Premier kpi sobie z nas
Podczas dzisiejszego przesłuchania Donald Tusk powinien przede wszystkim wyjaśnić sprawę przecieku. Bo to był prawdziwy dramat. Zarówno na poziomie operacyjnym, jak i samego śledztwa - mówi Zbigniew Wassermann
Przed końcem przesłuchania nie chciałbym formułować ostatecznych sądów. Na pewno powinien się wytłumaczyć, czy przyczynił się do spalenia akcji CBA? Czy zachował należytą ostrożność, wypytując współpracowników o ich aktywność w pracach nad ustawą hazardową? Czy podczas spotkań z panami Drzewieckim i Chlebowskim nie doszło do przecieku? Jest jeszcze odpowiedzialność polityczna. Premier jest przewodniczącym Platformy, stoi na czele rządu. Tak więc nic, co działo się w ramach tych struktur, nie powinno uciekać jego uwadze. Nie mogło pozostawać bez jego reakcji. Tymczasem premier zareagował dziwnie. Nieuzasadnione, ale realne represje spotkały Mariusza Kamińskiego, który został odwołany z funkcji szefa CBA. Natomiast włos z głowy nie spadł ludziom PO. Co prawda zostali gdzieś przesunięci, Zbigniew Chlebowski został zawieszony w prawach członka PO. Jednak dziś już wracają z podniesionymi czołami.
Parafrazując Donalda Tuska, powiem, że sprawowanie funkcji premiera nie polega wyłącznie na prestiżu, bywaniu na europejskich salonach, willi premierowskiej na Parkowej, ale też na ponoszeniu odpowiedzialności. Mamy do czynienia z takimi sytuacjami, w których należałoby się spodziewać konkretnej działalności premiera. Mówię o sytuacjach, w których szef rządu powinien podejmować pewne działania, a tego nie robił. Na przykład, gdy dowiedział się o przecieku. Zresztą skandalem jest, że informacja od szefa CBA, że doszło do przecieku, przeleżała pięć dni w jakiejś szufladzie. Ale nawet potem, gdy premier się o tym dowiedział, to nic nie robił. Nie było żadnej reakcji. A przecież taka informacja dla każdego powinna być sygnałem ostrzegawczym, że istnieje zagrożenie sparaliżowania akcji CBA.
Przede wszystkim premier musi wyjaśnić sprawę przecieku. Bo to był prawdziwy dramat. Zarówno na poziomie operacyjnym, jak i na poziomie śledztwa.
Powinien uruchomić te struktury, które mogły być skuteczne, a nie doprowadziłyby do spalenia akcji CBA. Powinien najpierw spotkać się z ministrem Jackiem Kapicą pracującym nad ustawą w Ministerstwie Finansów. Nie powinien zaczynać od rozmowy z Mirosławem Drzewieckim i Zbigniewem Chlebowskim, bo to byli aktorzy stenogramów. To były główne postaci podejrzeń, że przeciwko własnemu rządowi układają zapisy ustawy w interesie rekinów rynku hazardowego. Oni świadczyli wobec tych biznesmenów funkcje usługodawcze.
W tym miejscu chciałbym zatrzymać się nad istotą tej sprawy, która całkowicie uciekła opinii publicznej. Mam długoletnie doświadczenie prokuratorskie. Wiem, że trudne do wykrycia są sprawy korupcyjne. Są to przestępstwa, które nie pozostawiają śladów, bo ktoś, kto się z kimś dogaduje i obie strony dostają to, czego chciały. Nie są więc skłonne dzielić się swoją wiedzą z organami ścigania. Dlatego ustawodawca wymyślił różne techniki operacyjne, które umożliwiają wykrywanie takich przestępstw. Mówię o możliwości zakładania podsłuchów, kontrolowanym wręczaniu łapówek. W tej sprawie mamy do czynienia z aferą korupcyjną, bo tak prokuratura zadekretowała swoje śledztwa w tej sprawie.
Że zacznie się badanie sprawy właśnie od analizy techniki operacyjnej, czyli na przykład od danych dotyczących logowania na stacjach BTS. Dzięki tym stacjom przekaźnikowym można wywnioskować, skąd ktoś dzwonił. To po pierwsze. Po drugie trzeba przeanalizować billingi rozmów. Czyli z jakich telefonów i ile razy kto do kogo dzwonił. I wreszcie po trzecie trzeba przyjrzeć się stenogramom z podsłuchów. Ten materiał powinien być poddany analizie kryminalistycznej. Wtedy byśmy wiedzieli, które osoby interesujące się nowelizacją ustawy hazardowej kontaktowały się ze sobą, co uzgadniały. To powinno przełożyć się na niekompletny materiał, który ma komisja. Wtedy byśmy zobaczyli, czy osoby, które były ze sobą w zmowie, czyli pan Sobiesiak, Kosek, Drzewiecki, Chlebowski, Rosół, Sykucki, wpłynęli na tok pracy ustawy w taki sposób, by osiągnąć dla siebie korzystne rozwiązania.
