Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Rząd nie radzi sobie z odzyskiwaniem dzieł

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Sygnatariusze Gdańskiej Karty Ochrony Dziedzictwa apelują do premiera Donalda Tuska, by rozpoczął działania na rzecz powstania polsko-niemieckiej fundacji, która zajęłaby się restytucją zagrabionych przez hitlerowców dzieł sztuki.

W ocenie historyków sztuki lub zabytkoznawców  rewindykacja prowadzona przez MSZ czy resort kultury nie przynosi zakładanych efektów.

- Można powiedzieć, że działania tych ministerstw ograniczają się do pośrednictwa przy transakcjach pomiędzy domami aukcyjnymi a przedwojennymi właścicielami - twierdzi Mirosław Zeidler, były doradca marszałka Senatu ds. rewindykacji. Przypomina, że wartość zagrabionych przez hitlerowców dzieł sztuki, archiwów czy bibliotek szacuje się na przeszło 50 mld zł. - To jest temat, który Donald Tusk powinien poruszyć z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie, która działa na rzecz ofiar prześladowań nazistowskich, okazała się  sukcesem. Dlaczego zatem nie powołać podobnej instytucji, która będzie działać na rzecz odzyskania zrabowanych dzieł sztuki? - zastanawia się prof. Juliusz Chrościcki, przewodniczący narodowego komitetu historii sztuki PAN.

Brak uzgodnień na szczeblu międzypaństwowym oraz nieskoordynowane działania MSZ prowadzą do sytuacji absurdalnych. Kilka miesięcy temu niemiecki dom aukcyjny wystawił na sprzedaż sztandar Związku Legionistów Polskich. Proporzec został zrabowany we wrześniu 1939 r. przez przyboczną gwardię Adolfa Hitlera. Do akcji wkroczyło MSZ. Po kilku miesiącach negocjacji udało się sztandar odzyskać. Ale nie za darmo. Kosztowało to podatników 12,5 tys. euro. Na tym historia się jednak nie skończyła. Bo sztandar nie trafił do Związku Legionistów Polskich, ale w depozyt Muzeum Wojska Polskiego. MSZ zażądał bowiem od związku zwrotu kosztów, jakie poniósł. Chodzi jednak o sumę, jaką ZLP nie dysponuje. Komendant naczelny ZLP kapitan Krystian A. Waksmundzki nazywa działania ministerstwa "brakiem taktu, kompetencji, kultury politycznej oraz szacunku dla historii i tradycji". W odpowiedzi Waksmundzkiemu wiceminister Andrzej Kremer napisał, że taką procedurę przewiduje po prostu prawo.

O bezradności polskich urzędników świadczą też inne przykłady. Półtora roku temu Dziennik napisał, że MSZ za 6 tys. dol. kupiło na aukcji internetowej Order Orła Białego, który okazał się kopią. Po ostrej krytyce resort przyznał się do błędu. Stwierdził  jednak, że kopia należała do kompozytora i dyplomaty Ignacego Paderewskiego. Historycy ocenili, że nie ma na to dowodów, a cena i tak była mocno zawyżona.

- To są przypadki noszące cechy skandalu - ocenia Zeidler. Przypomina też, że resort kultury musiał płacić za odzyskanie poczty powstańczej. - Od kilkunastu lat dalsze trwanie polskiego dziedzictwa kultury jest w stanie permanentnego zagrożenia. Wiele wskazuje na to, że ministerialni urzędnicy nie radzą sobie z tymi kwestiami - dodaje. Zeidler sugeruje, by kompetencje dotyczące dziedzictwa kultury przekazać ze szczebla centralnego w ręce samorządów oraz organizacji pozarządowych. - To daje większe gwarancje, że tym sprawom przyglądano by się z większą uwagą. Oczywiście działania ekspertów i historyków powinny mieć wsparcie rządu - podpowiada Zeidler.

@RY1@i02/2010/029/i02.2010.029.000.005a.001.jpg@RY2@

Fot. Mat. prasowe

Przedwojenny sztandar Związku Legionistów Polskich zrabowany przez hitlerowców w 1939 r. odnalazł się rok temu na niemieckiej aukcji. Proporzec odzyskało MSZ

Artur Grabek

artur.grabek@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.