Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Widzę SLD w koalicji z PO

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W nowym Sejmie prędzej my wejdziemy do rządu z Platformą niż PiS. Taka koalicja jest nawet konieczna. Nie sądzę, by PO dostała ponad połowę mandatów. A w sondażach PSL jest często pod wyborczą kreską - przekonuje Leszek Miller

Nie, nie dziwi mnie. Rozumiem Waldemara Pawlaka. Co chwila dowiaduje się o kolejnych inicjatywach premiera, które sprawiają wrażenie, że są propozycjami całego rządu, a tak naprawdę nie są konsultowane z PSL i nie ma na nie zgody koalicjanta. Irytacja Pawlaka jest zrozumiała.

Takie są sygnały. Zarówno jeśli chodzi o propozycje dotyczące zmian konstytucji, jak i program konsolidacji finansów. Przecież nie były one rozpatrywane przez Radę Ministrów. Co więcej, jeśli chodzi o ostatni pomysł Tuska, miał on wyłącznie kontrasygnatę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To nie była propozycja całego rządu ani koalicji PO - PSL. To autorska propozycja premiera. Pawlak ma całkowitą rację, że protestował przeciwko mówieniu o tej inicjatywie, że jest ona rządową.

Myślę, że Tusk jest przekonany, że przewaga Platformy w stosunku do PSL jest miażdżąca. A skoro tak, to może sobie pozwolić na pewną arogancję. To po pierwsze. A po drugie Tusk wie, że koalicja nie zostanie zerwana. Nie chce tego ani PO, ani PSL. W ich interesie jest, by koalicja trwała.

Zapewne tak jest, jak mówi Pawlak. Takie rzeczy oczywiście mogą się zdarzać. Ale nic z tego nie wynika. Bo zarówno Tusk, jak i Pawlak mają w pamięci świeży jeszcze - bo zaledwie sprzed kilku lat - epizod koalicji SLD, UP i PSL. Wtedy ja byłem tym premierem, który doprowadził do zerwania koalicji z ludowcami. Dla mojego rządu nie skończyło się to dobrze. Jestem przekonany, że Donald Tusk nie zaryzykuje czegoś podobnego. Będzie tolerował różne zachowania swojego partnera. A Pawlak zdaje sobie z tego sprawę.

Problem narastał od kilku miesięcy. Wtedy w PSL była grupa polityków, która od początku nie chciała koalicji z SLD. A ponieważ naszym strategicznym celem było zakończenie negocjacji z UE i doprowadzenie do wejścia do unijnych struktur, a ta grupa była eurosceptyczna, to problem stawał się coraz poważniejszy. Na to nałożyły się praktyki, na które nie mogło być naszej zgody. Chodzi o odrzucanie propozycji rządowych. Ministrowie PSL podczas posiedzeń Rady Ministrów głosowali za projektami ustaw, a kiedy trafiały one do Sejmu, to posłowie PSL głosowali przeciwko. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było głosowanie nad ustawą wprowadzającą winiety. Projekt wnosił wicepremier Marek Pol. A po tym, jak PSL głosowało przeciwko projektowi własnego rządu, nie dało się powstrzymać destrukcji. Dlatego podjąłem decyzję o zerwaniu koalicji z ludowcami.

Myślę, że premier nawet przez chwilę nie myśli poważnie o reformie KRUS. Bo doskonale wie, że dla tego celu nie pozyska przychylności Pawlaka i nie uda mu się przeprowadzić zmian.

Tak. Przecież wiadomo, że tu nie chodzi o głęboką reformę KRUS, tylko o zmiany kosmetyczne, które dla budżetu państwa nie mają większego znaczenia.

To, jak będzie wyglądała sytuacja w nowym Sejmie, zależy od tego, kto w nim się znajdzie. Niektóre sondaże pokazują, że w przyszłym Sejmie nie będzie PSL, bo nie uda im się przekroczyć pięcioprocentowego progu wyborczego. Jeżeli tak się stanie i do Sejmu wejdą tylko trzy partie, czyli PO, PiS i SLD, wtedy jedyną sensowną koalicją będzie koalicja PO i SLD.

Widziałbym w niej SLD.

No tak. Mówię o tym we własnym imieniu, bo ta sprawa nigdy nie była rozważana przez SLD. Ale myślę, że o ile Sojusz może traktować Platformę jako zwykłego konkurenta w walce o władzę, to jeśli chodzi o PiS, nie jest to zwykły konkurent, ale wróg. To opozycja antysystemowa, która nie uznaje III Rzeczypospolitej. Zatem z punktu widzenia SLD, gdyby trzeba było dołożyć głosów do stworzenia większościowej koalicji, partnerem może być tylko PO. Taka koalicja byłaby nie tylko możliwa, ale też konieczna. Nie sądzę bowiem, by PO dostała ponad 50 proc. mandatów w Sejmie, dzięki czemu mogłaby rządzić samodzielnie. A jest oczywiste, że nie zacznie od rządu mniejszościowego.

Myślę, że bardziej realna jest koalicja PO - SLD niż PO - PiS. Oczywiście cały czas mówimy o sytuacji, w jakiej tylko trzy partie wchodzą do Sejmu.

Nie umiem powiedzieć, co powinien zrobić SLD, gdyby doszło do takiej sytuacji, o jakiej pani mówi. Tutaj stawiam znak zapytania.

To mogłoby być jakieś publiczne upokorzenie, którego Pawlak i jego Stronnictwo nie mogliby znieść. Coś takiego, czego nie udałoby im się wytłumaczyć ich elektoratowi. Sądzę jednak, że Donald Tusk prędzej odetnie sobie język lub rękę, niż doprowadzi do takiego ciężkiego upokorzenia publicznego.

Sądzę, że to nic groźnego. Będzie takie strojenie min, będą pozy, czasem padną ostre słowa, ale jestem przekonany, że obie strony są zainteresowane tym, by koalicja trwała. Ważny jest ten mój przypadek. Wiadomo, że zerwanie koalicji niczego dobrego nie oznacza i źle się kończy.

Ale w obecnej sytuacji to żadne rozwiązanie. Jest bardzo agresywna opozycja PiS-owska, trochę bardziej cywilizowana opozycja SLD-owska i tworzenie dodatkowego wroga z PSL do niczego dobrego nie prowadzi.

Rząd mniejszościowy związuje ręce. Nie można przyjąć żadnej ustawy. To skazanie się na nieustający handel, dawanie różnych koncesji poszczególnym posłom. Jeżeli chce się poważnie myśleć o rządzeniu, a nie tylko o administrowaniu, to trzeba mieć większość parlamentarną.

Zawsze są targi. Ale nie jest prawdą, że to domena PSL. Targowanie się o stanowiska jest cechą każdej koalicji.

Ta decyzja oznacza, że premier chce rządzić także w następnej kadencji Sejmu. Dla ludowców to znak, że Tusk zakłada wygraną PO w kolejnych wyborach, więc nie warto iść na krwawą wojnę. To może PSL trochę dyscyplinować. Ale podkreślam: trochę.

Nie ulega wątpliwości, że premierem byłby polityk PO. Tylko raz się zdarzyło, że większe ugrupowanie oddało tekę premiera mniejszemu koalicjantowi. To było w 1993 r. Wtedy Pawlak został premierem dlatego, że ówczesny prezydent Wałęsa nie chciał się zgodzić na premiera Kwaśniewskiego. Zrobił to na własną zgubę, bo gdyby wtedy Kwaśniewski został szefem rządu, to nie wiadomo, czy później startowałby na urząd prezydenta.

@RY1@i02/2010/029/i02.2010.029.000.0012.001.jpg@RY2@

Fot. Marcin Kaliński

Leszek Miller, były premier, polityk SLD

, były premier, polityk SLD

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.