Mocno podejrzana kariera kasjera lewicy
Najpierw brutalnie zamordował staruszkę, potem już jako bywalec salonów inwestował pieniądze polityków
Sprawa Petera Vogla i tajnych kont lewicy w Szwajcarii zawsze bardzo oddziaływała na wyobraźnię zwolenników IV RP. Pozostali uważali ją za wymysł nawiedzonych łowców afer. Tymczasem śledztwa w tej sprawie przeżyły okres rządów PiS, toczą się nadal i mogą nas jeszcze zaskoczyć.
O kasjerze lewicy po raz pierwszy zrobiło się głośno w grudniu 2005 r., gdy ówczesny prokurator krajowy Janusz Kaczmarek postanowił prześwietlić proces jego ułaskawienia. Media przypomniały wówczas, iż Vogel, jeszcze jako Piotr Filipczyński, w 1970 r. obrabował i brutalnie zamordował 75-letnią kobietę, gosposię swojego kolegi. Miał wówczas 17 lat, a pieniądze były mu potrzebne na imprezę. Sąd skazał go wówczas na 25 lat i podobno tylko ze względu na młody wiek uniknął stryczka. Po odsiedzeniu ośmiu lat uzyskał przerwę w odbywaniu kary i nie wrócił już do więzienia. W listopadzie 1983 r. Rada Państwa przychyliła się do jego wniosku o ułaskawienie i zmniejszyła mu wyrok do 15 lat więzienia. W lipcu 1983 r., gdy znoszono stan wojenny, a opuszczanie Polski było bardzo utrudnione, Vogel w niewyjaśnionych okolicznościach dostał paszport i wyjechał z kraju. Według "Życia Warszawy" prawodopodobnie został wcześniej zwerbowany przez służby specjalne PRL. Wyjątkowe potraktowanie Filipczyńskiego mogło także zdaniem dziennika wynikać z tego, że jego ojciec był wpływowym PRL-owskim dyplomatą i współpracownikiem tychże tajnych służb.
Filipczyński jeździł trochę po świecie, aż w końcu osiadł w Szwajcarii, gdzie przyjął panieńskie nazwisko matki i zaczął występować jako Peter Vogel. Zatrudnił się w banku Coutts, w którym szybko awansował, bo przyprowadził doń klientów, z majątkiem wycenianym na miliony franków. Byli to klienci z Europy Wschodniej, także z Polski, do których mieli należeć politycy lewicy i związani z nimi biznesmeni. Jak pisały "ŻW" i "Wprost", Vogel "cały czas utrzymywał zażyłe kontakty z czołowymi politykami najpierw PZPR, a później SLD". W latach 90. ścigany listem gończym pomieszkiwał w Polsce, pojawiał się m.in. w Sejmie jako doradca, a widywano go z posłami nie tylko SLD, lecz także Unii Wolności. Vogel miał także bywać na przyjęciach z udziałem polskich policjantów i prokuratorów, który wiedzieli, z kim mają do czynienia, bo "o sprawie plotkowano przy kieliszku". Vogel miał też być krewnym Ireny Popoff, byłej oficer wywiadu i rzeczniczki UOP w czasie, gdy kierował nim Gromosław Czempiński.
Dobre czasy jednak się skończyły i w końcu uznano, że "kasjer" powinien odsiedzieć pozostałą część wyroku. Vogla już wtedy w kraju nie było, ale Szwajcaria wydała go Polsce w czerwcu 1999 r. Trafił do polskiego aresztu, a jego prawnicy niemal natychmiast wnieśli o (drugie już) ułaskawienie. I tu zaczęły się problemy, które chciał zbadać Janusz Kaczmarek. Prokurator z Ministerstwa Sprawiedliwości uznała bowiem, że "nie ma podstaw do ułaskawienia". Jednak ówczesny zastępca prokurator generalnej Hanny Suchockiej miał inne zdanie i wszczął procedurę ułaskawiającą, do czego mogła przyczynić się jego szefowa, na którą miał naciskać jeden z partyjnych kolegów. Vogel wyszedł z aresztu, a w pół roku później prezydent Aleksander Kwaśniewski darował mu resztę kary. Jak twierdziły media, tak się złożyło, że prawnik Vogla akurat w tym samym czasie reprezentował też Kwaśniewskiego w jego sporze prawnym z "Życiem" o "Wakacje z agentem".
Po ułaskawieniu Vogel wrócił do Szwajcarii, gdzie ponownie podjął pracę w bankowości. Wkrótce jednak jego nazwisko wypłynęło ponownie, tym razem w zeznaniach lobbysty Marka Dochnala. Lobbysta twierdził, że zna Vogla i miał konto w oddziale banku Coutts, "kasjer" pomagał mu w transferach pieniędzy, a rachunki w Szwajcarii ma wielu pierwszoplanowych polityków lewicy. "ŻW" napisało: "Według naszych ustaleń Vogel lokował na szwajcarskich kontach pieniądze bossów mafii, także paliwowej, i czołowych polityków lewicy. Są to najczęściej konta nie na nazwiska, ale na hasła". Po rewelacjach Dochnala wszczęto oddzielne śledztwo w tej sprawie i tak ułaskawienie Vogla wróciło na tapetę.
Wizja przyłapania polityków SLD na transferach nielegalnych pieniędzy za granicę wzbudziła ogromną ekscytację u ówczesnych władz resortu sprawiedliwości. Vogla przesłuchano w konsulacie w Bratysławie (do Polski, jak twierdził, bał się wrócić), minister Ziobro poleciał nawet w tej sprawie do Szwajcarii, ale o szybkich efektach można było tylko pomarzyć. Wydawało się, że to koniec tej historii, rząd PiS już dawno upadł, gdy niespodziewanie w 2008 r. Vogel został aresztowany, i to na terenie Polski. Postawiono mu zarzut prania brudnych pieniędzy i pomaganie Dochnalowi w unikaniu opodatkowania.
Dotychczasowe efekty sprawy Vogla są więc dość zaskakujące. Śledztwa korupcyjne, od których wszystko się zaczęło, nie znalazły finału w sądzie. Sprawa ewentualnego poplecznictwa przy ułaskawieniu w 1999 r. umarła śmiercią naturalną, a choć od czasu do czasu słyszymy o przełomie w badaniu tajnych kont lewicy, to na razie niewiele z tego wynikło. Zeznania Vogla okazały się za to podobno istotne w innych korupcyjnych dochodzeniach, np. dotyczącym przetargu na dostawę wagonów do warszawskiego metra czy prywatyzacji STOEN, PLL LOT oraz istnienia za rządów AWS i SLD tzw. spółdzielni, która miała "lobbować" za wyborem konkretnych firm (w związku z tą sprawą aresztowano np. na krótko byłego szefa UOP Gromosława Czempińskiego).
@RY1@i02/2013/208/i02.2013.208.000002400.801.jpg@RY2@
Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach
Małgorzata Werner
we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery w III RP, pisze również doktorat na ten temat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu