Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Czas to pieniądz. Chcemy go oddać biznesowi

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Wszystko chcielibyśmy mieć ściśle określone w prawie. Jestem zwolennikiem zdrowego rozsądku, a nie kagańca z paragrafów - mówi Adam Szejnfeld, przewodniczący komisji Przyjazne Państwo

Osoba, która przychodzi do apteki, by wykupić receptę, nie otrzyma leku, jeśli nie wpisano na niej numeru PESEL. Nawet jeśli przedstawi urzędowy dowód osobisty, w którym jest nie tylko jej imię, nazwisko, adres zamieszkania, ale właśnie PESEL. Musi wrócić do tego samego lekarza, nie innego, by wpisał brakujący numer. Po co w takim razie mamy dowody osobiste? Można by śmiać się, gdyby nie chodziło o pacjentów, a więc ludzi chorych, często w podeszłym wieku, niepełnosprawnych. Piwo w pociągach to też jeden z moich ulubionych absurdów. Zaproponowałem już jego likwidację w ustawie deregulacyjnej.

W takim samym stopniu jak wiele innych. Wszędzie możemy znaleźć podobnie idiotyczne przykłady. Przy wieloletnich pracach UE nad przepisami mającymi uregulować standardy lusterek wstecznych w ciągnikach rolniczych banalne wydaje się już określanie długości i koloru marchwi czy krzywizny banana. Świat się rozwija, unowocześnia, życie się komplikuje, rośnie sfera nieistniejących wcześniej zagrożeń, ale i społecznych oczekiwań. To generuje kolejne regulacje i nadregulacje. Często chwalimy to, co jest gdzie indziej, ale kompletnie tego nie znamy.

Niedawno jeden z przedsiębiorców opowiadał mi, jak opieszałe są urzędy skarbowe w Hongkongu, uznawanym przecież za prymusa wolności gospodarczej. Od półtora roku tamtejszy urząd nie załatwił jego sprawy, a urzędnicy przerzucają się z nim papierkami. Wydaje koszmarne pieniądze na prawników oraz loty do Azji i ma już tego dosyć. Inny chwalił mi natomiast kontakty z urzędami w Niemczech, ale za to zaklinał się, że zamknie swoje interesy we Włoszech, bo tam załatwianie spraw to koszmar. Gdy z kolei byłem w USA na spotkaniu z kilkuset lokalnymi przedsiębiorcami, narzekali na amerykańską biurokrację i wskazywali, ile czasu i papieru pochłania np. otwarcie zakładu fryzjerskiego. Wszędzie ludzie psioczą na biurokrację, ale to nie może być usprawiedliwienie. Powinniśmy z absurdami walczyć.

Grupy interesów. Urzędnicy, politycy, organizacje społeczne, korporacyjni lobbyści... Wszyscy mają swój udział w biurokratyzowaniu państwa i tworzeniu bzdur legislacyjnych. Dlatego tak trudno z nimi walczyć. Każdy przepis jednym przeszkadza i żądają oni jego usunięcia, a innym odpowiada i oni blokują zmiany. Często próbuje się pogodzić sprzeczne interesy. Innym razem opozycja wprowadza poprawki, które wypaczają sens zmian. Poza tym wszystko chcielibyśmy mieć ściśle określone w prawie, jakby na świecie nie istniał zdrowy rozsądek. A ja jestem jego zwolennikiem, a nie kagańca z paragrafów.

Bo wzbudzono poważne oczekiwania społeczne, a okazało się, że jest w tym wiele propagandy i mało treści w postaci ważnych projektów ustaw, które zmieniałyby sytuację obywatela. Błędem było postawienie głównie na efekt medialny. Ważniejsza była liczba ustaw niż ich waga. "Sto ustaw na sto dni", "najwięcej posiedzeń wśród sejmowych komisji", wspinaczka po stertach aktów z Dzienników Ustaw i podobne happeningowe pokazy zastępowały sprawy merytoryczne. Szkoda, bo członkowie komisji pracowali z pasją i bardzo solidnie, zwłaszcza na początku, opracowując kilkadziesiąt ustaw. Niestety, cała akcja spaliła na panewce i teraz mam trudne zadanie odbudowania autorytetu tej komisji.

Być może u zarania kadencji Janusz Palikot miał plan wykorzystania komisji Przyjazne Państwo do skoku w wielką politykę. Taką, którą chciał robić sam, w swojej partii, a nie z nami. Nie wiem. W każdym razie przerost formy nad treścią, permanentny happening spowodowały, że szczytna idea Przyjaznego Państwa stała się satyrą, którą wielu dzisiaj wyszydza. Etykietka została przyklejona mocnym klejem.

Gdy zostałem jesienią ubiegłego roku przewodniczącym komisji, zastałem puste szuflady. Wszystko trzeba było zacząć od nowa. Nie mamy już całej kadencji przed sobą, lecz jedynie kilka miesięcy pracy. Nie uda nam się naprawić całego świata. Dlatego pracuję nad przygotowaniem pakietu zmian, który nazwałem Polak w Polsce. W jego ramach powstaną rozwiązania prawne podzielone tematycznie: Polak w urzędzie, Polak w sądzie, Polak u lekarza, Polak w firmie, Polak w sklepie, Polak w domu, Polak na budowie czy Polak w banku. Nad pierwszymi projektami już pracujemy, np. przepisami kodeksu spółek handlowych, partnerstwa publiczno-prywatnego, handlu czy służby zdrowia.

Trzeba to robić systemowo, kompleksowo i zdecydowanie. Z jednej strony należy poprawiać prawo, co czynimy, ale z drugiej strony jak najszybciej zmienić system jego stanowienia. Daje on dzisiaj zbytnią łatwość ciągłego psucia przepisów. Koniecznie są i takie działania, które wpływać będą na zmianę mentalności urzędniczej w naszym kraju, a więc programy edukacyjne, jasność i stabilność przepisów prawa, dialog społeczny, transparentność procedur, mniej urzędniczej uznaniowości, audyt zewnętrzny w administracji. To są cele, które musimy sobie postawić do zrealizowania w najbliższym czasie.

Jedno okienko zostało dobrze zaprojektowane, ale jak często w Polsce bywa, przepisy sobie, a ludzie sobie. Najsłabszym ogniwem w administracji i procedurach wciąż jest człowiek, urzędnik. Niewiele osób wie o nowych możliwościach i z nich korzysta, a urzędnicy odsyłają, jak kiedyś, swoich petentów od okienka do okienka, zamiast załatwiać za nich ich sprawy. To skandal. Ponadto jedno okienko było pomyślane tylko jako rozwiązanie przejściowe. Już w tym roku chcemy wprowadzić możliwość zakładania firmy przez internet, czyli tzw. zero okienka. Nie mogę się jednak zgodzić z totalną krytyką formalności związanych z zakładaniem firm w Polsce. Mimo pewnych niedociągnięć znajdujemy się wśród nielicznych krajów, w których można rozpoczynać działalność gospodarczą praktycznie od ręki, po złożeniu dokumentów, nie czekając na zakończenie całej procedury. Docenił już nas za to wspomniany Bank Światowy, awansując w tej kategorii o 26 miejsc w górę.

Zrobiliśmy naprawdę wiele, ale nie potrafimy przebić się z tym do społeczeństwa. W ostatnich trzech latach tylko w dziedzinie przedsiębiorczości wprowadziliśmy np. ponad 30 udogodnień dla biznesu. Zderegulowaliśmy prawo, np. zamieniając obowiązek przedstawiania licznych zaświadczeń na zwykłe oświadczenia, radykalnie ograniczyliśmy zakres kontroli fiskusa w firmach, wprowadziliśmy do prawa domniemanie uczciwości podatnika, dorozumianą zgodę administracji, możliwość zawieszenia działalności gospodarczej oraz po wielkich bojach z opozycją także odpowiedzialność urzędniczą. Zmieniliśmy też przepisy ustawy o rachunkowości, by łatwiej i taniej małe firmy realizowały swoje obowiązki wobec fiskusa, ustanowiliśmy partnerstwo publiczno-prywatne i upadłość konsumencką, obniżyliśmy do minimum wymagany kapitał założycielski spółek kapitałowych, by łatwiej i taniej można by je zakładać. Mógłbym wymieniać przez godzinę nowe rozwiązania wprowadzone pakietem na rzecz przedsiębiorczości, ale i tak stawiany jest nam zarzut, że nic nie robimy. Czy te wszystkie zmiany są nic niewarte? Zaproponowałem więc "odkłamywacz", by walczyć z plagą chwastów w polskiej dyskusji publicznej, jakimi są nieprawdziwe informacje i nieuzasadnione oceny.

W Polsce zlikwidowaliśmy już większość koncesji. Zostało ich tylko siedem. Nigdy w życiu nie słyszałem postulatu, aby zlikwidować np. koncesję na budowę kopalni węgla pod miastem czy produkcję materiałów wybuchowych albo na lotnictwo pasażerskie. Jeśli natomiast chodzi o mniej uciążliwą reglamentację, jak np. zezwolenia czy pozwolenia, to ich zakres zdecydowanie ograniczy uchwalona ostatnio ustawa deregulacyjna. Przyjąłem zasadę, że wszystko, co zgłoszą sami przedsiębiorcy do zlikwidowania, a nie będzie się kłóciło z przepisami międzynarodowymi i bezpieczeństwem, np. życia czy zdrowia, to należy zlikwidować albo ograniczyć. Jeśli chodzi o RMUA i inne obowiązki informacyjne, to ma je znieść lub ograniczyć projekt ustawy przygotowywany w ramach programu Lepsze Prawo. Zresztą to jest świetny przykład, jak w Polsce trudno jest znieść wiele obowiązków. Za zniesieniem bowiem lub ograniczeniem sprawozdawczości w ramach ubezpieczeń społecznych są np. organizacje pracodawców, ale jednocześnie radykalnie sprzeciwiają się temu organizacje pracobiorców. Mamy więc pat.

Chodzi o odpowiedzialność nie tyle za błędy, ile za świadome działanie niezgodne z prawem, i to noszące znamiona rażącego naruszenia prawa. Czy do tego doszło, decyduje organ wyższego szczebla bądź NSA. Nie będzie więc tu żadnych wątpliwości. Całe postępowanie wyjaśniające ma prowadzić organ niezależny od administracji. Chodzi o to, by szwagrostwo, kumoterstwo czy solidarność urzędnicza nie przeszkadzały w postępowaniu.

To możliwe. Tylko przepisy związane z ustawą deregulacyjną pozostawią w kieszeniach obywateli i przedsiębiorców kilkanaście miliardów złotych rocznie. Czas bowiem to pieniądz, a nowe prawo zmniejszy czas, jaki do tej pory musieliśmy poświęcić naszym obowiązkom wobec państwa i samorządu. Kolejna planowana ustawa ma zmniejszyć obowiązki informacyjne biznesu, które są obliczane na ponad 30 mld zł. To wszystko przełoży się na wyższy wzrost gospodarczy.

Nie obwiniajmy za wszystko posłów. W Sejmie często zdarza się psucie prawa, ale równie często poprawiają się tam źle wcześniej napisane przepisy. Co jest u nas złe i z czym ja się nie zgadzam, to tworzenie prawa poprzez pryzmat złych ludzi i złych sytuacji, nawet gdy mogły wystąpić tylko potencjalnie, a ich szkodliwość byłaby niewielka. Dlatego mamy biegunkę legislacyjną. Jeszcze dobrze jedna ustawa nie wejdzie w życie, to już ją nowelizujemy, bo wpadła nam do głowy następna rzecz, którą chcielibyśmy uregulować. I tak w kółko.

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.186.0010.001.jpg@RY2@

Fot. Marcin Kaliński

Adam Szejnfeld, przewodniczący komisji Przyjazne Państwo, w latach 2007 - 2009 wiceminister gospodarki

Z Adamem Szejnfeldem rozmawia Paweł Rożyński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.