Są one niestety niekompletne. Ale już z nich wynika, że wpływali. Przez kilkanaście tygodni zgłaszałem wniosek do przewodniczącego Sekuły o zorganizowanie spotkania z prokuratorami. Nie reagował. Kiedy publicznie powiedziałem, że trzeba będzie złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, bo swoim zachowaniem Sekuła przekracza swoje uprawnienia i nie dopełnia obowiązków, to w końcu się zreflektował i doprowadził do spotkania z prokuratorami. Ci byli zdumieni tym, że nie dostajemy materiałów. Obiecali, że dostaniemy wszystko, co potrzebne jest w naszych pracach. O czym to świadczy? Przez kilkanaście tygodni na nasze prośby przewodniczący Sekuła kompletnie nie reagował. Nawet na spotkaniu z prokuratorami bajdurzył, że prywatną metodą może zrobić analizę. Tak to można sobie placki ziemniaczane w domu robić, a nie analizę dowodów procesowych! Mówię o tym tak długo, bo przez takie postępowanie Sekuły przesłuchania Drzewieckiego, Chlebowskiego i Szejnfelda były farsą. To były występy teatralne. Mieli poczucie bezkarności. A my nie mieliśmy dostępu do porządnie skompletowanych dowodów.
Gdyby chcieć wyjaśnić sprawę porządnie, to teraz należałoby powtórzyć wszystkie te przesłuchania. Należałoby też kontynuować przesłuchania Mariusza Kamińskiego i Jacka Cichockiego w tajnym trybie. Proszę zwrócić też uwagę na fakt, że ja i Beata Kempa zostaliśmy na miesiąc usunięci z komisji i ten czas kapitalnie został wykorzystany przez drugą stronę. Ci, którzy pocili się ze strachu na konferencjach prasowych i byli czerwoni, bo nie wytrzymywali presji psychicznej, przyszli na przesłuchanie z podniesionym czołem. Byli witani w Sejmie jak bohaterowie. Stawali przed komisją i obrzucali błotem Mariusza Kamińskiego. To był scenariusz pisany na obalenie wiarygodności byłego szefa CBA. Bo niby jak taki człowiek miałby stanąć na przeciwko nieskazitelnego premiera?
Tak. Ale przedtem muszą być rzetelnie przeprowadzone dowody. Nie może być tak, że ktoś sobie robi komedię z komisji. Premier śmieje się nam w twarz. Mówi: "ja nie muszę się przygotowywać, niech się lepiej przygotuje komisja". Może sobie tak mówić, bo wie, że komisja nadal nie dysponuje wszystkimi materiałami niezbędnymi do wyjaśnienia sprawy. Ale mimo to wydaje się, że ta sprawa może obciążać premiera niezależnie od tego, jak zostały złamane reguły postępowania w komisji.
Jest kilka spraw do wyjaśnienia. Proszę pozwolić, że nie będę mówił teraz szczegółów. Ciekawe tylko, jak będzie zachowywał się pan Sekuła. Chodzi mi o jego aktywność w blokowaniu sprawy i rolę obrońcy. Ciekawe, jak będzie przerywał pytania, jak często będzie je uchylał i ile przerw zarządzi. To nie rokuje dobrze. W imię pewnego tchórzostwa, obawy przed konsekwencjami mogło dojść do złamania demokratycznych zasad działania komisji. Zgruchotano wiarę ludzi w to, że komisja może patrzeć władzy na ręce. Kto inny może to robić? CBA, któremu został przetrącony kręgosłup? Prokuratura? To najsmutniejsza ocena tego, z czym mamy do czynienia.
Nie przewidywałem, że aż tak nie będzie szanowane prawo. Miałem już do czynienia w komisji ds. służb specjalnych i komisji sprawiedliwości z butą, arogancją. Ale tu wszelkie granice zostały przekroczone. Kpiono z nas! Powiedziano to wprost: chcecie przesłuchiwać naszych świadków? To my w odwecie będziemy przesłuchiwać waszych.
Nie ma nic do ukrycia. Do opinii publicznej ma trafić przekaz, że nie ma jednej afery hazardowej, tylko jest ich kilka. Skoro w czwartek przesłuchiwany jest premier Tusk, to w piątek musi być prezes Kaczyński. To tania socjotechnika. Obraz ma być taki, że w sprawę wszyscy są zamieszani. To manipulacja. A prawdziwi bohaterowie afery hazardowej czują się bezkarni.
Będzie trudno. To, co może, to jedynie ustalić, kto mówił nieprawdę. Są niekonsekwencje, sprzeczności. Komisja nie może stawiać nikomu zarzutów. Nie musi - jak prokuratura - udowadniać winy. Ale ma obowiązek ujawniać prawdę. A prawda często prowadzi do wskazania, kto za co ponosi odpowiedzialność polityczną. Dlatego PO tak boi się ujawnienia tej prawdy.
@RY1@i02/2010/024/i02.2010.024.000.0012.101.jpg@RY2@
Zbigniew Wassermann, był m.in. ministrem koordynatorem służb specjalnych w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Zasiada w komisji śledczej ds. tzw. afery hazardowej
Fot. Michał Rozbicki
, był m.in. ministrem koordynatorem służb specjalnych w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Zasiada w komisji śledczej ds. tzw. afery hazardowej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu