Kaczyński zbierał haki i na LPR, i na PO
Nie za bardzo.
W sierpniu 2007 roku.
Wtedy, kiedy powiedziałem mu, że nie przyjmuję jego propozycji, by na nowo bez Andrzeja Leppera organizować klub Samoobrony i budować nowe zaplecze dla rządu.
Powiedział mi, że w tej sytuacji składa wniosek do prezydenta o odwołanie mnie z funkcji wicepremiera i szefa MEN. Wtedy powiedziałem mu, że spodziewałem się takiej reakcji i jego rząd nie ma większości w Sejmie.
Nic. Tak się rozstaliśmy.
No tak. Prezes Kaczyński nie zostawił mi innego wyboru. Od trzech lat wszędzie i przy każdej okazji mówię o tym, że zbierali haki. Od lipca 2007 roku powtarzałem to non stop. I jestem zdumiony, że dopiero mój wywiad sprzed kilkunastu dni spotkał się z reakcją Kaczyńskiego. Dopiero teraz zaprzeczył moim słowom. Dotychczas stanowisko PiS było takie, że oni owszem zbierali różne haki, ale by walczyć z korupcją. Tak to prezentowali.
Nie robiłem nic, bo przez te prawie trzy lata prezes Kaczyński ani razu nie zarzucił mi kłamstwa. Tym razem miał czelność publicznie nazwać mnie kłamcą. Nie mogę tego puścić płazem. Takie słowa dyskredytują mnie jako adwokata, byłego polityka i jako człowieka. Nazwanie mnie przez byłego premiera kłamcą i to w sytuacji, gdy mówię najszczerszą prawdę, jest tak oburzające, że satysfakcja w postaci przeprosin mi nie wystarcza. Domagam się ukarania prezesa Kaczyńskiego w trybie karnym. Mówiąc szczerze, w tej sprawie jest drugie dno. Otóż Kaczyński podczas zeznań przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków powtórzył swoje medialne zarzuty wobec mnie. Tym razem składał jednak zeznania pod przysięgą, to nie była wypowiedź do mediów. A to oznacza, że jego słowa mają konsekwencje karne. Liczę na to, że prawomocny wyrok sądu potwierdzający prawdę moich słów zobliguje prokuraturę do wszczęcia postępowania z urzędu i postawienia prezesowi PiS zarzutów składania fałszywych zeznań. Mam też nadzieję, że po zmianie konstytucji, czyli po wpisaniu do niej, że osoby skazane prawomocnym wyrokiem nie mogą zasiadać w parlamencie, Kaczyński nie będzie mógł kandydować do Sejmu.
Jarosław Kaczyński w wielu wywiadach potwierdzał, że taki fakt miał miejsce. Mówił, że jak tylko Andrzej Lepper wszedł do rządu, to puścił za nim służby albo że zbierał informacje na tego czy innego polityka. Mówił to publicznie. Po drugie jest mnóstwo świadków gotowych zeznawać na okoliczność haków. Sami się już publicznie zgłaszają. Kilka dni temu w wywiadzie dla Polski the Times były premier Marcinkiewicz mówił, że w PiS zbierano haki, wręcz prześcigano się w tym. Mówili o tym też Andrzej Lepper, Janusz Kaczmarek. To samo mówił prokurator Marek Wełna. Ciekawe będzie na pewno zbadanie tego, jaka była geneza połączenia śledztwa w sprawie finansów LPR i PO. Kaczmarek podczas posiedzenia komisji ds. nacisków powiedział, że takie było polecenie ministra sprawiedliwości. Biorę na siebie zadanie, jakiego nie potrafi wykonać komisja ds. nacisków. Może dlatetgo, że instrumenty, jakimi dysponuje moja kancelaria, są skuteczniejsze niż kilku posłów, którzy czasem sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli, po co siedzą w komisji.
Chodziło o zbieranie wszystkiego, co tylko można użyć przeciwko jakiemuś politykowi. Można było tego użyć medialnie albo w jakiś inny sposób. Pamiętam doskonale, jak rozsyłano do redakcji informacje o jakimś człowieku, który się zgłosił w sprawie Wojciecha Olejniczaka. Jeden z czołowych polityków PiS przychodził do mnie w tej sprawie, żebym coś publicznie na ten temat powiedział. Takich spraw było bardzo dużo. Dotychczas strategia PiS była taka, by twierdzić, że takie sprawy składały się na walkę z korupcją. Teraz idą w zaparte. A do tego ustami swojego prezesa zarzucają mi kłamstwo. Skoro tak, to poniosą tego surowe konsekwencje. Oczywiście można mnie różnie oceniać, ale przyczyną, dla której odszedłem z rządu Kaczyńskiego, była kwestia haków. To był powód mojej dymisji. Obawiałem się, że w Polsce, za chwilę nie będzie nikogo, kto mógłby czuć się bezpiecznie, kto nie zostałby zahaczony. Jarosław Kaczyński mógł osiągnąć bezwzględną władzę, zachowując jedynie pozory demokracji. Mówiłem o tym wiele razy, a teraz zarzucają mi, że wszystko sobie wymyśliłem. To proszę bardzo, niech pan Kaczyński publicznie powie, czy były prokurator Marek Wełna kłamie, mówiąc, że były polecenia, by zbierać informacje o politykach opozycji.
Byli wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób mogli zagrozić Kaczyńskiemu. Byłem ja, byli Lepper, Tusk, Schetyna. Była cała czołówka ówczesnej opozycji. Ale też były pewnie osoby z kręgu PiS, jak na przykład Kazimierz Marcinkiewicz.
Jestem adwokatem i nigdy nie mówię swoim klientom, że jestem pewny zwycięstwa. Natomiast jestem pewny, że mówię prawdę. W związku z tym mogę przypuszczać, że Jarosław Kaczyński znajdzie się w bardzo trudnym położeniu. Szczerze mówiąc, liczę na to. I publiczne złapanie go na zniesławianiu ludzi, a następne publiczne złapanie go na składaniu fałszywych zeznań przed sejmową komisją zakończy jego karierę polityczną. Mam nadzieję, że stanie się tak na zawsze.
W tej chwili nie jestem w polityce. Nie odżegnuję się jednak od tego, że kiedyś do niej wrócę. Kiedy to się stanie, to trudno dziś powiedzieć.
Dobrze się mam, więc proszę mnie do grobu nie składać. A poza tym ja nic nowego nie powiedziałem. Gdyby nie wywiad Kaczyńskiego dla Newsweeka, to nie byłoby żadnego echa moich słów. Mówiłem to już tyle razy i nikt się tym specjalnie nie interesował. Dlaczego teraz szef PiS przejął się moją wypowiedzią? Z prostego powodu: pojawiło się to w kontekście haków na Sikorskiego. A prawda jest taka, że Sikorski został zdymisjonowany, bo sprzeciwiał się praktykom Macierewicza. I dzisiaj czarnym snem Kaczyńskiego jest prezydent Sikorski.
@RY1@i02/2010/044/i02.2010.044.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. Igor Morye
Roman Giertych, wicepremier i minister edukacji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego
, wicepremier i minister edukacji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu