Polska jak żaba, która podstawia nogę tam, gdzie kują konie
Nie wszystko jeszcze wiadomo o tym, co postanowiono w Brukseli. Nie wiadomo na przykład, jak jest definiowany "stan wyższej konieczności" usprawiedliwiający wyższy deficyt od ogólnie dopuszczanego. I kto to będzie ustalał? Jednak jest dostatecznie dużo niebudzących wątpliwości powodów, by krytykować zachowania premiera w Brukseli podczas negocjowania paktu fiskalnego.
Po pierwsze pakt jest wątpliwy merytorycznie. Akcentuje oszczędności, które mogą być przeciwskuteczne także z perspektywy deficytu i długu, bo będą blokować wzrost. Można zrozumieć te pomysły, jeżeli przyjmiemy, że pakt będzie pełnił perswazyjne funkcje w Niemczech (my, Niemcy, płacimy, ale robimy porządek), natomiast nie będzie miał obezwładniającego wpływu na politykę gospodarczą. Ale ten wątpliwy cel zostałby osiągnięty i bez naszego udziału.
Po drugie powstało żenujące wrażenie, że Polska podpisuje dokument, bo wytargowaliśmy miejsce na końcu stołu, bez prawa głosu dla Donalda Tuska, który przecież nie będzie miał realnego wpływu na decyzje. To próba ukrycia rzeczywistej zmiany w Unii: niezależnie od procedur i dekoracyjnych funkcji europejskiego parlamentu jesteśmy świadkami dalszej koncentracji władzy w rękach Niemiec i Francji.
Po trzecie wreszcie, nastąpiła kolejna wpadka premiera w kwestii wstąpienia Polski do strefy euro. Niezależnie od tego, co konkretnie powiedział premier Tusk przewodniczącemu parlamentu europejskiego, w świat poszedł sygnał, że Polska zamierza szybko do strefy wstąpić. To strategia absurdalna, choć na szczęście zupełnie utopijna. Okazuje się, że premier nie wyciągnął wniosków ze swego poprzedniego potknięcia, gdy nikogo nie pytając, zadekretował, że w strefie będziemy nie później niż w 2012 roku.
Przez kilka lat patrzyłem na poczynania Donalda Tuska z mieszanymi uczuciami. Nigdy nie zgadzałem się z jego ideowo-programowymi wyborami, ale doceniałem zaskakującą socjotechniczną sprawność. Ta sprawność pozwoliła mu uzyskać pełną dominacje nad swoją partią, a także - z powodu braku realnej opozycyjnej alternatywy - dominację nad krajową sceną polityczną. Większość mediów przerażona ewentualnością powrotu PiS-u do władzy puściła jego wpadki w niepamięć, jak choćby kluczową "opowieść" z poprzedniej kampanii wyborczej: Polska drugą Irlandią. W rezultacie Tusk naprawdę nie miał z kim przegrać. Doznał zawrotu głowy od sukcesów. To tłumaczy jego zachowania zarówno w kraju, jak i za granicą. Zadekretował na przykład nieuzgodniony z koalicjantem program reformy ubezpieczeń. Za granicą podjął się roli męża opatrznościowego europejskiej jedności.
To, co Tusk robi w kraju, jest niebezpieczne, bo niszczy i tak bardzo słaby polityczny pluralizm. To, co robi za granicą, zaczyna przypominać żabę, która podstawia nogę tam, gdzie kują konie. Można się obawiać, że rząd pochłonięty wielką misją ratowania Europy zaniedba nasze interesy: walkę o pieniądze z Brukseli i zmianę unijnego programu ekologicznego, który jest dla Polski dyskryminujący.
Nie jestem optymistą. W PO wokół Tuska nie ma już realnych konkurentów. Opozycja nie jest i nie będzie dla wyborców atrakcyjna. A niewykluczone, że premier ma tyle głowy pomysł na swoją europejska karierę.
Możemy mieć problem. Oczywiście, jeśli na świecie rzeczy będą szły pomyślnie, to i u nas nic złego zdarzyć się nie musi. Ale to warunek optymistyczny, gdy tymczasem my zużyliśmy naszą antykryzysową odporność. W 2009 przed recesją uratowały nas przede wszystkim... wzrost deficytu i przecena złotówki. Także optymizm Polaków. Ale nawet to ostatnie, mimo względnie wysokiego w minionym roku wzrostu PKB, jest na wyczerpaniu. Jeśli w Europie pojawi się recesja, to staniemy przed bardzo trudnymi decyzjami. Nie wierzę w możliwości tego rządu. Ale nie widzę też dla niego dobrej alternatywy.
Ryszard Bugaj
ekonomista profesor nadzwyczajny Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu