Dziennik Gazeta Prawana logo

O optymizmie PO i pesymizmie PiS

2 lipca 2018

"Zielona mapka pokazująca nasz wzrost gospodarczy stała się najbardziej rozpoznawalną marką w 2009 r. Chciałbym, aby ten kolor nadziei był stabilną barwą także w 2010 r." - zapowiedział premier Tusk. Nie dodał, iż optymizm PO to skuteczne narzędzie polityczne, źródło dotychczasowych sukcesów partii. PiS przeciwstawia mu pesymizm, który w ostatnim czasie ogarnął Polaków. Czy w roku wyborów prezydenckich wygra optymizm partii Donalda Tuska czy pesymizm formacji Jarosława Kaczyńskiego?

Przez ostatnie dwa lata ze swoim optymizmem triumfował premier, zaś pesymizm PiS był źródłem porażek tej partii. W 2007 r. Polacy coraz więcej konsumowali, czuli się bardziej szczęśliwi. Rosnący optymizm wyczuł Tusk. Zwrócił się ku przyszłości, obiecał drugą Irlandię. PiS zaś zajmowało się przeszłością, rozliczaniem mitycznego "układu". W 2008 r. pogłębiała się ta polaryzacja na optymistyczny biegun Platformy i negatywny, pesymistyczny biegun PiS. Twardym elektoratem PO stały się osoby młode, wykształcone, chcące modernizować Polskę. Jarosław Kaczyński obwarował swoje pozycje wśród wyborców roszczeniowych, gorzej wykształconych, starszych, mniej zasobnych mieszkańców małych miast i wsi, bardziej narażonych na bezrobocie.

Ten swoisty dipol emocjonalny spowodował, że w ciągu dwóch lat rządów Platforma utrzymała niezwykle wysokie poparcie (uśrednione z różnych sondaży wynosi około 45 proc.), zaś PiS zamknęło się w obszernej, bo 25-proc., niszy.

Optymizm, na którym bazuje PO, powoduje, że wyborcy patrzą przez różowe okulary na politykę. Nie analizują wydarzeń. Nie słuchają argumentów opozycji. Paradoksalnie jest to zachowanie inteligentne emocjonalnie. Współcześni ludzie muszą radzić sobie z natłokiem zadań. W ciągu sekundy na powierzchnie recepcyjne naszych zmysłów dociera około 100 miliardów bitów informacji, podczas gdy jesteśmy w stanie świadomie przetworzyć nie więcej niż 100 bitów. Są one zarezerwowane dla najważniejszych spraw, takich jak rozwiązywanie problemów w domu lub w pracy. Na politykę pozostaje niewiele czasu i energii. Jeśli państwo rozwija się pomimo ogólnoświatowego kryzysu, sytuacja materialna przeciętnego Kowalskiego jest wciąż dobra, to słuszną decyzją jest pozostawanie przy uprzednich wyborach. Zwolennicy PO w ostatnich latach woleli pozostać przy optymistycznej drużynie tej partii, niż utożsamić się z postrzeganym przez nich jako pesymistyczna, "obciachowa" wataha PiS. Formacja ta nie jest jednak w tak złej sytuacji, jakby się wydawało, bo w 2009 roku Polaków ogarnął pesymizm.

W 2009 roku utrzymały się wysokie notowania Platformy, ale premier Tusk i jego rząd stracili ponad 10 proc. poparcia. Ogromną rolę odgrywa tutaj kryzysowo-aferalna atmosfera w Polsce. Jeśliby spojrzeć na badanie nastrojów konsumenckich (np. GUS), to w zeszłym roku znacząco przeważała liczba pesymistów. Im przewaga ta była większa, tym bardziej spadało poparcie dla rządu i premiera. Ten skok oczywiście był największy po aferze hazardowej i zniknięciu inwestora z Kataru. Ważnym czynnikiem pośredniczącym w spadkach poparcia był pesymizm. Jak on działa?

Zgodnie z badaniami psychologa Norberta Schwartza negatywne emocje sprzyjają krytycznemu podejściu do rzeczywistości. Tym razem wyborcy patrzyli nie przez różowe okulary, ale czarne, widząc m.in. nieudolność rządu w kwestii sprzedaży stoczni, niejasne powiązania Rycha i Zbycha z hazardowym biznesem. Polacy coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, jak niewiele rząd uczynił, aby zreformować finanse państwa. Zwłaszcza że dług finansów publicznych przekroczył już prawdopodobnie 50 proc. PKB, a pod koniec 2010 roku może zbliżyć się do 55-proc. kotwicy. Rząd i premier Tusk za swoje wpadki otrzymali od Polaków żółtą kartkę. Poparcie dla Platformy się nie zmieniło, a premier zachował pierwszą pozycję w sondażach prezydenckich tylko dzięki temu, że Polacy jeszcze mniej wierzą w kompetencje PiS i Lecha Kaczyńskiego. Prezydent ma większy negatywny elektorat, np. zgodnie z badaniami CBOS w grudniu nie ufało mu 46 proc., zaś Donaldowi Tuskowi - 33 proc. Polaków.

Trzeba jednak pamiętać, iż stosowana przez prezydenta strategia pozostawania relatywnie neutralnym recenzentem poczynań rządu sprawia, iż jego notowania powoli rosną, zaś premiera maleją.

Rezultat ewentualnego starcia pomiędzy Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim może w dużej mierze zależeć od tego, czy Polacy powrócą do swojego optymizmu z 2008 r. W comiesięcznym badaniu nastrojów konsumenckich Polaków (GUS) można zaobserwować zmianę na lepsze. Chociaż przeważają pesymiści, powoli budzi się w nas optymizm. Może on powodować zahamowanie spadku poparcia dla Tuska. Raczej nie poprawi on swoich notowań, ale na korzyść premiera działa czas wychodzenia z kryzysu. Jego obrona przed utratą popularności wymaga lepszych pomysłów na rozwiązanie problemów, jakie stoją przed gospodarką.

To pozytywne zjawisko, że wynik wyborów prezydenckich nie będzie zależeć jedynie od politycznego PR-u, ale od tego, czy obóz Donalda Tuska, czy też Lecha Kaczyńskiego ma lepsze pomysły m.in. na redukcję długu publicznego, reformowanie finansów państwa, zmiany w konstytucji, reformę systemu ubezpieczeń czy dostosowanie Polski do układu powstałego po traktacie lizbońskim.

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.015b.001.jpg@RY2@

Norbert Maliszewski

Darek Golik/Fotorzepa

psycholog społeczny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.