PiS i Kaczyński na jałowym biegu
Polska w 2020 r. to kraj, który klub światowych bogaczy wita z otwartymi rękami, a jego mieszkańcom żyje się dostatnio. Warunek: PiS u władzy, z Jarosławem Kaczyńskim jako premierem. Pomysły? Z tym już gorzej.
- Mamy plan uczciwej polityki na następne dziesięć lat i wizję gospodarczą taką, że Polska za 10 lat będzie krajem szczęśliwszym i zasobniejszym niż dziś - przekonywał delegatów w Poznaniu Jarosław Kaczyński.
Jak PiS chce to osiągnąć? Cały czas na kongresie przewijała się złota myśl, że receptą ma być powrót na szybką ścieżkę rozwoju. Jak na nią wrócić? Tego nikt nie mówił. Nawet na jedynym panelu stricte gospodarczym pojawiały się jedynie ogólniki, np. że w sprawach finansów nie powinno być skrajności. A Aleksandra Natalli-Świat przeciwstawiała budżet zrównoważony budżetowi maksymalnie zadłużonemu.
Bo właśnie tak według PiS wygląda Polska pod rządami Donalda Tuska. Prezes Kaczyński porównywał go do dziecka w supermarkecie, które do koszyka wrzuca kolejne produkty. Ale nie myśli, że za wszystkie będzie musiało zapłacić. Chwalił się sukcesami w czasach rządów PiS i na tym budował krytykę obecnego rządu. - Donald Tusk obiecywał nam Irlandię, a prowadzi nas w stronę Grecji - chorego człowieka Europy, który jest chory, bo jest bardzo zadłużony - mówił prezes PiS, ostro ganiąc rząd za zwiększanie deficytu.
Do pomysłów PiS, by walczyć z kryzysem, powiększając deficyt, Kaczyński się nie odnosił.
Wystąpienie prezesa PiS, którego kongres przy braku kontrkandydata niemal jednogłośnie wybrał na kolejną kadencję, zakończyło się gromkim "Zwyciężmy, zwyciężymy" skandowanym przez kilka minut. Ale wiary w to zwycięstwo na kongresie nie było widać. Delegaci liczyli, że Kaczyński porwie ich do walki, że wykrzyczy: "Tusk jest zły, media kłamią, a wszystko przez układ". Chcieli krwi - usłyszeli polemikę z rządem na tematy gospodarcze. W dodatku bez własnych pomysłów. - To było przemówienie do was, do mediów. Gładkie i układne - żalił się jeden z delegatów.
Ale i reakcje dziennikarzy zgromadzonych w ten weekend w Poznaniu były odmienne niż jeszcze rok temu w Krakowie, w trakcie poprzedniego kongresu PiS. Wtedy nawet nieprzychylni tej partii przyznawali, że w PiS czuć jakąś siłę. W Poznaniu tego już zabrakło.
- Fakt, iskry nie ma. Boję się, że ten kongres będzie początkiem naszego końca - zamartwiał się delegat z terenu. Ale jeden z najbliższych współpracowników prezesa wzruszał ramionami: - Nie ma atmosfery? I co z tego. W telewizji tego nie widać, a liczy się tylko przekaz, i ten jest bardzo dobry, bo pokazaliśmy nową jakość.
Kłopot PiS polega jednak na tym, że ta nowoczesność znów koncentrowała się głównie na telebimach i innych technicznych nowinkach. Szeroko reklamowano portal społecznościowy partii MyPiS.pl, wzorowany na amerykańskim pomyśle "Dołącz do nas". Tyle że portal wystartował jedynie w wersji beta i od początku w internecie stał się raczej dowodem na nieporadność PiS niż jej przebojowość.
Jeszcze rok temu w kuluarach prowadzono polityczne dyskusje, komentowano słowa prezesa, zastanawiano się, kiedy wreszcie PO straci w sondażach i PiS wróci do realnej gry. Teraz dyskutowano o wewnątrzpartyjnych podziałach i odizolowaniu prezesa Kaczyńskiego. - Przecież ja tu dla niego przyjechałem. Chciałbym mieć szansę uścisnąć mu rękę - denerwował się delegat z Małopolski.
Gorącym tematem było też przymierze z SLD w mediach publicznych. I czy ewentualna przyszła koalicja z lewicą w ogóle jest realna.
Tak naprawdę ożywienie przyszło dopiero wtedy, gdy na mównicy pojawił się Zbigniew Ziobro. Nieprzypadkowo to właśnie on zaapelował do Lecha Kaczyńskiego, by kandydował. I obiecał, że PiS będzie walczyć, by wygrał.
- Wystarczyło, że Zbigniew Ziobro mówił o wyborczym starciu, i proszę zobaczyć, jakie brawa dostał. Tego chce PiS, a nie ględzenia o gospodarce - przekonywał nas jeden z prominentnych posłów tej partii.
Nieoficjalnie politycy z Pałacu Prezydenckiego mówią, że prezydent poczeka z ogłoszeniem decyzji na wyłonienie kontrkandydata w Platformie.
Argumentują, że to przywilej urzędującego prezydenta. Dlatego nie będzie tak jak przed pięcioma laty, gdy już w marcu na specjalnej konwencji w Sali Kongresowej Lech Kaczyński ogłosił, że będzie kandydował.
Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło zastrzegał wczoraj, że tym razem decyzja także zostanie ogłoszona wiosną. Kiedy i w jaki sposób? To najpilniej strzeżona tajemnica.
Szczygło podaje dwa argumenty za zwłoką. Pierwszy, że prezydent nie zna kandydatów i dokładnego terminu wyborów. A drugi, że ogłoszenie startu to faktyczny początek kampanii wyborczej. A ta nie może być zbyt długa.
Lech Kaczyński w ubiegłym tygodniu uzależniał swoją decyzję o ponownym kandydowaniu od poparcia liczących się sił politycznych. Wczoraj specjalną uchwałą wsparł go kongres PiS w Poznaniu.
@RY1@i02/2010/046/i02.2010.046.000.005a.001.jpg@RY2@
Fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński oskarżył Tuska, że jest jak dziecko w supermarkecie. Nie odniósł się do antykryzysowych recept PiS
marcin.graczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu