Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Życie powiedziało w końcu Platformie: sprawdzam

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Jeden sondaż to mało. Liczy się tendencja. A ta pokazuje, że traktowanie PiS jako obciachu to zła strategia - mówi Jacek Kurski

Nie, nie wystrzeliły. Jeden sondaż - żaden sondaż. Liczy się tendencja. Ale teraz wyraźnie czuć, że dochodzimy do tego, co w analizie matematycznej nazywa się punktem przegięcia, kiedy funkcja z wklęsłej robi się wypukła. Odwraca się trend. Najwyraźniej po hucpie z wykluczeniem z komisji hazardowej Beaty Kempy i Zbigniewa Wassermanna oraz po zderzeniu PO z realnym problemem, jakim była afera bezduszności NFZ wobec chorych na raka, następuje moment, w którym życie mówi rządzącym: sprawdzam.

Będziemy to wiedzieć po kolejnych sondażach. Zadecydują dwa czynniki. Po pierwsze media. Czy zamiast zderzać pod dyktando PR Tuska w każdej dla niego kryzysowej sytuacji Platformę z PiS - będą konfrontować PO z klęską ich rządzenia, jak przy nowotworach? Rok temu pies z kulawą nogą by się o tym skandalu nie dowiedział. Teraz rozjechały PO same "Fakty" TVN! Wystarczyło, by w publicznej konkurencji zaczęto elementarnie i obiektywnie pokazywać władzę i nagle pic PO nie działa. Po drugie nie mniej ważne jest pytanie, czy w ślad za medialną "deteflonizacją" PO nastąpi pozytywna reinterpretacja rządów Jarosława Kaczyńskiego i czy uda się częściowo przełamać kulturowe odrzucenie PiS przez rozczarowanych do PO traktujących nas jako tzw. obciach, bo to mogłoby uniemożliwiać przebicie szklanego sufitu 30 proc. głosów. Coś się odblokowuje. Gdy zaczyna się realna polityka i realne problemy - ludzie zaczynają mieć dość picu i PR-u. To fascynujący moment: niby wszystko gra, tyle że przestaje działać. Gołym okiem widać, że Tusk dryfuje.

Nawet gdy premier pracuje, to przecież wypoczywa. (śmiech) Taki ma styl.

Jak to kto? Departament PR. Te wszystkie wrzutki o nowej konstytucji, strefa Euro w 2011, laptop dla każdego dziecka w gimnazjum, kastracja pedofilów itd. Wszystko pic. Reszta jest dryfem. Proszę pokazać mi jeden realny problem rozwiązany przez Platformę.

Ta zielona wyspa to z jednej strony zasługa naszych rządów i popytu wewnętrznego, miliardów złotych, które zostały w kieszeniach Polaków dzięki obniżeniu podatków za naszych czasów. A z drugiej strony zasługa tego, że PR-owskie propozycje Tuska nie weszły w życie. Gdyby wkrótce było w Polsce euro, a wcześniej byśmy weszli w korytarz walutowy ERM II, czego chciał Tusk, to nie skorzystalibyśmy z premii eksportowej po dewaluacji złotego i nie moglibyśmy się przewieźć na gapę na tym, że Niemcy wpompowały w swoją gospodarkę duże pieniądze, za które po części kupowali polskie produkty. Nawet ten sukces PO jest tak naprawdę opóźnionym w czasie sukcesem PiS. A skoro jesteśmy na plusie, to jak departament PR Tuska wyjaśni, dlaczego żyje się ludziom gorzej, zmusza do komercyjnego zadłużania się ZUS, utrudnia procedury w NFZ, skubie OFE?

Mieliśmy cztery lata na tę zmianę. Oni to zgłosili na początku kadencji. My mieliśmy większość i my to realnie wprowadziliśmy.

W Schetynie grają emocje. Dostał po zębach, jakby to powiedział Gowin, i teraz to przeżywa. Tusk i Schetyna mają o sobie nawzajem za dużą wiedzę, by użyć broni atomowej, ale zaczęła się między nimi twarda walka polityczna. Ważniejsze jest co innego. Tusk pokazał partii, że każdy może być zatłuczony, że dla własnego interesu nie zawaha się porzucić nikogo. To musi mieć z czasem poważne konsekwencje.

To coraz bardziej prawdopodobne. Tusk idąc na wybory po trzech latach rządzenia, ryzykuje. Tym bardziej że PO znalazła się na równi pochyłej. Sądzę, że Tusk może wrócić do pomysłu wzmocnienia władzy kanclerskiej kosztem wepchnięcia na wybory prezydenckie jakiegoś figuranta. To może być choćby Komorowski czy Sikorski. Mogliby się zgodzić na fasadowego prezydenta w zamian za oddanie pełni władzy Tuskowi. Pytanie, jak przeprowadzić to konstytucyjnie, bo PO musiałaby wygrać wybory prezydenckie i uzyskać zgodę PiS na przeniesienie pełni władzy na urząd premiera. Musielibyśmy przegrać wybory, a przecież Kaczyński je wygra i kółko się zamyka. Zmiany konstytucji nie będzie.

Dziwię się Cimoszewiczowi tym bardziej, że cztery lata temu to otoczenie Tuska esbeckimi metodami i przy użyciu Jaruckiej zdyskwalifikowało go w wyborach. A teraz dał się nabrać na iluzję, jaką miało być objęcie przez niego funkcji sekretarza generalnego Rady Europy. Tusk zawalił sprawę. Ale mechaniczne podkradanie puzzli jest szyte zbyt grubymi nićmi i poparcie Cimoszewicza nie wystarczy. Trzeba jeszcze coś sobą reprezentować.

Trudno mówić o podkradaniu w przypadku prof. Religi. Całe życie poświęcił projektom dla ratowania zdrowia ludzi. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, jak mało ma czasu. Dlatego dobrze, że był w kręgu władzy, nawet tak różnej politycznie. Jeśli zaś chodzi o prof. Gilowską, to została w grubiański sposób skrzywdzona przez Tuska, więc trudno jej się dziwić, że odebrała satysfakcję połączoną z realną władzą, jaką dał jej Kaczyński.

To wariant nieprawdopodobny. Nie ma mowy o strategicznym sojuszu z lewicą. Telewizja była wariantem obronnym, chodziło o ratowanie dobra większego kosztem mniejszego zła. Trzeba było ratować telewizję przed likwidacją, czego chciała PO, i było to warte współdziałania opozycji.

Ja też mówię, że nie było porozumienia. Było ratowanie z palącego się domu...

Dobra wyższego rzędu. Mediów publicznych. Bez tego nie ma wspólnoty narodowej.

Oczywiście, że nie. Platforma, gdy wymieniała swojego szefa klubu, to dlatego że spotykał się na cmentarzu i umawiał geszefty z bossami hazardu. PiS zmienia szefa klubu w ramach strategii przegrupowania sił na wybory parlamentarne i przygotowanie zespołu gotowego do rządzenia. Chodzi o stworzenie zespołu, który będzie zdolny tuż po objęciu władzy szarpnąć cuglami. Ktoś musi to koordynować, a Przemysław Gosiewski nadaje się do tego doskonale.

To zależy od tego, na ile będzie umiał zbudować swoją pozycję na programowym zapleczu PiS. To może być wzmocnienie, ale też osłabienie. Sprawa jest otwarta. To zależy od Gosiewskiego, jak się odnajdzie w nowej sytuacji. Jak go znam, to się odnajdzie.

Nie sądzę, by był przesuwany na inne ważne stanowisko, gdyby istniała jakaś negatywna wiedza na jego temat.

Nie jest możliwe.

PiS to partia Jarosława Kaczyńskiego. Zostało zbudowane na jego autorytecie, nie na dyktaturze. Większość ludzi jest w PiS ze względu na Kaczyńskiego, tak jak ja. Gdyby go nie było, to pewnie mnie nie byłoby w PiS. Ci wszyscy, którzy mówią, że ktoś chciałby podnieść rękę na Jarosława Kaczyńskiego, muszą wiedzieć, że Jacek Kurski mu tę rękę odrąbie. Sądzę, że podobnie zachowałby się Ziobro.

Przez ostatnie lata dorobiono nam straszliwe gęby. Sam tego doświadczam. W internecie większość złych sądów na mój temat to brednie. Na szczęście to powoli mija. PiS wraca do gry. Choć przypominam: to dopiero jeden sondaż.

@RY1@i02/2010/008/i02.2010.008.000.0012.001.jpg@RY2@

Jacek Kurski był posłem PiS, obecnie jest europosłem

Fot. Michal Szlaga

* był posłem PiS, obecnie jest europosłem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.