Femme fatale i skok na państwową kasę
Żadna polska afera nie obejdzie się bez służb - wyskakują tam, gdzie człowiek najmniej ich się spodziewa, jak w aferze InterAms
Sprawa zaczęła się wiosną 1994 r., gdy "Express Wieczorny" oskarżył premiera Waldemara Pawlaka z PSL, że jest "akwizytorem" kolegi ze studiów, właściciela firmy komputerowej InterAms, i ułatwia mu zdobywanie dużych zleceń od państwowych firm, a co za tym idzie - dużych pieniędzy. InterAms była wówczas dużym graczem, partnerem IBM i realizowała kontrakty nie tylko dla sektora publicznego, lecz także dla firm prywatnych.
Sprawa początkowo przeszła bez echa, aż jesienią 1994 r. tygodnik "Wprost" w tekście "Femme fatale premiera" połączył sprawę InterAms z historią o zatrudnionej w tej firmie Annie M. Według tygodnika miała ona być "supersekretarką" Pawlaka, z którą współpracował od kilku lat. Miał jej m.in. umożliwić zrobienie błyskawicznej kariery w Urzędzie Rady Ministrów już podczas pierwszej, 33-dniowej, nieudanej misji tworzenia rządu. W tym krótkim czasie z jego osobistej sekretarki miała awansować na stanowisko dyrektora generalnego. W URM jako dyrektor generalny zatrudnił się wówczas także jej wuj (wcześniej kierownik w Ośrodku Szkolenia Spółdzielców). Nie na długo, bo oboje musieli się wyprowadzić z Alei Ujazdowskich wraz z Pawlakiem, ale wuj powrócił do rządowego gabinetu jako sekretarz stanu po utworzeniu drugiego rządu Pawlaka. Jak napisał "Wprost", to właśnie za wiedzą wuja URM zamówił w InterAms projekt stworzenia międzyresortowej poczty elektronicznej, a pomysłodawcą tego projektu miał być sam premier Pawlak.
InterAms zatrudniało wówczas Annę M. w roli doradcy. Posada ta nie była jednak pewna, gdyż firma stała na skraju bankructwa. Na nogi, zdaniem "Wprost", miały postawić ją właśnie kontrakty rządowe. Oprócz URM kontrakty z InterAms na dostarczenie sprzętu komputerowego zawarły także inne urzędy i firmy państwowe, np.: PKO BP, ZUS, Ministerstwo Pracy, Główny Urząd Ceł, Agencja Rynku Rolnego i Agencja Własności Rolnej. W sierpniu 1994 r., gdy duże kłopoty firmy nie były już dla nikogo tajemnicą, bardzo korzystną dla InterAms umowę zawarło z nią także Ministerstwo Edukacji Narodowej, kierowane przez wiceprzewodniczącego PSL Aleksandra Łuczaka.
Premier nie zamierzał dyskutować z zarzutami tygodnika. - Wszystko, co jest w tym artykule, to kłamstwa. Były sekretarz KC PZPR Marek Król [redaktor naczelny "Wprost" - red.] zrobił usługę swoim kolegom - mówił szef PSL partyjnym kolegom. Ludowcy twierdzili, że niepochlebny artykuł powstał z inspiracji ich koalicyjnego partnera SLD, który miał coraz bardziej dość współpracy z Pawlakiem. O zmontowanie kampanii prasowej przeciw Stronnictwu niektórzy jego członkowie oskarżali także UOP. Przypominali, że w InterAms przez pewien czas zatrudnieni byli oficerowie UOP: Henryk Jasik (były szef wywiadu MSW, a potem UOP) i Marian Zacharski (wcześniej funkcjonariusz wywiadu PRL aresztowany za szpiegostwo w USA, który robił także karierę w biznesie). Największe oburzenie PSL wzbudziły jednak nie zarzuty dotyczące skoku na państwową kasę i nepotyzmu, ale sugestie tygodnika, że prezes mógł mieć ze swoją femme fatale nieślubne dziecko.
Sprawa pewnie by przyschła, gdyby nie to, że dwa tygodnie po rewelacjach "Wprost" InterAms (a właściwie InterAms II - jak brzmiała nazwa firmy) faktycznie zbankrutowała. Nie pomogło nawet 6 mld starych zł zaliczki od MEN. Właściciel firmy twierdził, że powodem kłopotów była dewaluacja złotówki, ale prokuratura oskarżyła go o działanie na szkodę spółki. Szybko się okazało też, że wielkość majątku firmy (kilkanaście samochodów, kilkadziesiąt komputerów) nie dawała szansy na odzyskanie pieniędzy przez jej wierzycieli, w tym instytucje państwowe i wspomniany MEN.
Media załamywały ręce, co stanie się z pracowniami informatycznymi w szkołach, a kontrolę kontraktów z InterAms zapowiedziała NIK. Media opisywały też coraz to nowe kombinacje. "Życie Warszawy" zarzuciło np. Lesławowi Podkańskiemu, ministrowi współpracy gospodarczej z zagranicą z PSL, że wbrew komisji przetargowej w swoim resorcie nakazał zawrzeć kontrakt z InterAms na komputeryzację biur polskich radców handlowych. Według dziennika Podkański osobiście zlecił w czerwcu 1994 r. podpisanie kontraktu wartości 8 mld starych zł z InterAms II, choć firma ta nie była nawet w stanie wpłacić 10-procentowego wadium. (Później, niedługo przed publikacją w "Expressie Wieczornym", wycofał się z kontraktu). Podkański zaprzeczał, twierdząc, że prasa kłamie, bo nie było żadnego przetargu ani komisji zajmującej się takim kontraktem. Wówczas "Życie" i "Wprost" opublikowały ministerialne dokumenty, które miały dowodzić, że kłamie raczej minister.
Do żadnych dymisji w rządzie jednak nie dochodziło, mimo że atmosfera wokół gabinetu Pawlaka gęstniała, i to nie tylko z winy PSL. W tym samym czasie prokuratura interesowała się bowiem prezesem GUC z SLD Ireneuszem Sekułą i jego spółką Polnippon. Wreszcie pięścią w stół uderzył prezydent Lech Wałęsa, który postawił koalicji ultimatum: albo zmienicie premiera, albo rozwiążę parlament. W marcu 1995 r. Pawlak odszedł ze stanowiska.
Choć NIK wkrótce opublikowała negatywny raport z kontroli kontraktów z InterAms, to afera ta utrwaliła się w pamięci jako inspirowana przez służby i wymyślona przez media "sprawa obyczajowa". - W kolportowaniu tej historii maczali palce moi koledzy z SLD, głównie z otoczenia Aleksandra Kwaśniewskiego. O ile wiem, była całkowicie nieprawdziwa - komentował po latach Leszek Miller. Podobno od tego czasu Waldemar Pawlak pilnuje, by zawsze mieć w służbach swojego człowieka.
@RY1@i02/2013/217/i02.2013.217.00000230b.802.jpg@RY2@
Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach
Małgorzata Werner
we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery w III RP, pisze również doktorat na ten temat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu