkiej Brytanii jest cały szereg znakomitych parlamentarzystów, którzy nie założyli rodziny, są rozwiedzeni albo owdowiali. Szacunek należy im się tym bardziej, że pracują bez wsparcia ze strony najbliższej rodziny. Kogoś, komu ufasz i możesz zasięgnąć jego rady, bez kalkulowania, czy nie wykorzysta tego przeciwko tobie w politycznej rozgrywce. Być może taką rolę ma odgrywać przy nim siostrzenica. Zwłaszcza w sytuacji rodzinnej tragedii, która ich spotkała.

@RY1@i02/2010/087/i02.2010.087.000.002a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Wybitny polityk nie potrzebuje wsparcia rodziny. Mąż Angeli Merkel Joachim Sauer zawsze w cieniu

, brytyjski specjalista od marketingu politycznego, od lat pracuje dla Partii Konserwatywnej, przygotowywał kampanie wyborcze byłych premierów Margaret Thatcher i Johna Majora

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.