Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Rozwiązania zamiast manifestów

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Uwaga, uwaga. "Gra o jutro 2" Stefana i Andrzeja Bratkowskich to książka z gatunku tych ważnych: o tym, jak zreformować nasz kraj, by żyło się w nim lepiej, łatwiej i spokojniej

Nie ma powodu do obaw. Choć książkę napisało dwóch panów po siedemdziesiątce, nie jest to zbiór przemądrzałych zgryźliwości w stylu Waldorfa i Statlera ze słynnej muppetowskiej loży szyderców. Stefan i Andrzej Bratkowscy ostro dają czadu, prezentując świeżość spojrzenia i spoistość wywodu, jakich próżno szukać u większości młodszych publicystów.

Ta książka dobrze trafia w nastroje coraz większej liczby Polaków, którzy w połowie 2011 roku w przerwach między zarabianiem na życie mają jeszcze czas i siłę zadać sobie pytanie: co będzie dalej z tym krajem? Myślą oni tak: "Owszem, mamy za sobą parę dobrych lat. Weszliśmy do NATO i Unii, poczuliśmy się obywatelami Europy, pojawiły się zalążki klasy średniej itd. Powoli jednak nasze życie publiczne przestaje być wielkim nadganianiem zapaści cywilizacyjnej wobec Zachodu. To, co było najbardziej oczywiste do skopiowania, już skopiowaliśmy. Teraz nadszedł czas na pytanie, co dalej".

Gabinet PO - PSL przez cztery lata swoich rządów dał tylko częściową odpowiedź. Zdaniem Bratkowskich zbyt ogólną. "Wiemy wprawdzie, jak Polska powinna wyglądać w roku 2030, ale nie wiemy, co warto zrobić w ciągu najbliższych trzech, siedmiu lat. Zwłaszcza wobec perspektywy, że być może następna koalicja przypadnie stabilnej większości sejmowej i stabilnemu rządowi, mogącemu pozwolić sobie na sięgające głębiej reformy" - piszą autorzy.

Ich propozycje mają tę zaletę, że nie są żadnym pisanym na kolanie manifestem politycznym nowej siły politycznej, która marzy o wjechaniu do Sejmu na krytyce klasy politycznej. Obaj panowie są raczej sędziwymi obserwatorami życia publicznego. Starszy z braci Bratkowskich Stefan (rocznik 1934) to jeden z najlepszych polskich publicystów prawno-ekonomicznych, który po kilku latach (nieudanego moim zdaniem) pisania o sprawach międzynarodowych wrócił na szczęście do tego, co przyniosło mu sławę: do stawiania kluczowych pytań o to, jak poukładać państwo, w którym żyjemy. Współautor książki Andrzej Bratkowski (urodzony w 1936 roku) uzupełnia erudycję i pisarską swadę brata wiedzą eksperta: był wszak i ministrem (w rządach Hanny Suchockiej i Marka Belki), i wziętym autorytetem z dziedziny budownictwa czy ubezpieczeń. Obaj Bratkowscy są na dodatek cholernie konsekwentni. Koncepcje pozytywistycznych reform promują, przynajmniej odkąd w 1970 roku ukazała się pierwsza część ich "Gry o jutro", wówczas pisana na fali nadziei wokół gierkowskiej modernizacji i postulująca zainstalowanie w Polsce rynku i szybko zdjęta przez cenzurę. Dzieło kontynuowali potem, organizując spotkania legendarnego konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość.

Ale najbardziej przemawiają za posłuchaniem Bratkowskich ich własne argumenty podnoszone w najnowszej książce. Niebanalnych, a jednocześnie sensownych sądów jest w niej co niemiara. Już w pierwszej części bracia uderzają na przykład w święte krowy III RP, czyli reformy rządu Jerzego Buzka: dziś nabierające na tle bezczynności następców niemal mitycznego charakteru. Nazywają absurdem utrzymywanie fałszywego przekonania, że żyjemy w kraju zdecentralizowanym o silnym samorządzie terytorialnym. Ich zdaniem byłoby dużo lepiej zlikwidować powiaty i oprzeć się na gminach, które są najbliżej obywatela. Być może Polacy zaczęliby się wówczas lepiej troszczyć o własne sprawy swojej lokalnej społeczności. Krytykują też wychwalaną pod niebiosa reformę emerytalną, pytając: dlaczego OFE są otwarte tylko z nazwy, w rzeczywistości zaś nikt z nas nie ma pełnego dostępu do danych i informacji o gromadzonych przez siebie składkach? Jest więc to fundusz jak najbardziej zamknięty. Albo lansowane ostatnio przez władze naiwne przekonanie, że zbawi nas budowa elektrowni atomowej (czy to aby nie pójście na sznurku biznesowego lobby jądrowego?). Mamy pod nosem niewykorzystane zasoby energii wodnej i małych elektrowni. Bracia pomstują na kupczenie działkami budowlanymi w miastach i celowe opóźnianie tworzenia planów urbanistycznych, nawołują do rozważenia systemu ubezpieczeń wzajemnych (model francuski) jako leku na paraliż służby zdrowia. I tak w nieskończoność. Ich wywody są tym wiarygodniejsze, że odwołują się do twardych liczb i praktycznych pomysłów testowanych w innych krajach świata. Słowem, tak kompleksowego i inspirującego przeglądu stojących przed Polską problemów nie mieliśmy dawno.

Lektura w sam raz na lato poprzedzające tegoroczne wybory parlamentarne. Być może dzięki niej zaczniemy stawiać sobie pytania o to, jakie miejsce w programach partyjnych odgrywają obchodzące nas konkrety (jak poprawić jakość prawa administracyjnego, jaką filozofię urbanistyczną zastosować, jak likwidować przerost biurokracji). Lepsze to niż nudne zżymanie się na brak sensownej alternatywy wobec PO, które powoli staje się wśród polskiej inteligencji nową, lecz nieprzynoszącą wiele twórczego fermentu modą.

@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.196.0039.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.196.0039.002.jpg@RY2@

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.