Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Brudziński: pod telewizyjnym matriksem kryje się straszny świat

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Ci wszyscy, którzy twierdzą, że to środowisko polityczne skupione wokół Jarosława Kaczyńskiego Zbigniew Chlebowski spotykał się na cmentarzu z Ryszardem Sobiesiakiem albo że za pogonieniem z rządu Donalda Tuska Grzegorza Schetyny, Sławomira Nowaka czy Rafała Grupińskiego stoi Prawo i Sprawiedliwość, rozjeżdżają się z faktami.

Jacy śledczy, takie wnioski. Zarówno panowie Neumann, Urbaniak, jak i największa gwiazda tej komisji, czyli jej przewodniczący Mirosław Sekuła, są chodzącymi dowodami na to, kto nie powinien zasiadać w komisjach śledczych, bo je kompromituje.

Oczywiście, że tak. Proszę zwrócić uwagę na jeden fakt: ci wszyscy, którzy na potrzeby przykrycia afery Donalda Tuska próbowali szargać dobre imię Przemysława Gosiewskiego, nagle dziwnie zamilkli. Stało się tak, bo Przemysław Gosiewski wytoczył kilkanaście procesów tym wszystkim, którzy twierdzili, że w jakiś bezprawny czy niegodny sposób lobbował czy interweniował. W momencie kiedy zaczyna się sprawa odpowiedzialności karnej, te języki są jakoś bardziej powściągliwe. I zapewniam, że nie mamy żadnych obaw co do przesłuchania Przemysława Gosiewskiego. W czasie kiedy on zajmował się tą sprawą - mówił o tym podczas przesłuchania prezes Jarosław Kaczyński - chodziło tak na naprawdę o to, by pozyskać pieniądze na budowę obiektów sportowych i by beneficjentem hazardu nie byli biznesmeni, tylko Skarb Państwa. Różnica polega na tym, że na działaniach PO skorzystaliby biznesmeni branży hazardowej, a za naszych czasów - Skarb Państwa. Oczywiście toczył się spór między wicepremier i minister finansów Zytą Gilowską a resortem skarbu o to, z jakich środków powinny być budowane ośrodki sportowe: czy z pieniędzy Totalizatora Sportowego, czy też z budżetu państwa. Ale w obu przypadkach chodziło o zabezpieczenie interesów Skarbu Państwa.

I co z tego? Ta ustawa została przyjęta tylko po to, by przykryć aferę hazardową. To po pierwsze. A po drugie tempo prac nad tą ustawą wprawiło w zdumienie wielu i z tego powodu mogą być za chwilę poważne kłopoty, jeśli zostanie ona zaskarżona. A poza tym tak naprawdę ta ustawa nie jest owocem ani troski o finanse publiczne, ani o młodych ludzi, którzy uzależnili się od jednorękich bandytów. Tu mamy do czynienia z jedną z klasycznych sytuacji, do jakich przyzwyczaiła nas PO. Jak Donald Tusk potrzebował przykryć jakąś aferę, to zapowiedział, że będzie kastrował pedofilów, jak pojawiają się problemy w koalicji, to pojawia się kolejna wersja zmian w konstytucji. Obecnie rządzący są mistrzami świata w zamydlaniu, zamulaniu i wywoływaniu zastępczych tematów, które mają przykryć bieżące problemy. I tyle, jeśli chodzi o tę restrykcyjną ustawę antyhazardową.

Jeżeli czas pracy tej komisji nie zostanie wydłużony i jeżeli śledczy, mam na myśli przede wszystkich posłów opozycji, nie dostaną wszystkich dokumentów, o które od miesięcy proszą, to prace komisji skończą się wielką kompromitacją. Ale jeżeli prokuratura rzetelnie podejdzie do działań, które prowadzi, i o ile pęknie ta zmowa milczenia, która już zaczyna kruszeć, to konkluzje z prac komisji mogą być bardzo ciekawe. Mogą okazać się bardzo kłopotliwe i bolesne dla głównych bohaterów tej afery, mam na myśli również Donalda Tuska.

Powiem krótko: koń, jaki jest, każdy widzi. Jest oczywistym, że miał miejsce przeciek z kancelarii premiera. To można wywnioskować z ostatniego etapu prac komisji śledczej. Poseł Bartosz Arłukowicz nazwał go aksamitnym przeciekiem. Ale czy on był aksamitny, czy też jedwabny - przeciek pozostaje przeciekiem. Po spotkaniu premiera ze Schetyną i z Drzewieckim Chlebowski zaczyna dość nerwowo tłumaczyć się ze swojego zainteresowania ustawą hazardową. Wiemy to z notatki wiceministra finansów Jacka Kapicy. To po pierwsze. A po drugie szef gabinetu politycznego Drzewieckiego Marcin Rosół spotkał się z córką Ryszarda Sobiesiaka w restauracji Pędzący Królik i po tym spotkaniu Sobiesiak mówi w rozmowie telefonicznej, że chodzi za nim jakieś KGB. Jest oczywistym, że przeciek miał miejsce.

Największy wpływ na poparcie dla PO będzie miała sytuacja materialna zwykłego Polaka. Mogę powiedzieć tylko tyle, że coraz większą irytację wzbudzają zadowolone miny premiera i ministra Rostowskiego, którzy na tle zielonej Polski ogłaszają kolejne swoje sukcesy. Zestawiając to z codziennymi kłopotami przeciętnej polskiej rodziny, budzi to zażenowanie. Stoczniowców ze Szczecina, jak słyszą o impecie prywatyzacyjnym, trafia szlag. Zostali pozbawieni miejsc pracy, środków do życia, a tu słyszą, że sytuacja jest znakomita. Jeśli odrzuci się ten telewizyjny matrix, ten świat kreowany przez doradców wizerunkowych premiera Donalda Tuska, to rzeczywistość jest dość przerażająca. Grzech zaniechania obciąża ten rząd. Przeciętna rodzina odczuwa bardzo boleśnie wzrost cen artykułów spożywczych, energii elektrycznej i gazu. To bardziej przemawia do ludzi niż kolejna afera przykrywana jakimiś zabiegami wizerunkowymi.

Żaden polityk nie powinien bagatelizować sondaży. Ale wiem jedno: ta sondażowa otulina wokół Platformy Obywatelskiej może stwarzać takie wrażenie, że wszystko jest w porządku, ale to tylko złuda. Z racji swoich partyjnych obowiązków dużo jeżdżę po kraju i spotykam się z ludźmi, którzy niekoniecznie są naszymi sympatykami czy zwolennikami. Ile epitetów pada pod adresem obecnie rządzących.

Oczywiście sondaże są ważne, ale najważniejsze jest to, co ludzie postanowią w dniu wyborów. Ale nawet z tych badań wynika, że kilkadziesiąt procent wyborców nie wie dziś, na kogo zagłosuje, i ostateczną decyzję podejmie albo dwa tygodnie przed wyborami, albo w dniu wyborów. To jest też pytanie o to, dlaczego tak tchórzliwie zrejterował z wyborów prezydenckich Donald Tusk. Zdawał sobie sprawę, że druga tak spektakularna porażka oznaczałaby jego śmierć polityczną.

Owszem, sondaże publikowane w mediach pokazywały, że w cuglach wygrałby te wybory. To dlaczego zrejterował? Według mnie odpowiedź jest prosta: bo doskonale wiedział, że istnieje ryzyko porażki. Miał pogłębione badania niepublikowane, którymi my również dysponujemy. Wynika z nich, że przewaga PO wcale nie jest taka jednoznaczna.

Przecież kosmici tych badań nie robią. Wystarczy jak redakcje zamówią pogłębione sondaże, w których będzie zastosowana inna metodologia i będą badane różne grupy wyborców.

Były one przeprowadzane jeszcze wtedy, gdy Tusk był głównym rywalem. Oczywiście Tusk był pierwszy, ale różnica między nim a Lechem Kaczyńskim była niewielka. A poza tym pozostaje ta olbrzymia grupa osób niezdecydowanych. Pytanie, któremu z kandydatów uda się tych wyborców do siebie przekonać.

Mogę powiedzieć zupełnie szczerze, że jestem bardzo zbudowany tym, co widzę. Przygotowujemy się do kongresu, który odbędzie się w marcu. Co tydzień wspólnie z prezesem Jarosławem Kaczyńskim jestem w innej części kraju. Wczoraj byliśmy w Opolu i Częstochowie, za tydzień będziemy na Lubelszczyźnie. Byliśmy prawie we wszystkich województwach. Po tym, co widzimy, mogę powiedzieć, że nastroje są bardzo dobre. Czuć, że w terenie partia łapie wiatr w żagle. To, co charakterystyczne, to stosunek starostów, prezydentów i samorządowców, którzy cztery lata temu uzyskali mandaty, ale nie z naszej rekomendacji. Jeszcze rok, półtora roku temu bardzo rzadko przychodzili na takie spotkania, bo bali się restrykcji ze strony władz PO. Dziś ta sytuacja się zmienia, ludzie przestają bać się Platformy. Zresztą to bardzo symptomatyczne: są dwa wizerunki tej partii. Jeden taki uładzony, telewizyjny, z uśmiechniętym premierem, który mówi o miłości i zaufaniu. A ta druga twarz PO to taki powiatowy towarzysz Szmaciak z najgorszych czasów siermiężnego PRL, o którym nawet Stanisławowi Barei się nie śniło. I ta twarz PO powiatowej coraz mocniej przebija się do opinii publicznej. A co za tym idzie, nas napawa optymizmem.

Ludzie widzą, że zostali nabici w butelkę. Platforma nabrała ich na lep okrągłych obietnic. Dwa lata temu uwierzyli, że ekipa Tuska jest europejska, świetnie przygotowana do rządzenia. Ale dwa lata zweryfikowały ten wizerunek. I dzisiaj ludzie drugi raz nie dadzą się oszukać.

@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.0014.001.jpg@RY2@

Fot Wojciech Jargiło

Joachim Brudziński, szef komitetu wykonawczego PiS

, szef komitetu wykonawczego PiS

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.