Cała nadzieja w mozolnej pracy
W "Rzeczpospolitej" przeczytałem frapujący tekst Johna Graya, jednego z najbardziej wpływowych pisarzy politycznych Europy. Pisze m.in. o polskich elitach politycznych: "W przeciwieństwie do wielu innych krajów wasza sfera publiczna nie jest wypełniona mową nienawiści, odnoszącą się np. do głębokich podziałów rasowych. Polska jest wciąż otwarta i nastawiona na UE bardziej niż część innych krajów, które wraz z nią od 1989 r. przechodzą przemiany demokratyczne. Temperatura sporów w Waszej debacie publicznej jest więc może nieprzyjemna, ale moim zdaniem nie katastrofalna".
Czytający te opinię Polak wręcz nie może się powstrzymać od smutnej refleksji, że jeżeli nawet temperatura sporów nie jest katastrofalna, to na pewno będzie. Czego mogłyby dotyczyć? Paradoksalnie, nie widać na horyzoncie poważnych tematów. Żadna licząca się w Polsce siła nie chce, powiedzmy, otwarcia więzień, przywrócenia kartek na mięso i cukier, wprowadzenia dziedzicznej prezydentury. PiS niepokojąco uderza w ton przewrotu, który wyrzuciłby z karuzeli ludzi "niemoralnych", a wprowadziłby na karuzelę "moralnych", ale jednak planuje przewrót demokratyczny - poprzez wybory i parlamentarną grę. Apele Jarosława Kaczyńskiego o "obronę demokracji" przed władzą Tuska i Komorowskiego są po prostu wyraźnie przesadzone. Najostrzejszy spór polityczny ubiegłych miesięcy dotyczy ważnej sprawy, bo naszych emerytur, jednak nawet najbardziej radykalni posłowie i eksperci nie proponują zniesienia obowiązkowych ubezpieczeń społecznych. Służba zdrowia ciągle jest reformowana, ale jednak nie ze skutkiem śmiertelnym... Żaden polski projekt polityczny, z cieszącą się dwuznaczną sławą IV RP włącznie, nie zakłada przewrotu kopernikańskiego w polskiej polityce.
Na szczęście. Piszącego te słowa, pewnie podobnie jak wielu Czytelników "DGP", irytują spychologowie pracujący w wielu państwowych instytucjach, buble prawne, wieloznaczność deklaracji rządowych w sprawie zielonej wyspy, która ma deficyt budżetowy jak stąd do Księżyca. Alternatywą dla marazmu nie jest jednak odrzucenie tego państwa, które mamy, i budowanie jakiegoś zupełnie innego. Mozolnym, nieefektownym trudem da się w końcu doprowadzić do tego, aby policjanci przyjeżdżający na interwencję nie zaniechali jej podjęcia "bo nie mamy benzyny" (incydent opisany w "Gazecie Wyborczej"). Jeżeli histeryczne spory polskich polityków przykrywają takie żmudne działania, to wygraliśmy. Jeżeli zastępują - przegraliśmy.
@RY1@i02/2011/044/i02.2011.044.186.002c.001.jpg@RY2@
Jan Wróbel
Jan Wróbel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu