Komisja z Sienkiewicza
Wreszcie przed komisją śledczą stanął ważny świadek. Jego linię obrony śledczym udało się łatwo obalić. Przełom? Nie, bo nic z tego nie wynika. Przecież celem komisji nie jest udowadnianie, że Marcin Rosół przekraczał swoje kompetencje szefa gabinetu politycznego ministra. Nie o takie łamanie prawa chodziło. A dowodu, że za krokami Rosoła mógł stać Mirosław Drzewiecki czy ktokolwiek inny, nie ma.
Ale PiS wciąż liczy, że coś jednak się znajdzie. Jeśli nie w stenogramach, to w billingach. Albo przynajmniej w wykazie komórkowych BTS-ów. SLD ma podobne marzenia. W dodatku na pracy hazardowej komisji najwięcej zyskuje, bo Bartosz Arłukowicz to jej prawdziwa gwiazda. I komisja dostaje właśnie dodatkowy czas. Kilka tygodni nadziei. Jednych - że coś znajdą. Drugich - że w końcu sama opinia publiczna zażąda zamknięcia obrad komisji. Bo dzisiaj Platforma nie może sobie na to pozwolić. Choć dowodów nie ma, przeczucie, że coś było nie tak, jest dość powszechne.
W końcu w aferze Rywina też żadnemu z polityków niczego nie udowodniono. A mimo to tamta komisja śledcza była sukcesem opozycji. Dla Platformy to przestroga. Dla PiS i SLD - nadzieja. To dzięki temu komisja musi trwać. Jak u Sienkiewicza - złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Kto pierwszy puści, ten przegra.
@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.000.002b.001.jpg@RY2@
Mikołaj Wójcik
Mikołaj Wójcik
mikolaj.wojcik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu