Tusk wykorzystuje Cimoszewicza
Fakty są jednoznaczne: Włodzimierz Cimoszewicz to polityk lewicy. Był naszym premierem, ministrem spraw zagranicznych w rządzie Leszka Millera, był też marszałkiem Sejmu. To on po przemianach 1989 r. tworzył w parlamencie pierwszy klub lewicowy. Być może niektóre jego wypowiedzi, czy zachowania mogą być dla obserwatorów niezrozumiałe. Ba, często są niezrozumiałe też dla nas. Ale to nie uprawnia do stwierdzenia, że jego życiorys rozszedł się z życiorysem partii.
To pytanie do Cimoszewicza. Ja mogę się tylko dziwić, że współpracuje z ludźmi, którzy pośrednio, niedawno, w tak nieuczciwy i bolesny sposób sfaulowali go. Co więcej, jestem przekonany, że Platforma w sposób niezwykle cyniczny próbuje dziś grać Cimoszewiczem. A on na to idzie.
To nie jest uczciwa gra.
Gołym okiem widać, że to gra pod wybory prezydenckie. Platforma, która stoi w opozycji do postulatów lewicy i która rękami swoich polityków wyeliminowała kandydaturę Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005 r., dzisiaj zwraca się do niego z propozycją współpracy. No chyba że chodzi o coś innego, a mianowicie krótką ławkę kadrową premiera. I niebawem naszych byłych ministrów i premierów PO będzie zapraszać do rządu.
To źle postawione pytanie. Nie sądzę, by Włodzimierz Cimoszewicz nie chciał z nami współpracować. Gdy ktoś go prosi o spotkanie, to zawsze znajdzie czas. Wiem, że jeśli ktoś zwróci się do niego o pomoc, to ją otrzyma. Ale trzeba pytać Cimoszewicza, dlaczego pomaga rządowi, wobec którego sam bywa krytyczny.
Każdy ma prawo do oceny.
Wszystko może się zdarzyć.
SLD gra o całą pulę. Nie mam zamiaru bawić się w dzielenie skóry na niedźwiedziu. Wystarczy już tych wirtualnych koalicji. Jeden PO-PiS... śmiechu wystarczy. Nikt nie wie, jak będzie wyglądał Sejm po nowym rozdaniu. Są możliwe różne scenariusze. Tego, o którym pani mówi, też nie wykluczam.
Byłoby to arcyciężkie.
Pytanie, na ile Platforma będzie w stanie złagodzić swoje postawy. Nie chcę jednak szczegółowo wypowiadać się na ten temat. Nie wiemy, jakie partie i z jakim poparciem wejdą do Sejmu. To wszystko przed nami. Powtórzę: nie wykluczam żadnego scenariusza. SLD jest formacją odpowiedzialną. Rządziliśmy dwa razy, wiemy, co się dzieje, gdy rząd nie ma większości. I wiemy też, jak wygląda sytuacja, gdy opozycja blokuje ważne dla kraju reformy. Jeżeli więc siła polityczna, która wygra wybory, poprosi nas o pomoc, a jednocześnie zaakceptuje najważniejsze z naszego punktu widzenia postulaty, to pomożemy!
Moja wyobraźnia nie sięga tak daleko. A mówiąc serio - to scenariusz hipotetyczny.
Trudny do wyobrażenia.
Nic mi na ten temat nie wiadomo.
My z PiS? W mediach publicznych?
Nie słyszałem, by politycy PiS i SLD zajmowali jakieś ważne stanowiska na Woronicza.
Podjęliśmy trudną decyzję ratowania mediów publicznych. Gdyby nie to, dziś najprawdopodobniej już by ich nie było. Dlatego podtrzymaliśmy prezydenckie weto do ustawy medialnej. Jeśli zaś w efekcie tego ruchu w mediach publicznych zaczęli się pojawiać dziennikarze czy osoby o poglądach i lewicowej wrażliwości, to mogę się tylko z tego cieszyć. Ich brak w debacie publicznej był skandalem. Przypominam też, że do tej pory, zwłaszcza za prezesury Piotra Farfała w TVP, każdy dziennikarz, który miał miano bliskiego lewicy, tracił pracę. A przecież media publiczne muszą prezentować całą paletę poglądów.
Nie widziałem. Byłem akurat w podróży. Ale widziałem fragmenty, wiele też na jego temat słyszałem. Powiem tak: to był materiał niezwykle tendencyjny, nieuczciwy. Został zlecony jeszcze za czasów Farfała. Dziwię się, że został teraz wyemitowany. Ktoś, kto o tym zdecydował, powinien ponieść konsekwencje.
Wyemitował to pierwszy program TVP.
SLD niczym nie rządzi. Władzę w telewizji mają zarząd i rada nadzorcza.
Nic się nam czkawką nie odbija.
Dobrze to pani określiła - to faktycznie są ploteczki.
Zasady finansowania kampanii wyborczej są jasno określone. Zgodnie z nimi kandydat sam musi zebrać środki.
Decyzja w tej sprawie została już podjęta.
Absolutnie nie.
To też ploteczka. Bo to Bartosz Arłukowicz od dłuższego czasu zabiegał o to u mnie i lokalnych działaczy SLD.
Bardzo mi się podoba.
Bardzo dobrym.
Głęboko w to wierzę. Ale po tym, jaki styl zaprezentował przewodniczący Mirosław Sekuła z PO, mam wątpliwości. Widać też niechęć ze strony organów państwa do udostępniania komisji materiałów. Ale jestem przekonany, że Bartek ma szansę dojść do prawdy.
Wiemy już, że czołowi politycy PO spełniali zachcianki skazanego za korupcję biznesmena.
Nie zareagowali, kiedy "Rysio" państwowych urzędników wyzywał od "czereśniaków". Wiemy, że spotykali się na cmentarzach i rozmawiali językiem rodem spod budki z piwem. To estetyka. Ważna. Bo politycy PO razem z PiS chcieli nam niedawno zafundować rewolucję moralną. Jedna skończyła się w pokoju Renaty Beger. Druga na stacji benzynowej. Wiemy też, że doszło do przecieku. Widać to po reakcji głównych aktorów afery. Po wizycie Mariusza Kamińskiego u premiera zmieniły się relacje między podsłuchiwanymi osobami. Nie wierzę, że politycy PO bezinteresownie byli zaangażowani w zmianę ustawy hazardowej. Już raz pan Sobiesiak finansował kampanię Platformy. Pojawiają się kuluarowe plotki, że to dlatego PO chciała zlikwidowania finansowania partii z budżetu państwa, bo ma bogatych sponsorów, którym różne rzeczy może pozałatwiać.
Wiadomo, że wpłacił pieniądze na kampanię lokalnego działacza sportowego. I tak się składa, że ten działacz jest z PO. Pan Sobiesiak jest przyjazny tylko jednej formacji politycznej. Takie są fakty.
Bo to musiało być wpisane.
Niczego nie sugeruję. Stwierdzam fakty. Wiadomo, że utrzymanie partii kosztuje. Jeśli nie byłoby finansowania z budżetu, to skąd brać pieniądze? Ostrzegaliśmy, że likwidacja państwowych dotacji grozi nielegalnym pozyskiwaniem pieniędzy.
Jeżeli rzetelnie zostaną ustalone wnioski, to że najważniejsi politycy mogą mieć problem. To afera PO. A mamy w pamięci proces poszlakowy, który skończył się wyrokami dla polityków SLD. Nie było dowodów. Tu jest podobnie. Przychodzi Kamiński do Tuska. Premier zachowuje się niestandardowo, rozmawia z kolegami z klubu. Wiemy, że zachowanie ministra Drzewieckiego, Sobiesiaka i Chlebowskiego i innych osób się zmieniło.
Nie, stawiam jedynie pytania. Dlaczego wtedy było tak, a teraz jest inaczej? Dlaczego niedawno prokuratura tak szybko zajęła się dziennikarzami Radia ZET i TVN 24 i postawiła im zarzuty ujawniania tajemnicy państwowej? A dlaczego w tym przypadku, gdy pojawiło się podejrzenie, że doszło do przecieku, organy ścigania działają tak wolno?
@RY1@i02/2010/033/i02.2010.033.000.0014.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Grzędziński
Grzegorz Napieralski, jest przewodniczącym SLD
jest przewodniczącym SLD
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu