Może da się zmusić partie do myślenia
Ustawowe powołanie w Polsce fundacji partyjnych to w pierwszej kolejności pomysł na umocnienie przewagi obecnych partii.
Zgodnie z inicjatywą Grzegorza Schetyny państwo ma nadać PO, PiS, SLD i PSL przywilej władztwa nad fundacjami prowadzącymi za publiczne pieniądze prace na ich rzecz. Jeśli idea ta faktycznie wcieli się w prawo, cztery partie w jeszcze większym niż do tej pory stopniu staną się instytucjami państwowymi. Ba, w zasadzie trudno będzie powiedzieć, czym jeszcze będą się różnić od ministerstw albo urzędów.
Politycy nie ukrywają zresztą swoich intencji. Jakiś czas temu Rafał Grupiński, mający tworzyć platformowy Instytut Obywatelski, dowodził, iż takie byty najlepiej zapewniają partii długowieczność. Grupiński ma rację. Partie polityczne są najbardziej ustabilizowane i niezmienne w kręgu niemieckiej kultury politycznej, czyli w krajach, gdzie obudowano je siecią partyjno-państwowych fundacji i akademii politycznych. Historycznym źródłem tych instytucji były powojenne obawy przed faszystowskimi skłonnościami Niemców czy Austriaków. Partie w tych krajach de facto upaństwowiono, aby - niezależnie od swoich zwykłych funkcji - mogły stać się także państwowymi agendami do przerabiania umysłów obywateli na demokratyczne i liberalne. Skutkiem ubocznym tej operacji okazała się długotrwała dominacja uprzywilejowanych ugrupowań, która skrajną postać przybrała w Austrii, gdzie na "czarne" i "czerwone" - czyli należące albo do ludowców, albo do socjalistów - podzielono banki, ubezpieczalnie, fundusze socjalne i państwowe koncerny. Dopiero po dziesięcioleciach nacjonaliści Haidera zrobili wyłom w tym systemie.
To oczywiste, że również cztery polskie partie mają interes w zapewnieniu sobie takiego przywileju. Ale przywilej ów może nieść za sobą także publiczne pożytki. Życie umysłowe w polskich partiach zostało uśmiercone przez przywódców, nim jeszcze zdołało się na dobre narodzić. A partyjnymi kadrami coraz widoczniej rządzi reguła negatywnej selekcji, którą przed laty błędnie uważaliśmy za specyficzną dla komunistycznego systemu nomenklatury. Modelem menedżera na służbie partii jest dziś Rosół, zaś partyjnego intelektualisty - Palikot. I w żadnym razie nie należy przypuszczać, że partie dobrowolnie powołają do życia instytucje zdolne do rzetelnego kształcenia kadr. Ileż to kłopotów miałby dzisiaj premier, gdyby jacyś proplatformowi jajogłowi tworzyli nowatorskie projekty naprawy państwa? Albo lider opozycji, gdyby się przed wyborami okazało, że musi coś zrobić z perfekcyjnie wyszkoloną grupą potencjalnych kandydatów do parlamentu?
Paradoks sytuacji tkwi w tym, że z jednej strony liderzy partyjni wiedzą, iż związane z partią instytucje intelektualno-szkoleniowe, finansowane na dodatek ze środków publicznych, służyłyby sile i stabilności ich ugrupowań. Ale zarazem obawiają się wszelkich form autonomicznego wobec nich samych - a zwłaszcza wewnętrznego autorytetu partyjnego. Instytut Obywatelski PO jest dobrym przykładem uwikłania w taką sprzeczność. Wiadomo o nim tyle, że powstał uroczyście ponad rok temu, i od tamtego czasu na stronie internetowej partii można znaleźć jedną informację: że jakaś tam pani jest adresem mejlowym Instytutu. Jeśli inicjatywa Grzegorza Schetyny, konsultowana właśnie z szefami klubów PSL, SLD i PiS, ma jakiś publiczny sens - to z tego właśnie jedynego powodu. Skoro niestety - od czasu słynnej ustawy Dorna - wydaliśmy już koło miliarda złotych na finansowanie najpierw Millera, a potem Tuska i Kaczyńskiego, to należy się za to nam - obywatelom - przynajmniej jedno. Aby jak największa część tych pieniędzy wydawana była przez takie instytucje partyjne, które pod rygorami ustawowymi zagwarantują standardy jakości ludzi i prowadzonych prac. A w konsekwencji - elementarny publiczny pożytek.
@RY1@i02/2010/039/i02.2010.039.000.013b.001.jpg@RY2@
Jan Rokita
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu